Ten kto mnie czyta od pewnego czasu wie, że moje serce jest bliskie noszeniu dzieci w chuście. Że moje serce się kraje kiedy widzę, jak rodzice nieświadomie pod wpływem mody czy trendu, noszą swoje dzieci niepoprawnie, nie mając o tym pojęcia, że do tego trzeba się przygotować. Odpowiednio przygotować i posiadać jakąś wiedzę na ten temat, aby nie szkodzić maluchowi. O tym jak nie nosić dziecka w nosidle i chuście oraz parę słów w tym temacie znajdziecie w tym wpisie - > klik.
"Owsiki masz w tyłku, że nie umiesz usiedzieć na miejscu? ". Napewno słyszałaś /eś to chociaż raz. Nie bez powodu, wzięło się takie powiedzenie. Otóż napisało je samo życie, albo sam problem.
Dopóki ten problem nie dotyczył mojego dziecka, nie miałam o nim pojęcia, poza tym, że to robaki, które wychodzą z kupą. Jednak jakiś rok temu, gdy opisałam objawy, który mnie niepokoiły, innej mamie, pytając czy jej syn też tak miewa, odpowiedziała mi - Aneta, to prawie pewnie, że Dawid ma owsiki...
- owsiki? Niemożliwe, bo jak? Skąd? I gdzie?
W google wpisałam tylko frazę "zgrzytanie zębami" ( młody tak na nich grał wieczorem, jakby mu się łamały), wyskoczył mi temat, złego zgryzu i owsica. Czytałam, czytałam, czytałam.
Co to są owsiki?
To pasożyty, nicienie, które zamieszkują jelita, atakują wyłącznie ludzi. Samica żyje około czterech tygodni, samiec ginie po zaplemnieniu. Rozmnażają się w dziesiątkach tysięcy, w ciągu kilku godzin. Widoczne w kale są dopiero wtedy kiedy osiągają stadium końcowe, czyli jest ich ogromna ilość. Samica wychodzi na zewnątrz po tym jak zarażony zapadnie w sen. Dlatego wywołuje to świąd i zakłuca spokojny sen.
Objawy owsicy
- Jednym szczególnym, który zwrócił moją uwagę, pomijając wiek syna, było zgrzytanie zębami. Tak silne, każdego wieczora, a nawet w dzień, że nie szło tego słuchać.
- Płacz przez sen. Budzenie się w nocy. Stękanie.
- Czerwony odbyt, podrażniony, ciągłe drapanie się w tym miejscu.!
- Brak apetytu na jedzenie
- Domaganie się słodkiego (czego moje dziecko wtedy nie robiło) owsiki żywią się słodyczami. Dlatego też mówi się dzieciom, że gdy będą jeść tyle słodyczy, będą mieć robaki w pupie.
- Podkrążone oczy.
- Spadek masy ciała.
- Osłabiony organizm, czyli słabsza odporność.
- W stadium końcowym, inaczej zaawansowanym - pasożyty w kale widoczne gołym okiem.
Źródło zarażenia - najbardziej podatne są dzieci
Powszechnie, najczęściej w przedszkolu panuje owsica. Można nią zarazić się bardzo łatwo, toteż łatwo i szybko się ją przenosi. Potocznie mówi się o niej "choroba brudnych rąk". Dzieci często biorą ręce do buzi, dotykają tych samych rzeczy, a nawet jedzą po sobie. Bawią się w tym samym pomieszczeniu. Nie myją często rąk. Dziecko, które jest nosicielem owsicy, drapiąc się po pupie, przenosi jaja na dłonie, a dokładnie dostają się pod paznokcie, stamtąd do buzi i lądują w organizmie. Przenoszą jaja na wszystko z czym mają do czynienia. Zabawki, jedzenie, pościel, ręczniki, bielizna. Jaja owsika, które opadły na pościel, ubranie, zabawki, wysychają i unoszą się w powietrzu. Osiadając np. na firankach. Dlatego pozbycie się tego problemu jest uciążliwe i niekiedy trudne.
