okna gorzówokna pcv gorzów
Facebook Instagram Google+

Strony

  • Strona główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt

Mama ♥ Dwójki |

  • Strona Główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Macierzyństwo
  • Lifestyle
  • Kulinarnie
  • Porady
Obsługiwane przez usługę Blogger.
dobra chusta na lato

Ten kto mnie czyta od pewnego czasu wie, że moje serce jest bliskie noszeniu dzieci w chuście. Że moje serce się kraje kiedy widzę, jak rodzice nieświadomie pod wpływem mody czy trendu, noszą swoje dzieci niepoprawnie, nie mając o tym pojęcia, że do tego trzeba się przygotować. Odpowiednio przygotować i posiadać jakąś wiedzę na ten temat, aby nie szkodzić maluchowi. O tym jak nie nosić dziecka w nosidle i chuście oraz parę słów w tym temacie znajdziecie w tym wpisie - > klik.
Share
Tweet
Pin
Share
7Komentarzy komentarze

Witajcie! Ostatnio żyje w innym świecie. Świecie powieści After. Tak, gdy już mnie jakaś książka lub jej seria wciągnie, jestem nie obecna w świecie wirtualnym. I też poniekąd realnym, bo tak właśnie zapomniałam o tym, że miałam się wstawić na bezrobocie. Poza tym dzisiaj jest dla mnie dość ważny dzień i dla mojego syna, bo dowiemy się czy dostał się do przedszkola. Jestem strasznie poddenerwowana.
Share
Tweet
Pin
Share
4Komentarzy komentarze


"Owsiki masz w tyłku, że nie umiesz usiedzieć na miejscu? ". Napewno słyszałaś /eś to chociaż raz. Nie bez powodu, wzięło się takie powiedzenie. Otóż napisało je samo życie, albo sam problem.

Dopóki ten problem nie dotyczył mojego dziecka, nie miałam o nim pojęcia, poza tym, że to robaki, które wychodzą z kupą. Jednak jakiś rok temu, gdy opisałam objawy, który mnie niepokoiły, innej mamie, pytając czy jej syn też tak miewa, odpowiedziała mi - Aneta, to prawie pewnie, że Dawid ma owsiki...
- owsiki? Niemożliwe, bo jak? Skąd? I gdzie?

W google wpisałam tylko frazę "zgrzytanie zębami" ( młody tak na nich grał wieczorem, jakby mu się łamały), wyskoczył mi temat, złego zgryzu i owsica. Czytałam, czytałam, czytałam.

Co to są owsiki?


To pasożyty, nicienie, które zamieszkują jelita, atakują wyłącznie ludzi. Samica żyje około czterech tygodni, samiec ginie po zaplemnieniu. Rozmnażają się w dziesiątkach tysięcy, w ciągu kilku godzin. Widoczne w kale są dopiero wtedy kiedy osiągają stadium końcowe, czyli jest ich ogromna ilość. Samica wychodzi na zewnątrz po tym jak zarażony zapadnie w sen. Dlatego wywołuje to świąd i zakłuca spokojny sen.

Objawy owsicy

  • Jednym szczególnym, który zwrócił moją uwagę, pomijając wiek syna, było zgrzytanie zębami. Tak silne, każdego wieczora, a nawet w dzień, że nie szło tego słuchać. 
  • Płacz przez sen. Budzenie się w nocy. Stękanie. 
  • Czerwony odbyt, podrażniony, ciągłe drapanie się w tym miejscu.!
  • Brak apetytu na jedzenie 
  • Domaganie się słodkiego (czego moje dziecko wtedy nie robiło) owsiki żywią się słodyczami. Dlatego też mówi się dzieciom, że gdy będą jeść tyle słodyczy, będą mieć robaki w pupie. 
  • Podkrążone oczy. 
  • Spadek masy ciała. 
  • Osłabiony organizm, czyli słabsza odporność. 
  • W stadium końcowym, inaczej zaawansowanym - pasożyty w kale widoczne gołym okiem. 


Źródło zarażenia - najbardziej podatne są dzieci


Powszechnie, najczęściej w przedszkolu panuje owsica. Można nią zarazić się bardzo łatwo, toteż łatwo i szybko się ją przenosi. Potocznie mówi się o niej "choroba brudnych rąk". Dzieci często biorą ręce do buzi, dotykają tych samych rzeczy, a nawet jedzą po sobie. Bawią się w tym samym pomieszczeniu. Nie myją często rąk. Dziecko, które jest nosicielem owsicy, drapiąc się po pupie, przenosi jaja na dłonie, a dokładnie dostają się pod paznokcie, stamtąd do buzi i lądują w organizmie. Przenoszą jaja na wszystko z czym mają do czynienia. Zabawki, jedzenie, pościel, ręczniki, bielizna. Jaja owsika, które opadły na pościel, ubranie, zabawki, wysychają i unoszą się w powietrzu. Osiadając np. na firankach. Dlatego pozbycie się tego problemu jest uciążliwe i niekiedy trudne.

Leczenie owsicy


Badanie kału najczęściej rozwiewa wątpliwości, ale niestety nie zawsze, owsiki są w nim wykrywane za pierwszym razem. Jeżeli jest możliwość, najlepiej udać się do specjalistycznego laboratorium w tej dziedzinie. Jednak gdy udasz się bez badań, do lekarza rodzinnego z dzieckiem czy sam ze sobą, opisując objawy, a tym samym sugerując, że to mogą być owsiki, odeślą Cię z kwitkiem. Żeby zrobić badania. Przynajmniej takie podejście ma pediatra moich dzieci, dlatego z punktu powiedziałam, że syn ma owsiki. Byłam trzecią matkom z tym problemem, w tym samym dniu. Wiedząc, że leczenie powinni przejść wszyscy w domu, nie dostałam dla nas leku. "Jeżeli nie ma ich w kale, to znaczy, że państwo ich nie mają" - padło z ust lekarza. Tak więc wróciłam do niej po kilku dniach, mówiąc, że fruwają owsiki w mojej kupie ;)

Leki dostępne są wyłącznie na receptę. Dzieci dostają lek o nazwie PYRANTELUM w zawiesinie. Dawkuje się odpowiednią ilość, według wieku i masy ciała, którą oblicza lekarz lub farmaceuta. Podanie leku powtarza się co dwa tygodnie, w trzech dawkach. Osoby dorosłe dostają ten sam lek, ale w formie tabletek, na tej samej zasadzie dawkowania. Jeżeli u dorosłego ten lek nie pomaga, zaleca się ZENTEL oraz VERMOX.
Poza lekami trzeba dbać o higienę, sumiennie! Obciąć paznokcie sobie i dziecku na krótko. Często myć ręce, szczególnie przed posiłkiem. Rano i wieczorem myłam dodatkowo Juniorowi odbyt, od razu po przebudzeniu. Wyparzyć wszystkie zabawki. Uprać wszystko to z czym dziecko miało kontakt. Prasować w wysokiej temperaturze, bieliznę, pościel itp. Wspomagająco przy leczeniu, jada się kiszoną kapustę, kiszone ogórki i czosnek.
Przynajmniej raz w roku powinno się odrobaczać dzieci, szczególnie po sezonie letnim.

Leczenie powinna przejść cała rodzina. Choć z tego co mi opowiadała mama, za jej czasów nie robiono wobec owsików tyle szumu. Moja babcia dała jej tylko leki i po sprawie. Ale ja jednak dostałam małej obsesji, przez to czego się naczytałam ;)


______________________________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)


Share
Tweet
Pin
Share
14Komentarzy komentarze


Nigdy nie pomyślałam o tym, żeby zrobić krzywdę, mojej małej dziewczynce. A jestem dumną jej mamą, już dziewiętnaście miesięcy.

