okna gorzówokna pcv gorzów
Facebook Instagram Google+

Strony

  • Strona główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt

Mama ♥ Dwójki |

  • Strona Główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Macierzyństwo
  • Lifestyle
  • Kulinarnie
  • Porady
Obsługiwane przez usługę Blogger.


Nigdy nie pomyślałam o tym, żeby zrobić krzywdę, mojej małej dziewczynce. A jestem dumną jej mamą, już dziewiętnaście miesięcy.

Odkąd wzięłam ją w ramiona, nie przyszło mi do głowy, że "trzeba" jej przebić uszy. Zapomniałam, że robi się takie rzeczy dziewczynkom, a tym bardziej niemowlakom. Przypomniałam sobie o tej panującej modzie, gdy zobaczyłam, że rowieśniczka mojej córki, starsza tylko o dwa tygodnie jako niemowlę wtedy, ma kolczyki! Pomyślałam sobie w duchu "na co jej metal w uszach?". 

Po co przebija się uszy kilku miesięcznym dzieciom? 


Myślałam swoje dalej. W głowie latały mi różne wizję. Pierwsza to ta, że gdy dzieci ząbkują, targają się za uszy. W takim przypadku łatwo o wypadek, lub ból przebitego ucha. Dziecko może je naderwać, zerwać, szarpać. Doskonale wiem, jak moja córka by na ciało obce, zareagowała w swoich uszkach. Ale też wiem, jedną bardzo ważną rzecz - do niczego jej kolczyki w uszach. Nie muszę jej wsadzić w uszy, diamenciku, by była piękną księżniczką. Kocham ją taką jaką jest. Dbam o jej zdrowie i całą resztę, dlatego uszu jej nie przebije, dopóki sama mnie świadomie o to nie poprosi. Bo nadal w głowach wielu matek, widnieje myśl, że dziewczynka musi mieć kolczyki, bo bez nich jest wybrakowana. Im jest taka dziewczynka młodsza, tym bardziej nie zdaje sobie sprawy z faktu, że klejnoty w jej uszach do niczego jej się nie przydadzą, a tylko cieszą oko rodzica, który zapomina o niebezpieczeństwie i bólu na który narażone jest dziecko.

Źródło - smyki.pl


Nie przebijaj uszu swojej córce 


Gabinety kosmetyczne powinny wyjść na przód i każdego potencjalnego rodzica czy ciocie, informować o tym, że przebijanie uszu dzieciom w wieku 0-5 lat, jest nie zdrowe, wiąże się z ryzykiem i niebezpieczeństwem.

A swoją drogą pracując po sąsiedzku czyli we fryzjerstwie wiem, że nie we wszystkich gabinetach dba się szczegółowo o higienę narzędzi, prawidłową sterylizacje i dezynfekcje. Przebijanie uszu jest ingerencją w ciało, w której powstaje rana. Przez którą może dojść do zakażenia. Brzmi strasznie, ale takie są realia. Dlatego do przebijania uszu dziecku, trzeba podejść z głową i rozsądkiem. Pomyśleć o swojej córce, nie o tym, że tak w tych kolczykach będzie jej ładnie. Bo można tylko zaszkodzić i ściągnąć na dziecko np. Alergie na nikiel, który zawarty jest w kolczykach, a niestety nie masz pewności jakie kolczyki dostaje twoje dziecko przy przebiciu uszu, chyba, że sama kupisz te ze stali chirurgicznej. Gdy organizm dziecka zareaguje na zawartość niklu, wywoła to u niego alergie. W przyszłości nie będzie mogła Twoja córka nosić biżuterii, która będzie zawierać ten metal.
I teraz podam Ci pewien przykład.

Pewna ciocia, tak bardzo chciała zastąpić mamę, że bez wiedzy rodziców zabrała dziewczynkę do kosmetyczki, aby przebić jej uszy. Dziewczynka miała kilka miesięcy. Po jakimś czasie, mama zauważyła u niej wiecznie czerwone policzki, które wywoływały świąd. Gdy dziewczynka miała kilka lat, mama zabrała ją na badania, myśląc, że ma alergie na mleko etc. Jednak odstawienie potencjalnych, szkodliwych produktów spożywczych nie pomogło. Dziewczynka do dzisiaj ma takie polika, bo nikt nie pomyślał, że to od kolczyków. Skąd jestem pewna? Testy alergologiczne niczego nie wykazały, kolczyki nosi odkąd miała przebijane uszy, czyli już kilka lat.