Leczenie owsicy
Badanie kału najczęściej rozwiewa wątpliwości, ale niestety nie zawsze, owsiki są w nim wykrywane za pierwszym razem. Jeżeli jest możliwość, najlepiej udać się do specjalistycznego laboratorium w tej dziedzinie. Jednak gdy udasz się bez badań, do lekarza rodzinnego z dzieckiem czy sam ze sobą, opisując objawy, a tym samym sugerując, że to mogą być owsiki, odeślą Cię z kwitkiem. Żeby zrobić badania. Przynajmniej takie podejście ma pediatra moich dzieci, dlatego z punktu powiedziałam, że syn ma owsiki. Byłam trzecią matkom z tym problemem, w tym samym dniu. Wiedząc, że leczenie powinni przejść wszyscy w domu, nie dostałam dla nas leku. "Jeżeli nie ma ich w kale, to znaczy, że państwo ich nie mają" - padło z ust lekarza. Tak więc wróciłam do niej po kilku dniach, mówiąc, że fruwają owsiki w mojej kupie ;)
Leki dostępne są wyłącznie na receptę. Dzieci dostają lek o nazwie PYRANTELUM w zawiesinie. Dawkuje się odpowiednią ilość, według wieku i masy ciała, którą oblicza lekarz lub farmaceuta. Podanie leku powtarza się co dwa tygodnie, w trzech dawkach. Osoby dorosłe dostają ten sam lek, ale w formie tabletek, na tej samej zasadzie dawkowania. Jeżeli u dorosłego ten lek nie pomaga, zaleca się ZENTEL oraz VERMOX.
Poza lekami trzeba dbać o higienę, sumiennie! Obciąć paznokcie sobie i dziecku na krótko. Często myć ręce, szczególnie przed posiłkiem. Rano i wieczorem myłam dodatkowo Juniorowi odbyt, od razu po przebudzeniu. Wyparzyć wszystkie zabawki. Uprać wszystko to z czym dziecko miało kontakt. Prasować w wysokiej temperaturze, bieliznę, pościel itp. Wspomagająco przy leczeniu, jada się kiszoną kapustę, kiszone ogórki i czosnek.
Przynajmniej raz w roku powinno się odrobaczać dzieci, szczególnie po sezonie letnim.
Leczenie powinna przejść cała rodzina. Choć z tego co mi opowiadała mama, za jej czasów nie robiono wobec owsików tyle szumu. Moja babcia dała jej tylko leki i po sprawie. Ale ja jednak dostałam małej obsesji, przez to czego się naczytałam ;)
______________________________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :) To co dzisiaj napisze, wielu z pewnością się nie spodoba. Dlatego, że niemal prawie 80% rodziców, szczególnie tych pierworodnych popełnia te błędy i nie widzi w nich nic złego, choć skutki wyjdą dopiero po czasie. Jeżeli jesteś ze mną od jakiegoś czasu, to wiesz, że nie owijam w bawełnę i nie dmucham na swoje dzieci. Jako pierworódka też popełniłam, nie które z tych błędów. Ale gdy tylko doszło do mnie, że źle robię, przestałam. I przy drugim dziecku tego nie robiłam.
Dzisiaj we wpisie znajdziecie odpowiedzi specjalisty. Ale wpierw kilka słów o Pani Monice.
mgr Monika Młoda – Terapeuta NDT-Bobath
Jest absolwentką studiów magisterskich Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Od kilku lat zajmuje się rozwojem oraz rehabilitacją noworodków, niemowląt i dzieci. Oprócz rehabilitacji dzieci zajmuje się również integracją sensoryczną.
Stronę, którą prowadzi Pani Monika na facebook’u BabyFizjo zaczęłam obserwować jakiś czas temu. Można znaleźć tam, informacje o rozwoju dziecku, czego nie powinno się robić i jak to wpływa na rozwój malucha. Bardzo wiele pożytecznych informacji! Babyfizjo ma także swoją osobistą stronę internetową (link) na której możecie dowiedzieć się czym dokładnie zajmuje się Pani Monika, jak pomaga dzieciom i ich rodzicom. A także więcej informacji o niej samej. Wypowiedzi Pani Moniki będą zawarte jako cytat.
Na początek od Pani Moniki:
"Z punktu widzenia fizjoterapeuty najważniejszy jest rozwój ruchowy dziecka. Dla niektórych to co teraz napisze może być zaskoczeniem, a dla niektórych oczywistością. Mam namyśli, że rozwój mowy, intelektualny zawsze idzie w parze z rozwojem ruchowym. Nie może następować rozwój ruchowy bez rozwoju intelektualnego i odwrotnie.
W każdym domu niezbędna jest przestrzeń dla dziecka. Dlatego każde dziecko powinno mieć matę, dywan albo puzzle piankowe na których będzie mogło uczyć się nowych umiejętności. Zabawy podłogowe to prosta i najlepsza stymulacja rozwojowa dla dziecka i jednocześnie fajna aktywność ruchowa – również dla rodziców."