Odkąd wzięłam ją w ramiona, nie przyszło mi do głowy, że "trzeba" jej przebić uszy. Zapomniałam, że robi się takie rzeczy dziewczynkom, a tym bardziej niemowlakom. Przypomniałam sobie o tej panującej modzie, gdy zobaczyłam, że rowieśniczka mojej córki, starsza tylko o dwa tygodnie jako niemowlę wtedy, ma kolczyki! Pomyślałam sobie w duchu "na co jej metal w uszach?". 

Po co przebija się uszy kilku miesięcznym dzieciom? 


Myślałam swoje dalej. W głowie latały mi różne wizję. Pierwsza to ta, że gdy dzieci ząbkują, targają się za uszy. W takim przypadku łatwo o wypadek, lub ból przebitego ucha. Dziecko może je naderwać, zerwać, szarpać. Doskonale wiem, jak moja córka by na ciało obce, zareagowała w swoich uszkach. Ale też wiem, jedną bardzo ważną rzecz - do niczego jej kolczyki w uszach. Nie muszę jej wsadzić w uszy, diamenciku, by była piękną księżniczką. Kocham ją taką jaką jest. Dbam o jej zdrowie i całą resztę, dlatego uszu jej nie przebije, dopóki sama mnie świadomie o to nie poprosi. Bo nadal w głowach wielu matek, widnieje myśl, że dziewczynka musi mieć kolczyki, bo bez nich jest wybrakowana. Im jest taka dziewczynka młodsza, tym bardziej nie zdaje sobie sprawy z faktu, że klejnoty w jej uszach do niczego jej się nie przydadzą, a tylko cieszą oko rodzica, który zapomina o niebezpieczeństwie i bólu na który narażone jest dziecko.

Źródło - smyki.pl


Nie przebijaj uszu swojej córce 


Gabinety kosmetyczne powinny wyjść na przód i każdego potencjalnego rodzica czy ciocie, informować o tym, że przebijanie uszu dzieciom w wieku 0-5 lat, jest nie zdrowe, wiąże się z ryzykiem i niebezpieczeństwem.

A swoją drogą pracując po sąsiedzku czyli we fryzjerstwie wiem, że nie we wszystkich gabinetach dba się szczegółowo o higienę narzędzi, prawidłową sterylizacje i dezynfekcje. Przebijanie uszu jest ingerencją w ciało, w której powstaje rana. Przez którą może dojść do zakażenia. Brzmi strasznie, ale takie są realia. Dlatego do przebijania uszu dziecku, trzeba podejść z głową i rozsądkiem. Pomyśleć o swojej córce, nie o tym, że tak w tych kolczykach będzie jej ładnie. Bo można tylko zaszkodzić i ściągnąć na dziecko np. Alergie na nikiel, który zawarty jest w kolczykach, a niestety nie masz pewności jakie kolczyki dostaje twoje dziecko przy przebiciu uszu, chyba, że sama kupisz te ze stali chirurgicznej. Gdy organizm dziecka zareaguje na zawartość niklu, wywoła to u niego alergie. W przyszłości nie będzie mogła Twoja córka nosić biżuterii, która będzie zawierać ten metal.
I teraz podam Ci pewien przykład.

Pewna ciocia, tak bardzo chciała zastąpić mamę, że bez wiedzy rodziców zabrała dziewczynkę do kosmetyczki, aby przebić jej uszy. Dziewczynka miała kilka miesięcy. Po jakimś czasie, mama zauważyła u niej wiecznie czerwone policzki, które wywoływały świąd. Gdy dziewczynka miała kilka lat, mama zabrała ją na badania, myśląc, że ma alergie na mleko etc. Jednak odstawienie potencjalnych, szkodliwych produktów spożywczych nie pomogło. Dziewczynka do dzisiaj ma takie polika, bo nikt nie pomyślał, że to od kolczyków. Skąd jestem pewna? Testy alergologiczne niczego nie wykazały, kolczyki nosi odkąd miała przebijane uszy, czyli już kilka lat.

Podsumowując - jestem świadoma tego co niesie ze sobą, przebijanie uszu u małych dzieci. Nie uważam tego, za must have, a raczej zachcianke mamusi. Nie chcę nikogo urazić, choć to temat burzliwy. Ale jeżeli jesteś ze mną dłużej, wiesz, że piszę to co myślę, z własnego poglądu na macierzyństwo, z lekkim pryzmatem miłości, bo wszystko przed czym chronie swoje dzieci jest z rozsądku i miłości. Kieruje się wyłącznie ich dobrem, nie swoim. Dlatego, będę twardo stać przy tym, że przebijanie uszu, tym bardziej niemowlakom jest rzeczą złą, niewłaściwą. Możecie się na mnie fochać, nie rozmawiać ze mną, lub przestać lubić. Nie będę wciskać kitów. Ten blog pisany jest właśnie po to, abym mogła wyrazić swoje "inne" zdanie, na wiele tematów w macierzyństwie, bo ja obserwuje, wyciągam wnioski i z dnia na dzień, staje się lepszą mamą, uczę się nie tylko na swoich, ale i cudzych błędach.

źródło zdjęcia otwierającego post - osesek.pl

_______________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)
Share
Tweet
Pin
Share
18Komentarzy komentarze
Mama w domu nie leży i nie pachnie, tylko pracuje


"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!" to tytuł akcji, której pomysłodawcą jestem Ja - Mama Dwójki. Powstała ona, po tym jak przeczytałam wpis na blogu u Beaty z bloga www.arbuziaki.pl 

DZIEŃ Z ŻYCIA BLOGERKI PARENTINGOWEJ- O TYM JAK LEŻĘ I PACHNĘ.SERIO!

Ten wpis stał się dla mnie inspiracją. Pomyślałam, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia " Leżę i pachnę". 



14.03.2014 Wtorek

6:33 - Słyszę, jak Junior pakuje się nam do łóżka. Obok śpi jeszcze Majka, która na szturchnięcie brata się budzi. Maja wstaje, wychodzi z łóżka, po czym puka mnie, abym wstała i zrobiła mleko. Widzę, że Junior kima dalej. Uciszam entuzjazm córki, aby go nie obudziła i daje jej mleko. Parę razy czuje jak butelka wypada mi z ręki, bo zapadam w sen.

7:01 - Maja budzi mnie, bo chcę ciasteczko. Wstaje daje jej biszkopta, sama zjadłam jednego i dalej idę drzemać. Taka ze mnie zła matka, że nie wstanę od razu, bo nie mam siły, a sen przybija mnie do łóżka. Jednym okiem co jakiś czas kontroluje gdzie znajduje się Maja. Jak zawsze buszuje na ławie, oglądając kwiatki na parapecie. Ściągam ją, kładę się obok Juniora, walcząc z opadającymi powiekami.

7:34 - Junior się budzi, więc postanawiam ruszyć dupsko.

7:40 - Szykuje rzeczy dla dzieci, w co je ubrać. Biorę w obroty Majkę, pieluchy i te sprawy. Czasem idzie gładko, czasem toczę z nią walkę. Zabieram się za Juniora, ten już bez pieluch. Dzisiaj dał się ubrać od razu. Ale ma swoje fochy, gdzie protestuje i ubieram go po śniadaniu.

8:00 - Z ciężką głową wychodzę z Mają do kuchni. Junior zostaje w pokoju i tańczy. Zabieram się za zrobienie kakaa dla niego. Majka wręcza mi piloty, daje buziaka i czeka na swoją bajkę. Włączam tv. Mogę w spokoju robić śniadanie. Dokładnie 3 śniadania. Dla siebie, Mai i Juniora oddzielnie.

8:15 - Maja zjada swoje śniadanie bez problemu. Dawid z wielkimi oporami siada do płatków, które zjada tylko w połowie.