Podsumowując - jestem świadoma tego co niesie ze sobą, przebijanie uszu u małych dzieci. Nie uważam tego, za must have, a raczej zachcianke mamusi. Nie chcę nikogo urazić, choć to temat burzliwy. Ale jeżeli jesteś ze mną dłużej, wiesz, że piszę to co myślę, z własnego poglądu na macierzyństwo, z lekkim pryzmatem miłości, bo wszystko przed czym chronie swoje dzieci jest z rozsądku i miłości. Kieruje się wyłącznie ich dobrem, nie swoim. Dlatego, będę twardo stać przy tym, że przebijanie uszu, tym bardziej niemowlakom jest rzeczą złą, niewłaściwą. Możecie się na mnie fochać, nie rozmawiać ze mną, lub przestać lubić. Nie będę wciskać kitów. Ten blog pisany jest właśnie po to, abym mogła wyrazić swoje "inne" zdanie, na wiele tematów w macierzyństwie, bo ja obserwuje, wyciągam wnioski i z dnia na dzień, staje się lepszą mamą, uczę się nie tylko na swoich, ale i cudzych błędach.

źródło zdjęcia otwierającego post - osesek.pl

_______________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)
Share
Tweet
Pin
Share
18Komentarzy komentarze
Spanie z niemowlakiem czy starszym dzieckiem, nie jest zdrowe dla Was i dla niego.


Witaj! Ostatnio nie mam czasu chyba na nic, dlatego na blogu rzadko gości nowy post.
Ale dzisiaj spiełam pośladki i chce Wam napisać o popularnym, ważnym problemie, który spotykany jest dość często. Szacuje się, że około 80% rodziców śpi ze swoimi dziećmi.

Gdy byłam w ciąży z synem, założyłam sobie, że od urodzenia nie będzie spał z nami. Tak też było. Przesypiał noce, odkąd skończył 3 miesiące. Po 5 rano jak mąż wstawał do pracy, Junior się budził. Brałam go do siebie, dawałam mleko i spaliśmy razem do 8 rano. W rezultacie wszyscy się wysypialiśmy. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy. Kiedy urodziła się Maja, moje założenie było takie same. Ale kiedy miała około 11 miesięcy, darła się przez sen. Nie rozumiałam o co chodzi. Nie znałam tego. Było to dla mnie obce. Gdy zaczynała panicznie płakać, krzyczeć. Brałam na ręce, bujałam i odkładałam do łóżeczka. I tak kilka razy z rzędu, aż w końcu nie miałam już siły i wzięłam ją do naszego łóżka. Wtedy Ona się uspokajała i zasypiała. Ja miałam szanse w ten sposób trochę pospać. Ale oboje z mężem cierpimy z tego powodu do dziś. Nie raz jesteśmy skopani. Nie raz dostane z główki czy łokcia. Jest lepiej niż wcześniej. Uda się, że wezmę ją do nas, ona się uspokoi i zaśnie. Wtedy przenoszę i potrafi spać do szóstej, siódmej rana. Całe te wspólnie spanie, nie trwało by tak długo. Męczę się, ze względu na syna. Dzieci nie mają swojego pokoju. Jesteśmy wszyscy na jednym. Gdybym walczyła z Mają by spała u siebie, syn miałby kiepskie noce. A co za tym idzie, kiepskie dni. Wiem, że sytuacja zmieni się kiedy młoda dostanie większe łóżko. Zawsze to ja będę mogła do niej wejść by przytulić podczas snu i uciec do siebie gdy zaśnie. 