8:30 - Wynoszę łóżeczko Mai do innego pokoju. Wieszam huśtawkę, o którą prosi Junior. Sadzam go w niej, na co Majka reaguje płaczem. Uspokajam ją z jakieś 5 minut. Proponuję mycie zębów i reszty. Zadowolona myje je sama, nie mam szans, abym to, ja jej umyła kiełki, w międzyczasie bujam Dawida. Biorę się za mycie włosów, Majka zajmuje się umywalką, puszcza sobie wodę z wielką radością. Ja zwisam nad wanną, szybko i energicznie kończę mycie głowy.

9:00 - Proszę Juniora, aby ustąpił miejsca siostrze na huśtawce. Sadzam Majkę. Mam chwilę by ogarnąć pokój. Robię łóżko, lecę zrobić sobie jeszcze kanapkę. Majka zasypia. Biorę ja w ramiona, ściągam huśtawkę, odkładam na miejsce. Chodzę jeszcze chwilę i bujam się z nią. Odkładam, na palcach wychodzę z pokoju.

9:40 - Ściągam pranie z suszarki. Daje Dawidowi kaszkę, bo wcześniej pogardził śniadaniem. Przerywam ściąganie, bo znudziło mu się jedzenie i muszę go karmić. Słyszę chyba 15 razy mama zanim skończy jeść. Kończę zwijanie prania. Przygotowuje obiad dla dzieci, czasem też dla nas. Włączam pranie. Sprawdzam kilka razy, czemu Dawid marudzi. Pomagam mu jak tego potrzebuje. Uspokajam kiedy wpada w histerie. Budzi się Majka. Przewijam, robię mleko, podaję. Upomina i ściągam ją ze stołu. Biegam z Dawidem do WC. Proszę ciągle by czegoś nie robili. Zabieram kubek z piciem, który Majka znalazła. Przedstawiam kuchnie Mai w inne miejsce, bo notorycznie na nią wchodzi i sięga TV. Młody rzuca zabawkami, bo coś mu nie gra. Biją się o sok w kartoniku, każde dostało swój, ale Maja zapomniała gdzie go zostawiła. Podaję jej. Rozlewają soki na ławie. Wycieram ten bajzel.

13:15 - Składam pranie. Kilka razy rozwala je Junior, który udaje, że się pod nim chowa. Majka kilka razy chce mi pomóc i odłożyć pranie do szafki, po czym je rozwala i składam je za każdym razem. Dziękując w końcu za pomoc. Udaje mi się je schować.

13:30 - Robię obiad dla dzieci. W międzyczasie wyciągam naczynia ze zmywarki, przerywam. Zamykam wszystkie szafki, które otwiera Maja. Chowam to co zdążyła wyciągnąć. Włączam im bajki lub muzykę, by mieć chwilowy spokój. Podaję Mai obiad, która sama je, ale Juniora muszę karmić. Dzieci kończą jeść. Ja zbieram się za obiad dla siebie, coś na szybko. Wychodzę do sklepu, gdy babcia idzie na popołudniu, rano załatwiam zakupy.

15:00 - Wracam. Atakuje mnie Maja, a raczej zawartość siatek. Biegnie Dawid. Wspólnie wypakowują zakupy. Chowam towar do lodówki. Resztę tam gdzie ich miejsce. Upominam po raz enty, aby Junior nie wyżywał się na Mai. Ocieram jej lub jego łzy. Interweniuje kiedy trzeba. Bawię się z nimi. Wygłupiam. Sprzątam zabawki. Jadę odkurzaczem podłogi. Latam z mopem. Upominam dzieci, aby nie chodziły po mokrym. Nie zaglądały do wiadra z wodą, ani nie wkładały tam rąk, zafascynowane pianą.

17:00 - Czas na deser. Ten akurat dzieci jedzą same. Robię sobie kawę. Biorę do mycia Majkę. Pakuje naczynia do zmywarki, wpierw wyciągając to czego nie zdążyłam zrobić wcześniej. Ogarniam pokój, sprzątam zabawki. Wieszam pranie.

18:00 - Szykuje dzieci do kąpieli. Czasem robię to później, gdy mojej mamie myje i układam włosy. Kąpiel dzieci mają razem. Myje obu. Wyciągam Maje, ubieram. Wracam po Dawida.

19:00 - Zabieram się za robienie łóżek. Kolacje.

20:00 - Zgarniam dzieciaki do pokoju. Daje witaminy. Robię Juniorowi kakao, choć częściej robi to za mnie tata. Robię mleko dla Mai. Zamykam pokój. Daje jej mleko. Gasze światło, dzieciaki się kładą. Czekam aż zasną.

21:15 - Przy dobrych wiatrach, wychodzę z całym bagażem do mycia. Butelki, kubki itp. Ogarniam kuchnie. Myje bagaż dziecięcych naczyń. Szykuje wodę na mleko do podgrzewacza. Robię picie na rano dla obu. Zanim pójdę spać, robię coś dla siebie. Piszę post na bloga, czytam książkę. Zaglądam na fb. Robię sobie jeszcze jeść.

Około 23 czasem później, kładę się spać. Ale to nie koniec mojej pracy. W nocy wstaje do Mai. Gdy smoczek nie daje rady, biorę do siebie do łóżka. Kilka razy potem uspokajam ją swoim dotykiem. Wstaje gdy Junior chce siku, albo wstaje by go przebrać bo zrobił pod siebie. Ogarniam wtedy jego łóżko także. Gdy ma złe sny, wyskakuje by go uspokoić, podać pieluszkę.

Do takiego dziennego rozkładu dochodzi morze łez, histerii, próśb. Spełnianie zachcianek. Pójście na kompromis. Okiełzanie buntu. Wyjście na spacer gdy mąż jest wcześniej w domu lub w weekend. Załatwienie pewnych spraw, wizyty u lekarza.

***

Postanowiłam zaprosić do akcji wraz z Beatą, kilka mam blogerek, aby każda z nich napisała swoją " kartkę z kalendarza". Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji.

 Mama Migotka 
 Młoda mama pisze 
 Beztroska Mama
Mama po 30tce
Mamatywna 
Jaśkowe Klimaty 
Kobieca myślodsiewnia 
Tosi mama
Pani Domowa 
Matka bez kitu 
Lady Mamma 
Nowa w wielkim mieście 
Mama Balbinka
Kiedy Mama nie śpi
Oli Loli New life 


Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych "kartek w kalendarza". Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w  tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał wielkiej roboty i pragniemy tylko, aby postrzegać nas za to co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko ;) Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.




Przedstawiamy łącznie, siedemnaście  matek, siedemnaście historii z dnia codziennego. Siedemnaście modeli zajmowania się domem i dziećmi. Siedemnaście różnych myśli i spostrzeżeń. Wielkie dzięki Dziewczyny! Dla każdej z Was, za zaangażowanie się w akcje. Jestem pod wielkim wrażeniem! 
Beata dziękuję za współpracę! 
_________________________________________

Jeżeli wpis Ci się podobał, podzielasz moje zdanie, a może Cię rozbawiłam? Będzie mi ogromnie miło jeżeli udostępnisz post na fb, polubisz wpis, a jeszcze milej jak polubisz fanpage bloga na facebook'u.


Share
Tweet
Pin
Share
20Komentarzy komentarze


Jeżeli nie masz poczucia humoru, nie czytaj mego Dekalogu, który pisany jest z przymrużeniem oka. Nie będę zanudzać, przejdę do rzeczy. O to kilka przykazań matki z bagażem Dwójki.

1. Ledwo otwierasz jedno oko, bo twoja latorośl postanowiła, wstać bladym świtem. Daj jej mleko, wpuść do pokoju trochę światła. Zapewni jakieś zajęcie i idź dalej kimać. Wcześniej usuń potencjalne szkodliwe przedmioty.

2. Razem ze swoimi dziećmi masz dobry humor. Olej wszystko, ciesz się chwilą, że jest tak radośnie i przyjemnie. Nadrobisz straty, gdy dopadnie ich histeria. A z Ciebie będzie kipiał gniew. 

3. Cały wasz pokój jest w zabawkach. Poraz kolejny miałaś przyjemność, przejechać się na samochodziku, omal nie upadając. Weź miotłę, zamieć cały bajzel pod dziecka łóżko. Ono i tak sobie poradzi wyciągając tą całą zawartość. Ale zajmie mu trochę czasu, a ty przynajmniej przejdziesz przez pokój, bez baw połamania nóg i rąk. 

4. Będzie trzeba wyszkolić latorośle do pomocy w sprzątaniu. Daj odkurzacz, przynajmniej jedno miejsce w twoim domu będzie nieskazitelnie czyste. 

5. W pralce czeka starta prania do powieszenia. Jak masz córkę, postaw przed nią kosz z praniem. Jeżeli wiekiem jest nie duża, pranie znajdzie się na podłodze. Nie masz innego wyjścia jak wyprać je ponownie. Po tym czasie mąż będzie już w domu. On je powiesi, bo to o jego gacie chodzi. 

6. Przychodzi czas kąpieli z dziećmi. Z utęsknieniem myślisz o tym kiedy sama się wykąpiesz. Jak masz wannę, nie żałuj sobie, kąp się razem z nimi. Prysznic? Nic straconego, uwierz mi! Przerabiałam i tą wersję. 

7. Kiedy masz jedno dziecko, a ono śpi. Poczytaj dobrą książkę, nie o dzieciach. Jakieś romansidło, kryminał, co lubisz. Daj się wciągnąć inny świat niż twój. Kiedy masz dwoje, jedno śpi to z drugim trzeba coś zrobić. Włącz bajki, daj edukacyjną grę na tablecie. Naprawdę nic się Wam nie stanie, gdy każde zajmie się sobą. Jak dzieci jest więcej, sama coś wymyśl, potrafisz. 

8. Nic więcej do głowy mi nie przychodzi. 

9. Wieczorem podasz już z nóg, ale w łóżku czeka na Ciebie mąż. Choć masz ochotę, nie masz siły. Poproś o masaż, który ma cię pobudzić do życia. Gdy już cię tak będzie miział po tych plecach. Idź spać. I po sprawie ;) 


Oczywiście cały ten mój "dekalog" jest z przymrużeniem oka. Nie traktuj go aż nadto poważnie. Choć niektóre zawarte w nim rady, nie są głupie, a konkretne. Gdy potrzebujesz trochę luzu. Bo ja potrzebuje zwolnić. Nikt nie jest wstanie harować cały dzień ;) A i poprawa humoru też wskazana.


________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :) 



Share
Tweet
Pin
Share
16Komentarzy komentarze


Wybacz moją nieobecność. Wybacz moje milczenie. Wybacz, że jestem duchem gdzie indziej, że mnie tu nie ma. Ale dostaje pewne małe kopniaki, które mówią do mnie - babo, pisz ten blog. Są osoby, które lubią czytać Ciebie, Ciebie które porusza tematy tabu, wkłada serce w to co robi, choć czasem zdarzy Ci się być gdzieś w innej teraźniejszości. Ty i te twoje bujanie w obłokach. Zejdź na ziemię, choć na chwilę, daj im coś od siebie...


***

I tak dzisiaj chce uchylić Wam trochę mojej codzienności. Codzienności w byciu mamą dwójki. Dwójki, która jest tak różna i tak nie wiele jest między nimi różnicy. Ich wychowanie daje mi takiego  kopa w dupe, że nie raz mam dość. Nie raz chce wyjść by uwolnić się od tego płaczu, marudzenia, bójek. Nie raz nerwy mi puszczają.

Zdaje sobie sprawę, że nie jestem jedyna. Nie użalam się nad sobą, choć dobrze mi robi, gdy sobie marudzę pod nosem. Jestem typem, który musi wyrzucić z siebie emocje. I choć bym chciała zatrzymać je dla siebie nie potrafię. Czasem też płacze, z bezsilności. To takie naturalne i nie widzę w tym nic złego. Każdy musi rozładować napięcie, szczególnie taka matka jak ja, która wzrusza się byle czym (to przenośna).

Zazdrość 


Gdy na świecie jest tylko jedno dziecko, rodzice poświęcają mu całą swoją uwagę. Wiadomo, że im dzieci więcej tym każde z nich musi dzielić się rodzicem częściej jak nie więcej. Wtedy poznają uczucie zazdrości i rywalizacji. Pomimo, że siebie kochają wzajemnie, nie zdają sobie z tego sprawy. I czasem odnoszę wrażenie, że ten stan nigdy się nie zmieni. Pamiętam, jak wróciłam z Mają do domu ze szpitala. Junior był nią tak zachwycony i oczarowany, że nie zauważył iż jego mamusia po dziewięciu dniach wróciła do domu, do niego. Wtedy usiadłam na fotelu i płakałam. Płakałam, że Junior mnie zapomniał. Że nie byłam już jego centrum zainteresowania. Ale rolę się odwróciły, gdy widział, że to On nie jest już tylko moim centrum zainteresowania, ale także ta mała istota, którą przykrył swoim kocykiem, gdy ujrzał ją poraz pierwszy. Miał dwadzieścia miesięcy. Coś rozumiał, czegoś nie, ale uczucia wzięły górę. I od tamtego momentu było ciężko. Aż za ciężko.

***

Pierwszy wspólny rok moich dzieci, nie był jakoś tragicznie trudny, ale ciężki. Przez miesiące kiedy Majka wisiała na piersi, Junior dostawał nie raz szału. Nie mogłam zrobić czy pomóc mu w czymś od razu. Nie mogłam już być tylko na jego potrzeby. A on nie zawsze to rozumiał, a ja już tak. Choć dwoiłam się i troiłam, nie do końca mogłam być pewna, że zazdrość zeszła na drugi plan. I dzisiaj wiem, że zawsze będzie. Owszem Junior jest w okresie buntu. Buntu, którym wybaczcie, żygam. Czasem ciężko mi go zrozumieć, on sam siebie nie rozumie, ale wiem, że główny powód pewnych zachowań jest wynikiem zazdrości  i złości. Proszę mi tu nie mówić, że dziecko trzyletnie nie robi niczego po złości, bo codziennie mam na to dowód.

***

Majka jest inna. Jest wrażliwa, spokojniejsza i ma tak miękkie serducho  jak jej mama. Pomimo, że Junior jej coś zrobi, dostanie za to reprymende, ona biegnie do niego by go przytulić, rozweselić. A on ją odpycha. Dba o niego częściej niż on o nią. Wiem, to dziewczynka, to zapisane w jej genach. Jednak trudno wychowywać jest dwoje dzieci tak różnych od siebie. Junior to buntownik, Majka też walczy o swoje, ale umie odpuścić. Junior już nie. Musi być tak jak on chce. I to jest trudne. Trudno mu pojąć, że takie zachowanie nie odnosi skutków na które on liczy. Nie pomaga nic, czasem ujażmie go przytulaniem, ale nie na długo. Ma trudny charakter. I proszę, nie mówcie, że to nasza wina, że to od nas zależy. Nie przeskoczymy genów, cech charakteru czy tego zasranego buntu dodając zazdrość. Musimy czekać, aż ten okres minie i choć jest ciężko wiem, że będzie jeszcze trudniej i ciężej. Liczę tylko na to, że Maja nie będzie w takim stopniu przechodzić buntu, ale czasem mam wrażenie, że będzie gorzej. Ma też swój wojowniczy charakter. I wiem, że mój syn nie jest aż tak zły. Że są dzieci, które dają bardziej popalić rodzicom. Ale wiem, również to, że w takich okresach buntu, nie można się poddać, trzeba stać twardo na ziemi i pokazać dziecku, że nie może ono nami rządzić. Że nie ma ostatniego zdania. I dlatego właśnie moje macierzyństwo jest trudne. Każdego dnia walczę z dziećmi o to, by wiedziały, że mają prawo do własnego zdania i własnej woli, ale nie mogą mi wejść na głowę i zdominować.