Wspólne spanie odbija się na Tobie i dziecku 


Jestem matką, która nie lubi przesady, nie lubi oddawać swojej przestrzeni, choć dzieci zajęły jej sporo. Ale to co zostało jest moje i staram się by moje pozostało. Taką przestrzenią jest właśnie nasze łóżko. To jedyne miejsce, gdzie mogę odpocząć, relaksować się z mężem lub bezczelnie rozwalić się na całym łożu. I nie pozwolę aby Masza to zmieniła, bo gdy Junior widział, że Maja śpi z mamusią, zaczął też do nas przychodzić. Wpierw nad ranem potem w nocy. Na szczęście teraz grzeje swoje łóżko do rana. Spanie w czwórkę to była tragedia, jeżeli można nazwać to spaniem. Raczej blokowanie krawędzi łóżka, aby Junior nie wypchnął Maszy (swoją drogą, te to parę razy łapałam w ostatniej chwili, bo by spadła z łóżka ). 
Jeżeli spisz ze swoim dzieckiem lub dziećmi, zapewne jesteś połamana/y, niewyspana/y. Z czasem przyjmujesz, że taki stan jest normalny, ale NIE JEST! 
Dziecko przyzwyczaja się do Waszej obecności w nocy, czuje zapach i dotyk. Nawet gdy śpi u siebie, przychodzi do Was i w rezultacie nie wysypiacie się wszyscy. Młode uzależnia się od wasze obecności. Pomimo, że ma swoje łóżko. Przytulne i przyjazne, woli spać z Wami. A wy tracicie swoją intymność. 

 Im wcześniej tym lepiej


Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale dzieci które mają trzy, cztery, pięć a nawet sześć lat śpią nadal z rodzicami, lub z jednym z nich. Gdy mama postanowi dać nogę do taty na barabara, lub odwrotnie. Młode obudzi się, będzie wołać siusiu, pić lub mama, mama i dupa z przyjemności. Albo postanowi w trakcie waszego tulenia wgramolić się do Was uznając, że to całkiem normalne. Choć tak nie jest i nie będzie. 
Dlatego, aby uniknąć takiej sytuacji zdrowiej dla dziecka będzie, gdy za w czasu zacznie spać u siebie. 

A na koniec


Podziwiam i nie rozumiem rodziców którzy się na to godzą. Z psychologicznego punktu widzenia i rozumienia dziecka, ma ono poczucie, że jest wyżej niż rodzić. Ma nad nim władze. Wykorzystuje słabość do swojego celu. Warto walczyć o swoje łóżko. Dziecko prędzej czy później musi to pojąć, a im później tym mu gorzej zaakceptować samodzielne spanie. 

A ja będę walczyć i nie dam się zdominować małemu smrodowi ;) Jestem obolała, połamana, nie wyspana i nie dopieszczona, bo mam jeszcze jedną wielką zasadę - nigdy przy dzieciach! 

A teraz rzućcie się na mnie z hejtem, że tak nie jest, że tak wygodnie...

Share
Tweet
Pin
Share
6Komentarzy komentarze


Witaj kochana. Masz chwilę i chęć powspominać razem ze mną, swoje śniegowe wojaże gdy byłaś dziewczynką? Ja mam ochotę wrócić na chwilę do tego fajnego, beztroskiego czasu. To jak, gotowa na chwilę moich wspomnień?

Gdy nadchodziła zima, sypał śnieg, pędziłam do domu, aby jak najszybciej zjeść obiad, zrobić lekcje i biec na dwór. Z radością targałam sanki z piwnicy. Dzwoniłam domofonem po koleżanki, by wspólnie zacząć śniegowe wariacje.