***

Maja poniekąd uznaje mnie za swoją własność. W tej kwestii gra nie fair wobec Juniora. Gdy tylko widzi, że tuli się do mnie, siedzi na kolanach, marudzi z dezaprobatą i leci do nas, bo ona także musi być u mamusi, braciszek musi wiedzieć, że mama jest także jej, w większości jej. Majka różni się tym, od Dawida, że często przychodzi i się tuli. Chcę być ze mną wszędzie. Próbuję ustawiać Juniora i nie pozwala nam na chwilę samotnych tulisiów. Jest zazdrosna i dobitnie to okazuje. Ale inaczej niż Junior. Są jak ogień i woda. Gdzie ogniem jest Junior, a Majka wodą. Każdego dnia uczę się ich, uczę być matką i kobietą. Coś co jeszcze nie dawno wydawało mi się nie możliwe, dzisiaj jest już zrealizowane i uczę się godzić jedno z drugim. Każdy dzień jest dla mnie nauką. Nauką życia.

***

Kocham patrzeć na to jak wspólnie się bawią, gonią i wygłupiają. Wtedy wiem, że każdy trudny dzień z nimi ma sens. Daje mi to siłę i motywację by dalej twardo stąpać po ścieżce, którą jest macierzyństwo.



Share
Tweet
Pin
Share
12Komentarzy komentarze

Jak radzić sobie z kolką u noworodka, porady na kolke u dziecka


Dzieci różnią się od siebie czasem niesamowicie. Gdy na świat przyszedł Junior, nie zdawałam sobie sprawy, z czym tak naprawdę wiąże się kolka niemowlęca. Pomijając, że jego sen był totalnie do dupy i w nocy nie spał po nawet trzy godziny, ale nie płakał. Nigdy na tyle bym mogła powiedzieć, że kolka to zmora. Owszem zdarzały się one, ale były delikatne. Gdy nie mógł zasnąć i popłakiwał, w końcu puścił bąka i w sekundzie spał. Tak wiem, takie kolki to jak marzenie.

Ale dostałam dopiero w kość,  tak naprawdę gdy na świecie pojawiła się Maja. Od początku była delikatna na niemal wszystko. Karmiona mą piersią, a kolki potrafiły się jej złapać mocno i ostro. W końcu, żyłam na ryżu z białym sosem, kawie ince i jałowym jedzeniu, lekkim, nie wzdymającym. Mleka miałam ogrom, co doprowadzało mnie do furii. Przyszedł moment gdzie, nawet magiczny cycek nie dawał sobie rady. Musiałam sięgnąć po domowe sposoby i specyfiki.

Jak radzić sobie z kolką niemowlęcą? 


Ta to potrafi złapać bez żadnego uprzedzenia. Jeżeli jest silna, nie odpuści bez pomocy leków. Ale po kolei. Gdy moje dzieci męczyły się z kolką niemowlęcą, mniej lub bardziej. Zawsze robiłam masaż brzuszka. Potem delikatnie uginałam kolana, też do brzuszka,  po parę razy. Uginałam nogi, następnie je prostując, powtarzając średnio do pięciu razy. Widziałam, że sprawia im to ulgę. Oczywiście każdego dnia leżeli sobie na brzuchach, tyle ile mieli na to ochotę, choć Maja leżała częściej niż Junior, bo rehabilitacja tego wymagała. Z pomocą szły także, pieluchy tetrowe nagrzane,  lub po prostu tetrówki namoczone ciepłą wodą. Poza tym podczas każdej kąpieli, tetrówka spoczywała na brzuchatce Mai.



Gdy jednak skręcało ją nadal, podawałam i podaje do dziś espumisan 100. Z ręką na sercu, mogę powiedzieć i polecić. To uratowało Maje od częstego bólu brzuszka, a mi pozwoliło odetchnąć z ulgą. Stosuje go do dzisiaj, bo do dzisiaj miewa kolki. Głównie jak nie tylko, nocą. Taki wrażliwy brzuszek się jej trafił ;) Potrafi wiercić się w łóżku tak długo, aż powietrze z niej zejdzie. Często mam zaszczyt, że przy moim nosie się to dzieje.

A Jakie wy macie doświadczenia, co u Was dało ulgę, a co kompletnie zawiodło? 





Share
Tweet
Pin
Share
19Komentarzy komentarze
Mamo nie chce być Geniuszem. Co myśli twoje dziecko?

Mamo wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza. Wiesz, że Kocham Cię najbardziej na świecie, tak samo jak tatę. Każdego dnia uczę się czegoś nowego. Naśladuje głównie Ciebie, jesteś dla mnie wzorem. Przykładem w życiu. Pokazujesz świat jakim jest i jakim może być. Ale czasami wymagasz ode mnie za dużo.

***


Chcesz bym był małym geniuszem, ale Mamo ja nie chce! Jestem dzieckiem, które lubi się wspinać, skakać, biegać a nawet śpiewać. Pomimo, że upadnę, nabije sobie guza, rozetnę wargę. Wejdę tam z powrotem, bo zapomniałem, że upadłem. Zapomniałem, że mi nie wolno, bo jestem dzieckiem. Lubię spędzać czas z Tobą i tatą, bawić się, przytulać. Jak coś nabroję, nauczyłem się, że trzeba przeprosić. Przytulam Was i całuje. Rozumiem wszystko co do mnie mówisz. Ale czasem nie chce słuchać, bo jestem dzieckiem.

Lubię oglądać książki, lubię gdy mi je czytasz, choć ciągle Ci przeszkadzam, by powiedzieć co jest na obrazku. Cieszę się gdy poprawnie zgadnę co to za zwierze, jaki instrument muzyczny. Jesteś wtedy ze mnie taka dumna, wspólnie bijemy mi brawo. Ale za bardzo na mnie naciskasz. Pamiętaj, że jestem dzieckiem, które chce się bawić, śmiać, krzyczeć, a nawet płakać. Nie jestem jeszcze na to gotowy, by uczyć się, bo ty tego chcesz. Nie chce byś porównywała mnie do innych dzieci. Nie chce się uczyć tych rzeczy, które potrafią inne dzieci w moim wieku. Ja Mamo mam na wszystko swój czas. Nie lubię gdy odrywasz mnie od zabaw, abym nauczył się czytać czy nawet pisać. Zakazujesz mi oglądania bajek, a ja tak bardzo je lubię. Wiem, że jestem mądry, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Ale Mamo ja nie chce być geniuszem.


***


Dzieckiem jestem tylko raz, pozwól mi się nabawić, nauczyć czegoś sam. Nie zakazuj ani nie rozkazuj. Nie zmuszaj mnie do tego, abym w najlepszym momencie swojego życia, musiał się uczyć na siłę. Dorównać innym dzieciom, abyś mogła być ze mnie dumna. Kochaj mnie takim jakim jestem. gdy pójdę do szkoły będę uczył się pilnie, gdy dasz mi czas być beztroskim, szczęśliwym dzieckiem.

Z ciekawością usiądę, by nauczyć się literek. By wiedzieć jak wygląda słowo mama czy tata. Chętnie nauczę się pokazywać na palcach ile mam lat. Nauczę się nowych słów, ale nie od razu. Potrzebuje czasu, aby wypowiedzieć je poprawie, a ty mi czasem w tym nie pomagasz, naciskając na mnie bym powtarzał, aż do skutku. Kochaj mnie mamo takim jakim jestem. Pozwól bym był sobą, dzieckiem, które chce się bawić, beztrosko bawić. Pozwól bym nauczył się czegoś sam, będę mieć wtedy z tego większą radość.

Czasem Cię nie słucham, bo Ty nie słuchasz mnie Mamo. Nie słyszysz moich pragnień, moich potrzeb. Nie chce być geniuszem. Chce cieszyć się z tego, że jestem dzieckiem, że pójdę na dwór, wybiegam się za trzech, zbrudzę te nowe ładnie spodnie. Będę szczęśliwy i chce abyś ty też była Mamo!

Kocham Cię taką jaką jesteś, gdy krzyczysz i się śmiejesz. Ale nie chce być geniuszem, nie teraz. Bądź ze mnie dumna i kochaj mnie, takim jakim jestem. Proszę Cię Mamo...

___________________________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)
Share
Tweet
Pin
Share
42Komentarzy komentarze
Chroń nagość swojego dziecka, mama Dwójki, nagie dziecko, publiczna nagość

Jak zawsze powiem Ci Witaj. Chciałam po raz któryś z kolei rzucić te blogowanie w cholerę, bo nie mam czasu na promowanie i zdobywanie czytelników. Dzisiaj już nie tak łatwo przebić i wybić się w blogosferze. Ale mój umysł cały czas pracuje, cały czas o czymś myśli. Teksty i tematy tworzą się chyba już bez mojej całkowitej kontroli. Albo to uzależnienie, albo jakaś paranoja.

Dzisiaj napiszę, rzucę światło na problem, który jest zauważalny gołym okiem, ale nikt sobie z tego nic nie robi. Pisząc nikt, mam na myśli RODZICÓW, bo ten problem Oni sami stwarzają. Świadomie, ale chyba bez zastanowienia. Bynajmniej ja nie mogę na to patrzeć, nie mogę zrozumieć. I tak tu poraz kolejny widać, że jestem inna niż społeczeństwo. Kochanie, dziękuję, że Ty mnie rozumiesz i popierasz! Przejdźmy do rzeczy. Nie długo zastanie nas wiosna, po niej lato. Okres błogiego plażowania. Spędzania czasu na łonie natury, przy domowych ogrodach lub działkach. Nad morzem, nad jeziorem a nawet nad rzeką. Dla dzieci taka forma spędzania letniego czasu jest najlepsza. Nawet bobasowi kilkumiesięcznemu spodoba się błogie lenistwo na trawie lub zabawa we wodzie, bez krzyku mamy - nie rozlewaj wody! Dla większości, bądź dla wszystkich w takim okresie, gołe dziecko nie dziwi, a powinno.

Jako mama dwójki, nie lubię gdy moje dzieci nawet po domu biegają nago. Nie tylko ze względu, że mają różną płeć, ale dlatego, że nie chce aby się tak łatwo obnażały nie tylko przed nami, ale też przed obcymi ludźmi. Nagość dzieci według mnie jest tak samo ich sferą intymną jak moja nagość jest dla mnie.

Czy zanim zostałaś mamą, czułaś niesmak widząc gołe biegające dzieci, w środku miasta, na plaży czy basenie? Ja tak, czuje to do dzisiaj i mój pogląd w tym temacie się nie zmieni. Nie wystawiam i nigdy nie będę wystawiać nagości moich dzieci przed publikę, a tym samym prowokować i szerzyć pedofilstwo.

Teraz przytoczę Ci moje co roczne, letnie widoki w miejscu gdzie lubię przesiadywać z dziećmi.

Publiczna nagość


Środek centrum. Znajduje się tu park, obok Opery. A w nim bajecznie duża fontanna. Ubrana w piękne kolorowe kwiaty. Słońce miło grzeje. Pomimo, że park znajduje się w ruchliwym i głośnym obszarze miasta, tu odpoczywam. Gdy miałam jeszcze tylko Juniora, leżakowaliśmy na kocu wpatrując się we fontannę, co nas wyciszało i nie dawało podnieść dupska by iść do domu.
Teraz to samo miejsce, ta sama fontanna. Wkoło jest alejka, ławki. Społeczeństwo siada sobie na nich w różnym wieku. Odpoczywają, rozmawiają, czytają, a nawet niektórzy śpią.

We fontannie biega nago kilkoro dzieci, w różnym wieku od roczniaka do kilkulatka. Płeć męska i żeńska. Zachodzimy do parku na popołudniowy spacer. Siadamy z dziećmi na marmurze, którym wykończona jest fontanna. Zanurzamy piekące stopy, w tej zimnej, przyjemnej wodzie. Chcemy się zrelaksować, a moim oczom ukazuje się nagość. Nagość dzieci. Biegające radośnie, bawiące się wodą. Cieszą się... ale ja się nie ciesze. Nie chce oglądać nagości tych dzieci. Nie chce myśleć, że matka ma wszystko w dupie i zamiast chronić nagość i intymność swojego kilkuletniego dziecka, na odczepne przyjdzie do parku, wypuści nagie dziecko do fontanny, a sama będzie mogła biadolić z drugą taką matką. Przecież majtki czy nawet ten strój kąpielowy waży tonę tak? Dlatego bez skrupułów puszcza dziecko nagie.

Ten problem nie tyczy się tylko miejsc w mieście, ale także na otwartych basenach i plażach nad jeziornych i nadmorskich. Rodzice puszczają swoje nagi dzieci bez namysłu. Zamiast uczyć ich swojej intymności wystawiają ją publicznie. Nie jest to normalne, nie dla mnie. Chciałabym aby dzieci miały prawo do zachowania swojej nagości i intymności, bo One mają prawo, ale o tym nie wiedzą i dlatego musimy je o tym uświadamiać!

A ty co o tym sądzisz? Zastanowiłaś/eś się nad tym?






Share
Tweet
Pin
Share
41Komentarzy komentarze



Nasza przygoda z chustowaniem zaczęła się, przez chrzestną mojego syna. To Ona mnie tym zaraziła. Choć nie wierzyłam w te chustowanie i byłam przeciwna jak wielu rodziców. Ale gdy pokazała mi o co w tym chodzi i pierwszy raz zamotałam syna. Zakochałam się w tym. Tak zakochałam. Dlatego, że moje dziecko wtulone we mnie zasnęło i spało 3 godziny! To był rekord, ponieważ Junior miał wtedy problem ze spaniem w dzień. Miał 4 miesiące i spał tylko po 10-15 minut, po ciężkim usypianiu. A w chuście padał nawet po 5 minutach.

Jednak początki nigdy nie są łatwe. Tego trzeba nauczyć się perfekcyjnie, a chociaż prawidłowego ułożenia dziecka, odnośnie do jego wieku i gabarytów. A potem dopracowywać prawidłowe naciągnięcie chusty. I to nie jest tak, że wyjdzie za pierwszą razem, że dziecku od razu się spodoba. Są dzieci, szczególnie te starsze niemowlęta, którym może się nie spodobać nagłe ograniczenie ruchów. A przez to rodzice szybko się zniechęcają.

Dla mnie to magia.

Jeżeli obserwujesz mnie na instagramie czy facebook'u, miałaś okazję zobaczyć, że nosze dwójkę swoich dzieci, gdzie Junior ma już trzy lata, a nadal jest awantura, że to młoda wskakuje, bo mama ją usypiać będzie.