Wtedy śnieg osiągał nawet 30 cm. Uwielbiałam wchodzić w te wielkie zaspy po kolana. Rzucać się w ten biały puch. Lepić bałwana i świgać się śnieżkami.
Ani mróz, ani mokre ubranie nam nie przeszkadzało. Zjeżdżaliśmy nie tylko na sankach czy wtedy modnych jabłkach, pamiętasz je? To było nic, najlepiej zjeżdżało się z górki na brzuchu. Bez niczego. To nic, że byliśmy mokrzy, to nic, że kurtka była gdzieś podarta. To wszystko było nic. Byliśmy szczęśliwymi dziećmi. Jak już wyszliśmy z domu, wracaliśmy dopiero na kolacje. Gdy było nam zimno, żadne nie poszło do domu. Suszyliśmy rękawiczki i czapki na grzejnikach, w klatkach schodowych naszych bloków. Wtedy nie było lamentowania, że się rozchorujemy. Ba, mieliśmy zdrowie lepsze niż teraz. Nie czuliśmy zimna ani mrozu. Czuliśmy radość i szczęście. Nikt nie wołał mamy, że Kaśka przywaliła mi w łeb śniegiem. Że Tomek natarł mi śnieżką twarz. A Anka miała z tego niezły ubaw.
Kładąc się spać myśleliśmy o tym co będziemy robić jutro, bo zaczynał się weekend.

Moje dzieciństwo było ciekawe, bogate w doświadczenia i możliwość przekonania się na własnej skórze, co i jakie niesie ze sobą konsekwencje. Bajki oglądałam tylko o 19 godzinie na jednym kanale. Gdy pogoda była ponura, bawiliśmy się na klatce schodowej. Czasem w szukano z zamkniętymi oczami. Innym razem lalkami, czy negocjowaliśmy warunki wymiany się karteczkami. A szał na hopisy! Pamiętasz je? W chipsach można było je znaleźć. Kurcze jaka to była adrenalina gdy udało się wszystkie wygrać. Byliśmy dziewczynkami, ale chłopskie zabawy nas bardziej jarały. Grałyśmy z chłopakami w piłkę, skakaliśmy w gumę. Jak ja to kochałam. Najlepsza była ta z gumy do gaci. Ty też skakałaś?

Wspominasz równie dobrze swoje dzieciństwo?

Nasze dzieci będą mieć gorsze dzieciństwo



Skąd ten wniosek? Czemu tak myślę i czy da się coś z tym zrobić? 

W dzisiejszych czasach, technologia jest szeroko posunięta do przodu. Każdy z nas korzysta z telefonu, laptopa czy tableta. Bajki w tv są na wyciągnięcie ręki. Zawsze a nawet i wszędzie. Te rzeczy kochają dzieci. Uzależniają się od nich. Nieświadomie. Dzieje się to przez nas, rodziców, dorosłych. 
Gdy mamy ręce pełne roboty, gdy chcemy chwili dla siebie lub nie chce się nam bawić z dzieckiem, korzystamy z technologii. Tyle ma ona możliwość, więc czemu nie skorzystać? Korzystamy raz, przynosi to nasz oczekiwany rezultat. Czynimy to coraz częściej, ba sami jesteśmy zapatrzeni w te ekraniki, więc czemu dziecko nie może? Może, ale wszystko musi mieć swoje granice, bo jak możesz się domyśleć, dzieci szybko się uzależniają. Zastępują zabawę na dywanie w zabawę na telefonie czy laptopie. I dlatego właśnie nasze dzieci będą mieć gorsze dzieciństwo. Może Ty mamo, dawkujesz technologie swojemu dziecku w małych ilościach bądź wcale. Ale znajdzie się mama, która nie widzi w tym nic złego i nic z tym nie będzie robić. To będzie kolega twojego syna z klasy. Połowa z nich taka będzie. Z kim pójdzie grać w piłkę Staś gdy Tomek, Arek, Marcin, Maciej będą siedzieć w domu, może na ogrodzie czy działce jeżeli będą je mieć, ale będą grać na komputerze, zamiast grać w piłkę. Biegać po polach. Córka zamiast bawić się lalkami czy udawać rolę mamy. Zbierać kwiaty na łące by pleść wianki, będzie wolała robić sobie selfie i wrzucać na fb czy na instagram zdjęcia. 

Da się to zmienić? Masz pomysł? 


Takie dzieciństwo mają dzisiejsze dzieci. 7 letnia dziewczyna, odwiedza dziadków. Zamiast bawić się z kuzynostwem i spędzić czas z dziadkami. Ogląda bajki na telefonie. Nie chcemy tego prawda? Aby nasze dzieci miały takie dzieciństwo, aby te ekraniki były dla nich priorytetem. Możemy coś z tym zrobić?