Tak się dziecka NIE NOSI


źródło: ekorodzice.pl

źródło: entliczek.pl


Bardzo ważne w tym całym chustowaniu czy noszeniu dzieci w nosidłach jest fakt, że NIE NOSI SIĘ DZIECI PRZODEM DO ŚWIATA, czyli tyłem do Ciebie rodzicu. Usprawiedliwieniem wcale nie jest to, że dziecko tak jest spokojniejsze. Bo noszenie dziecka w chuście czy nosidle (broń Boże w wisiadle!) nie ma za zadanie pokazać mu świata z twojej perspektywy, ale dać poczucie bliskości i bezpieczeństwa. A Tobie wygodę. Bo gdy dziecko trzeba nosić niekiedy cały dzień, a Ty masz coś do zrobienia, potrzebujesz rąk. Dla Ciebie jest to ułatwienie, a dla dziecka ukojenie. Dobra i aktywna forma spaceru w miejsca gdzie nie zawsze wózek się nada. To nie jest SZPAN czy rzecz którą musisz mieć bo mają inni i jest modne. O tym trzeba mieć pojęcie, aby nie zrobić dziecku i sobie krzywdy. Efekty mogą być dopiero widoczne po latach. A przecież nie chcesz by twoja córka czy syn mieli koślawe nogi, albo krzywe plecy, Jest to powszechny problem rodziców noszących swoje dzieci w różnych gadżetach. A to dlatego, że firmy puszczające produkt w świat chcą na nim tylko zarobić i zdrowie Twojego dziecka ich nie obchodzi. Dlatego przytoczę Ci wypowiedź lekarza medycyny rodzinnej i doradcy noszenia ClauWi ze źródła - http://pediatria.mp.pl/lista/75717,dlaczego-nie-nosic-dziecka-w-nosidle-przodem-do-swiata

lek. med. Katarzyna Jamruszkiewicz: Dziecko nie powinno być układane „przodem do świata” ani w chuście, ani w żadnym rodzaju nosidła. Podczas noszenia „przodem do świata” znajduje się ono w niewłaściwej pozycji. Zamiast zaokrąglonych plecków (fizjologiczna całkowita kifoza – u noworodków, mniejszych niemowląt i starszych niemowląt podczas snu) kręgosłup jest nadmiernie prostowany. Dodatkowo przerwa jaka występuje między karkiem dziecka, a klatką piersiową osoby noszącej powoduje, że główka nie jest podparta, co może powodować poważne następstwa. Ważne jest to szczególnie u najmłodszych dzieci, które mają obniżone napięcie mięśni szyi i grzbietu. Sytuacja taka nie występuje podczas noszenia „brzuch do brzucha”, gdzie, przy prawidłowym wiązaniu, chusta podpiera główkę dziecka. W pozycji „przodem do świata” nie jest również możliwe właściwe ułożenie nóżek dziecka, tak by były zgięte zarówno w stawach biodrowych, jak i stawach kolanowych, tworząc kształt litery M (tzw. „fizjologiczna żabka”).


„Nosidła-wisiadła”– z wąskim paskiem pod pupą, nie powinny być w ogóle używane. Nie jest zachowana w nich prawidłowa pozycja nóżek dziecka. Dodatkowo masa ciała dziecka spoczywa na jego kroczu, co może być niebezpieczne, zwłaszcza u chłopców, i jest niewygodne dla dziecka.

Katarzyna Kramek: Dzieci noszone w chustach i nosidłach zawsze powinny być zwrócone przodem do rodzica. Dlaczego? Spójrzmy na to, co się dzieje z dzieckiem noszonym przodem do świata:
  1. Nogi dziecka nie mają właściwego podparcia, bezwładnie zwisają. Niemożliwe do osiągnięcia są właściwe zgięcie i odwiedzenie nóżek, optymalne dla rozwoju stawów biodrowych. Szczególnie niebezpieczne jest, gdy nóżki dziecka uderzają w trakcie chodzenia o nogi noszącego.
  2. Pozycja miednicy wymusza przeprost kręgosłupa. Ponadto kręgosłup dziecka opiera się o klatkę piersiową rodzica, przez co jest on dodatkowo nienaturalnie wypychany do przodu, szczególnie w czasie ruchu.
  3. Kręgosłup nie może przyjąć fizjologicznej dla niemowląt krzywizny zbliżonej do litery C. Ponieważ chusta przebiega po brzuchu dziecka, nie może zapewnić tak potrzebnej młodemu kręgosłupowi amortyzacji wstrząsów wynikających z ruchu rodzica.
  4. Większość ciężaru dziecka opiera się na jego kroczu, powodując silny nacisk na spojenie łonowe u dziewczynek bądź na jądra u chłopców. To nie tylko niekomfortowe dla dziecka, nadmierny ucisk na pachwiny ma również niekorzystny wpływ na krążenie.
  5. Główka dziecka nie ma podparcia. Ma to znaczenie nie tylko w przypadku niemowląt nie trzymających głowy, ale również u starszych dzieci, gdy zasną. Po raz kolejny brak jest amortyzacji wstrząsów wynikających z ruchu noszącego – główka podskakuje w rytm kroków rodzica.
  6. Dziecko noszone przodem do świata jest narażone na nadmiar bodźców z otoczenia. Nie ma możliwości ukrycia się, wtulenia w rodzica, gdy wrażeń jest za dużo lub gdy są one dla niego nieprzyjemne. Nie słyszy też kojącego bicia serca mamy lub taty i nie ma pełnego kontaktu z opiekunem, dlatego trudniej mu się uspokoić, kiedy się czegoś przestraszy. Maluch wystawiony na nadmiar bodźców nie jest w stanie zasnąć, zanim nie będzie naprawdę wyczerpany.
  7. Taka pozycja jest niewygodna również dla noszącego. Środek ciężkości dziecka jest przesunięty do przodu. Rodzic, aby utrzymać równowagę, odgina się do tyłu, nadwyrężając mięśnie pleców i kręgosłup.
Podsumowując, gdy nosimy nasze dziecko przodem do świata, jego pozycja jest niefizjologiczna, maluch z dużym prawdopodobieństwem będzie miał nadmiernie dużo bodźców, a dla nas skończy się to bólem pleców.

Różnica w ułożeniu dziecka po lewej - źle , po prawej - prawidłowo




Teraz już wiesz co dzieje się z twoim dzieckiem, kiedy nosisz je w taki sposób. Może nasuwać Ci się pytanie co wtedy jeżeli Ono usilnie chce widzieć świat?  Jeżeli już siedzi możesz nosić je na biodrze i plecach w chuście, w nosidle na plecach.

Jak powinno wyglądać prawidłowe nosidło znajdziesz w tym artykule z którego przytoczyłam fragmenty.

A tera pokaże Ci moją piękną chustę i zamotane w niej dzieci :)



Chusta tkana jak nie nosić dziecka




Kangurek
Dziś padła w kangurku. To nic. Wielkolud też nosił się w kangurze :) #chustodzieciak #instamatka #kangur #wiazanie #nicminiewisi
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Aneta - Mama Dwójki (@mamadwojki_) 19 Sty, 2017 o 4:46 PST
Plecak prosty
Czasem trzeba i tak. Mama to osoba niezastąpiona i bardzo potrzebna. #chustomama #chustonoszenie #chustodzieciak #kochamwięcnoszę #motamy #kochamy #plecakprosty
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Aneta - Mama Dwójki (@mamadwojki_) 17 Sty, 2017 o 12:32 PST

A mu nadal chce się tulić. ❤️ #chustodzieciak #chustomama #rodzicielstwobliskosci #miłość #bezpieczenstwo #troska #mama #szczesliwedziecko
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Aneta - Mama Dwójki (@mamadwojki_) 17 Sty, 2017 o 3:44 PST
Kieszonka
#kochamwięcnoszę #chustomama #chustowanie #chustodzieciak #tęcza #love #sweet #bezlukruicukru
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Aneta - Mama Dwójki (@mamadwojki_) 13 Gru, 2016 o 11:29 PST

Uwiązana :) #chustonoszenie #nicminiewisi #plecakprosty #chustowamama #chustomama #chustodziecko #dziecko #wygoda #kochamwięcnoszę #noszebokocham #chusta #littlefrog #cube
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Aneta Krajewska (@anusieek_) 30 Lis, 2016 o 1:30 PST


Mam nadzieję, że ten wpis trafi do wielu osób. Niestety miałam tą przyjemność wielokrotnie, widzieć jak rodzice, tak w tym tatusiowie także, noszą dzieci nie prawidłowo. Najbardziej uderzył mnie widok matki, która miała dziecko w wisiadle na biodrze, ale nie tak, że pupa dziecka była na wysokości matczynego biodra, tylko jego buzia. To zapadło w mojej pamięci. Nie raz chciałam się odezwać, zwrócić uwagę, ale się blokowałam. Więc proszę Cię, puść to w świat. Zmieńmy wspólne myślenie rodziców noszących swoje dzieci.





Share
Tweet
Pin
Share
5Komentarzy komentarze
Spanie z niemowlakiem czy starszym dzieckiem, nie jest zdrowe dla Was i dla niego.


Witaj! Ostatnio nie mam czasu chyba na nic, dlatego na blogu rzadko gości nowy post.
Ale dzisiaj spiełam pośladki i chce Wam napisać o popularnym, ważnym problemie, który spotykany jest dość często. Szacuje się, że około 80% rodziców śpi ze swoimi dziećmi.

Gdy byłam w ciąży z synem, założyłam sobie, że od urodzenia nie będzie spał z nami. Tak też było. Przesypiał noce, odkąd skończył 3 miesiące. Po 5 rano jak mąż wstawał do pracy, Junior się budził. Brałam go do siebie, dawałam mleko i spaliśmy razem do 8 rano. W rezultacie wszyscy się wysypialiśmy. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Kiedy urodziła się Maja, moje założenie było takie same. Ale kiedy miała około 11 miesięcy, darła się przez sen. Nie rozumiałam o co chodzi. Nie znałam tego. Było to dla mnie obce. Gdy zaczynała panicznie płakać, krzyczeć. Brałam na ręce, bujałam i odkładałam do łóżeczka. I tak kilka razy z rzędu, aż w końcu nie miałam już siły i wzięłam ją do naszego łóżka. Wtedy Ona się uspokajała i zasypiała. Ja miałam szanse w ten sposób trochę pospać. Ale oboje z mężem cierpimy z tego powodu do dziś. Nie raz jesteśmy skopani. Nie raz dostane z główki czy łokcia. Jest lepiej niż wcześniej. Uda się, że wezmę ją do nas, ona się uspokoi i zaśnie. Wtedy przenoszę i potrafi spać do szóstej, siódmej rana. Całe te wspólnie spanie, nie trwało by tak długo. Męczę się, ze względu na syna. Dzieci nie mają swojego pokoju. Jesteśmy wszyscy na jednym. Gdybym walczyła z Mają by spała u siebie, syn miałby kiepskie noce. A co za tym idzie, kiepskie dni. Wiem, że sytuacja zmieni się kiedy młoda dostanie większe łóżko. Zawsze to ja będę mogła do niej wejść by przytulić podczas snu i uciec do siebie gdy zaśnie. 


Wspólne spanie odbija się na Tobie i dziecku 


Jestem matką, która nie lubi przesady, nie lubi oddawać swojej przestrzeni, choć dzieci zajęły jej sporo. Ale to co zostało jest moje i staram się by moje pozostało. Taką przestrzenią jest właśnie nasze łóżko. To jedyne miejsce, gdzie mogę odpocząć, relaksować się z mężem lub bezczelnie rozwalić się na całym łożu. I nie pozwolę aby Masza to zmieniła, bo gdy Junior widział, że Maja śpi z mamusią, zaczął też do nas przychodzić. Wpierw nad ranem potem w nocy. Na szczęście teraz grzeje swoje łóżko do rana. Spanie w czwórkę to była tragedia, jeżeli można nazwać to spaniem. Raczej blokowanie krawędzi łóżka, aby Junior nie wypchnął Maszy (swoją drogą, te to parę razy łapałam w ostatniej chwili, bo by spadła z łóżka ). 
Jeżeli spisz ze swoim dzieckiem lub dziećmi, zapewne jesteś połamana/y, niewyspana/y. Z czasem przyjmujesz, że taki stan jest normalny, ale NIE JEST! 
Dziecko przyzwyczaja się do Waszej obecności w nocy, czuje zapach i dotyk. Nawet gdy śpi u siebie, przychodzi do Was i w rezultacie nie wysypiacie się wszyscy. Młode uzależnia się od wasze obecności. Pomimo, że ma swoje łóżko. Przytulne i przyjazne, woli spać z Wami. A wy tracicie swoją intymność. 

 Im wcześniej tym lepiej


Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale dzieci które mają trzy, cztery, pięć a nawet sześć lat śpią nadal z rodzicami, lub z jednym z nich. Gdy mama postanowi dać nogę do taty na barabara, lub odwrotnie. Młode obudzi się, będzie wołać siusiu, pić lub mama, mama i dupa z przyjemności. Albo postanowi w trakcie waszego tulenia wgramolić się do Was uznając, że to całkiem normalne. Choć tak nie jest i nie będzie. 
Dlatego, aby uniknąć takiej sytuacji zdrowiej dla dziecka będzie, gdy za w czasu zacznie spać u siebie. 

A na koniec


Podziwiam i nie rozumiem rodziców którzy się na to godzą. Z psychologicznego punktu widzenia i rozumienia dziecka, ma ono poczucie, że jest wyżej niż rodzić. Ma nad nim władze. Wykorzystuje słabość do swojego celu. Warto walczyć o swoje łóżko. Dziecko prędzej czy później musi to pojąć, a im później tym mu gorzej zaakceptować samodzielne spanie. 

A ja będę walczyć i nie dam się zdominować małemu smrodowi ;) Jestem obolała, połamana, nie wyspana i nie dopieszczona, bo mam jeszcze jedną wielką zasadę - nigdy przy dzieciach! 

A teraz rzućcie się na mnie z hejtem, że tak nie jest, że tak wygodnie...

Share
Tweet
Pin
Share
6Komentarzy komentarze
Zapewne to co chce Ci pokazać nie jest Ci obce. U mnie to ma miejsce każdego dnia. Kiedyś wciągu dnia coś z tym robiłam. Teraz czekam już do wieczora :)

Oprócz codziennego bajzlu, nie zabraknie zabawnych zdjęć.



Zaczynamy!





















Tak przejrzyście jest wieczorem :)

Mam focha








Tym wesołym akcentem zakończę ten pokaz ;)

O książeczkach ze zdjęć tych dla maluchów, możecie poczytać TUTAJ.

* Na marginesie - Fisher Price powinno mi zapłacić za niezłą reklamę :D



Share
Tweet
Pin
Share
16Komentarzy komentarze

Jeżeli jesteś przed odpieluchowaniem dziecka, zapewne zastanawiasz się jak najlepiej to zrobić. Aby dziecka nie zrazić. Każdej mamie marzy się łatwe i szybkie odpieluchowanie dziecka. Ja czekałam na to długo, dlatego zapraszam Cię na wpis, gdzie dowiesz się jak ja sobie z tym poradziłam. Zaczynamy!
Share
Tweet
Pin
Share
14Komentarzy komentarze
Starsze posty

Lubisz już?

Mama Dwójki

Social Media

  • Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • RSS

Popularne posty

  • Przestań krzywdzić swoje dziecko! 5 błędów których dopuszczają się rodzice.
  • Piasek kinetyczny - kupisz go w PEPCO, za małe pieniądze!
  • Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje! Czyli blogerki parentingowe w akcji.
  • Rozszerzanie diety niemowlaka - zdrowie na talerzu twojego dziecka.
  • Nie rób tego swojemu dziecku! Nie przebijaj uszu!

Nowości na blogu

Etykiety

Konkursy Kulinarnie Lifestyle Macierzyństwo Porady Rodziecielstwo Zabawa

Obserwatorzy

Archiwum

  • maja (2)
  • kwietnia (4)
  • marca (8)
  • lutego (6)
  • stycznia (9)
  • grudnia (6)
  • listopada (6)
  • października (2)
zBLOGowani.pl
Facebook Instagram Google+
OBSERWUJ @INSTAGRAM

Created with by BeautyTemplates | Distributed By Gooyaabi Templates