 Uchronić nasze dzieci od uzależnienia.

Daje Juniorowi telefon. Ale nie na pół czy cały dzień. Korzysta z edukacyjnej gry, dzięki której poznał instrumenty muzyczne. Nauczył się mówić ananas i harfa. Chętniej powtarza nazwy kolorów, uczy się zapamiętywania i rozpoznawania. Uczy się robić zdjęcia i nagrywa filmy. Dozwolony czas to godzina. Nie codziennie. Raz na tydzień, może dwa. Zależy od jego chęci. Masza oczywiście nie ma styczności z tymi urządzeniami. Oglądają bajki rano i wieczorem. Zachowuje umiar. 

Wiem, że zależy to od nas rodziców, jakie Oni będą mieć dzieciństwo i wspomnienia. Jak daleko sięgać będzie ich wyobraźnia. Jak rozwinie się dziecięca dusza. Dlatego będę się starać aby każde święto czy uroczystość były prawdziwe. Bo nie liczą się prezenty, wartość telefonu, rozmiar quada. Liczy się rodzina i tradycja, która dzisiaj rzadko gości w domach. 

Może przesadzam, może zbyt czarno to opisałam, ale tak czuję i tak widzę. 
A Ty? Widzisz to podobnie, czy zupełnie inaczej? 

Share
Tweet
Pin
Share
15Komentarzy komentarze
Mąż i ojciec jest też ważny. Nie bądź samolubna mamo!



Na wielu blogach znajdziesz wpisy o tym, jak faceci nas matek nie doceniają. Narzekają, że nic nie robimy. Wydaje się im, że wychowanie dzieci to łatwa sprawa. Ale zastanowiłaś się Ty nad tym co czuje, taki mąż czyli ojciec Twojego dziecka? Na pewno spotkam się z hejtem, ale będę bronić pewną część tatusiów.

Nie bądź samolubna


Jestem matką dwójki dzieci, między nimi jest 20 miesięcy różnicy. Dni bywają na prawdę ciężkie. Nie mam czasu i to dość często, aby ugotować obiad. Przywitać męża z uśmiechem na twarzy. Często od progu słyszał, jak wyzywam dzieci. Jak w biegu rzucam, że mam dość. Moje zachowanie, udzielało się jemu, mojemu mężowi. To podkręcało negatywną atmosferę w domu. Nigdy nie postawiłam się na jego miejscu. Nie pomyślałam o tym, czego ja bym chciała po powrocie do domu. Jak chciałabym  być przywitana, przez swojego męża i dzieci. Gdy kończymy pracę , zazwyczaj lecimy do domu jak na szpilkach. Z myślą co dziś ugotuje, lub co będzie na obiad. Co robiły dzisiaj dzieci. A tu od progu zamiast uśmiechniętej żony, wita go wściekła zołza. Tak kochana, postrzegają nas nasi Panowie - Wiecznie nie zadowolona. Ty o nim mówisz tak samo, my o nich narzekamy w taki sam sposób jak oni o nas.

Niech się przekona


Wiesz, że zazwyczaj dopóki facet nie odczuje na własnej skórze, czym jest opieka nad dziećmi. Nie zrozumie twojej frustracji i złości. Wymagań jakie mu stawiasz. Odbiera to jako atak. Myśli, że jak pracuje, to należy mu się odpoczynek, ciepły obiad i uśmiechnięta żona. Ma rację, oczywiście ten, który wykonuje pracę fizyczną. Panowie za biurkiem, wybaczcie, ale papierkowa robota fizycznie nie męczy. Tak jak nas męczy ogarnianie dzieci, mieszkania i robienie zakupów, tak samo praca męczy męża. Tym bardziej jeżeli pracuje on na dworze. Tak jak mój. W okresie zimowym, nie ma możliwości zjedzenia nawet ciepłego posiłku. Niekiedy nie ma się gdzie ogrzać, jak tylko w samochodzie roboczym. Przez długi czas niby to rozumiałam, ale narzekałam, że jest w  domu a przy dzieciach mi nie pomoże. Że wszystko spoczywa na moich barkach. 
Mu wydawało się, że opieka nad dziećmi i domem, to nic wielkiego. Siedzę w ciepłym mieszkaniu, lodówkę mam pod nosem. Dziwił się kiedy mówiłam, że pierwszy posiłek zjadłam dopiero o godzinie 14. Pytając co ja takiego robiłam, że nie miałam czasu zjeść. Moje tłumaczenia były dla niego niczym jak tylko wymówką. Do czasu, kiedy zaczął zostawać z nimi sam, choćby na chwilę. Gdy byłam zajęta i zajmował się dzieciakami, aby mi nie przeszkadzały. Pamiętam jak wyszedł z pokoju z córką na rękach z synem za rękę, wołając POMOCY, bo oboje wyli jak syrena. Było kilka zdarzeń, które dały mu w kość. Odpuścił z obiadem, gdy wiem, że babcia mi pomoże i zajmie się wnukami. Zrobię obiad. Gdy jestem sama z myszami, nie zawsze mi się to udaję. Chyba, że mąż wraca o 15 do domu, to wtedy łączymy siły i działamy. Do dzisiaj coś tam pod nosem syczy, bo kto z nas tego nie robi?
Suma sumarum - postaw go na swoim miejscu, a Ty spróbuj postawić się na jego. 

Pielęgnujcie wzajemne relacje


Na pewno słyszałaś o tych historiach, gdzie po narodzinach dziecka, związki zaczęły się psuć lub rozpadać. 80% związków nie wytrzymuje napięcia, które narasta między świeżo upieczonymi rodzicami. Mówi się, że to czas na przekonanie się czy związek jest budowany na silnym fundamencie. Nie każdy jest wstanie zrozumieć, kobietę po porodzie która sama siebie nie rozumie. Pamiętam jak syn miał kilka dni, a ja ryczałam, że nawet nie umiem przygotować wody o odpowiedniej temperaturze, by przygotować mleko. Wtedy mój mąż przytulił mnie, mówiąc, że to nie powód do płaczu i wcale nie jest tak źle jak mi się wydaje. Dzisiaj czasami słyszę, że jest ze mnie dumny, za to jaką jestem matką. Bo zanim zaszłam w ciąże pierwszą, twierdził, że nie widzi mnie w roli mamy. Dlatego, trzeba też dbać o tych naszych tatusiowych. Jesteśmy nie tylko matkami, ale nadal żonami i kobietami. 

Okaż mu trochę ciepła


Pomimo, że marzy im się, iż wieczorem wskoczymy w strój policjantki z tyłkiem na wierzchu, kochając się dziko z nimi przez pół nocy. Trzeb okazać i dać im trochę kobiecego ciepła, wsparcia. Oni też są takimi naszymi dziećmi. Lubią być chwaleni. Więc witajmy ich po powrocie z uśmiechem na twarzy, zapytajmy jak minął dzień, opowiadając również o swoim. Od progu nie zasypujmy ich stertą spraw. Niech wezmą ciepłą kąpiel. Faceci to takie istoty, że jak baba na niego hyca, to on trzyma się z boku, nie chcąc wkurzać jej bardziej. Gdy go nie angażujesz, także trzyma się z boku. Panowie mają to do siebie, że trzeba im wytyczyć zadania. Jasno muszą wiedzieć co mają zrobić. Oni się tego nie domyślą, choć czasem zaskoczą. Oni nie potrafią nas zrozumieć, bo jesteśmy zbyt skomplikowane, to chociaż my próbujmy zrozumieć ich. Przecież oni są tacy przewidywalni. 



Share
Tweet
Pin
Share
29Komentarzy komentarze

Miał być bombowy wpis, ale jak zawsze życie weryfikuje moje plany. Miałam pisać o tym jaką, jestem chujową matką swoich dzieci. Nie napisze o tym na razie, bo obecnie siedzę w szpitalu z synem, dlaczego?  Już Ci opowiadam.

Cała ta masakra zaczęła, się ode mnie. W godzinach nocnych, z czwartku na piątek, potwornie bolał mnie brzuch. Gdy w końcu udało mi się, zrobić co trzeba, poszło to tak, że lało się ze mnie górą i dołem! Jelitówka! Ta paskudna suka dopadła mnie, pierwszy raz w życiu. Myślałam, że zdechne nad tym zlewem. I na to wszystko budzi się Masza. Z ogromnym bólem brzucha, wytargałam ją z łóżeczka i poleciałam dalej na kibel, a ona za mną. Dobrze, że jest tak mała, bo nie będzie pamiętać tego co się ze mną działo.

Nie mal cały dzień, spałam i leżałam. Nie miałam siły się ruszyć. Wszystko zmieniło się, gdy syn zaczął wymiotować. Ledwo trzymałam się na nogach, ale musiałam działać. Gdy przez dwie godziny wymiotował, nie mal co 5 minut. Wezwałam karetkę, bo nie było co czekać. Za każdym razem gdy napił się wody lub elektrolitów, wymiotował. Nie było go jak nawodnić. Ale zanim karetka została wysłana, musiałam się prosić, aby przyjechała. Kazali mi przyjechać tramwajem. Skłamałam, że nie mamy auta. Wszystko po to, aby przyjechali i moje dziecko szybko otrzymało pomoc. Bo jak wiesz, im dziecko mniejsze tym szybciej się odwadnia. W takiej sytuacji nie ma na co czekać. Gdy karetka przyjechała, widziałam, że myślą sobie iż nie było potrzeby przyjeżdżać. Junior jak na swój stan wyglądał dobrze. Ale gdy zajechał do szpitala, na badaniu usg brzuszka, po wątrobie było widać już lekkie odwodnienie. 30 minut, a mój syn zaczął się odwadniać.

Nie mogłam z nim jechać. Nie mogłam, bo nie byłam wstanie, a poza tym lekarka w szpitalu nie pozwoliła mi. W dokumentacji syna odnotowali, że ja matka jestem chora i mam zakaz z nim kontaktu. Junior został przewieziony do innego szpitala, na oddział zakaźny. Dzielnie był z nim cały czas tata. Który miał okazję zobaczyć, jak dziecko cierpi, co musi przejść. Zawsze przy synu byłam ja. Nie mogło być inaczej i tym razem. Dziecka cierpienie, dało mi takiego kopa, że postawiłam się na nogi. Pomimo zmęczenia, głodu i ciężkiej głowy, jestem przy nim teraz. Mąż odpoczywa w domu, zbiera siły na noc.

Jestem dumna ze swojego syna. Lekarze i pielęgniarki chwalą go, że jest dzielny i grzeczny. Cieszę się, że w porę zadzwoniłam i dzisiaj Junior czuje się lepiej.
Mieliśmy iść właśnie dzisiaj, na chrzciny do rodziny. Czasem los decyduje za nas, a czasem ułatwia nam wyjście z pewnych sytuacji.

Mała rada ode mnie - gdy Twoje dziecko wymiotuje często, nawet po tym jak napije się wody, a nóż ma do tego jeszcze rozwolnienie nie czekaj, bierz dziecko do szpitala i walcz o pomoc. W takich sytuacjach liczy się każda minuta!





Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze
Starsze posty

Lubisz już?

Mama Dwójki

Social Media

  • Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • RSS

Popularne posty

  • Przestań krzywdzić swoje dziecko! 5 błędów których dopuszczają się rodzice.
  • Piasek kinetyczny - kupisz go w PEPCO, za małe pieniądze!
  • Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje! Czyli blogerki parentingowe w akcji.
  • Rozszerzanie diety niemowlaka - zdrowie na talerzu twojego dziecka.
  • Nie rób tego swojemu dziecku! Nie przebijaj uszu!

Nowości na blogu

Etykiety

Konkursy Kulinarnie Lifestyle Macierzyństwo Porady Rodziecielstwo Zabawa

Obserwatorzy

Archiwum

  • maja (2)
  • kwietnia (4)
  • marca (8)
  • lutego (6)
  • stycznia (9)
  • grudnia (6)
  • listopada (6)
  • października (2)
zBLOGowani.pl
Facebook Instagram Google+
OBSERWUJ @INSTAGRAM

Created with by BeautyTemplates | Distributed By Gooyaabi Templates