5 błędów, które popełniasz w opiece nad swoim dzieckiem:
1. Sadzasz dziecko, które jeszcze samo nie siedzi.
Widok dwumiesięczniaka czy trzymiesięcznego dziecka podpartego poduszkami, w krzesełku lub huśtawce, jest porażający. Dziecko samo wie kiedy jest wstanie, usiąść samodzielnie. Do tego wyczynu musi się wpierw przygotować. Wzmocnić swoje mięśnie, które trenuje gdy leży na brzuszku. I tylko ta pozycja jest właściwa przez pierwsze miesiące, poza leżeniem plackiem.
"Kiedy dziecko usiądzie samodzielnie ? Te pytanie nurtuje większość rodziców. Wiadomo, że każde dziecko jest inne i podchodzimy do każdego dziecka indywidualnie. Jeżeli dziecko będzie gotowe to samo usiądzie. Najczęściej z pozycji czworaczej albo z pozycji amfibii. Dlatego Wasze dziecko będzie siadać wtedy kiedy osiągnie najpierw te umiejętności. Zazwyczaj średnio dzieje się to około 8 miesiąca życia.
Zapamiętajcie….Po pierwsze - nie podpieramy dziecka poduszkami, żeby siedziało. Po drugie, nie wolno trzymając dziecko za rączki ciągnąć je do pozycji siedzącej. I po trzecie, nie sadzamy dziecka na swoich kolanach opierając jego plecy o swój brzuch i w krzesełkach. Wszystkie te przykłady to siad bierny na który dziecko nie jest jeszcze gotowe. Rodzice często tłumaczą sadzanie dziecka na nogach tym, że ono to lubi bo się uspokaja i obserwuje otoczenie. Tak, to prawda dziecko uwielbia pozycje wyższe i pozycja siedząca jest dla niego bardzo atrakcyjna, ale możemy wyrządzić mu wiele szkody jeżeli będziemy sadzać je za wcześnie, ponieważ jego układ mięśniowo-kostno-stawowy nie będzie gotowy."
2. Przyspieszasz naukę chodzenia.
Czy za ręce czy w chodziku. Mylną opinią jest fakt, że nie każde dziecko musi raczkować. Jest to etap rozwoju, który przygotowuje dziecko do samodzielnej nauki chodzenia. Wzmacnia mięśnie pleców oraz nóg na których twoje dziecko później stanie. Wcześniejsze wymuszenie chodu na dziecku, powoduje pominięcie czworakowania lub znacznie je opóźnia."Dziecko najpierw wstaje w łóżeczku albo przy meblach, potem chodzi przy nich bokiem, czasami chodzi i trzyma się jedną ręką następnie puszcza się i stoi w miejscu, a na koniec robi samodzielnie pierwsze kroki. Okres między momentem kiedy dziecko spionizuje się a chwilą kiedy zacznie w pełni samodzielnie chodzić jest na ogół spory. Oczekuje się, że do 18 miesiąca życia każde dziecko powinno zacząć samodzielnie chodzić. "
3. Zbyt często korzystasz z leżaczka.
Jest to gadżet, który ma matkom pomóc. Jak wszystkie inne, ale także szkodzi. Dziecko w nim przyjmuje złą pozycje. Kręgosłup zamiast być w prawidłowym ułożeniu jest wygięty w łuk. Co powoduje zaokrąglone plecy u malucha. Dlatego w żadnym wypadku nie wolno zostawiać dziecka w leżaku podczas snu. Jeżeli musisz z niego korzystać, to korzystaj, ale z głową. Tym bardziej, że maluch który nie siedzi, nie potrzebuje siedzieć, by się czymś zainteresować. Lepszą opcją jest, aby leżał we wózku na płasko, gdy ty jesteś zajęta. Tym sposobem, maluch nie będzie zmęczony pozycją pionową i ograniczeniem ruchu.4. Zakładasz buty na wyjście a także w domu.
Wybacz moją szczerość, ale dwumiesięczne niemowlę nie potrzebuje butów! Do momentu, aż nie zacznie samodzielne chodzić, są zbędne. Hamują naturalny rozwój stopy i jej swobodny ruch."Większość rodziców śpieszy się do zakupu butów jeżeli dziecko podejmuje pierwsze próby wstawania w łóżeczku. A to jest jeszcze daleka droga do wizyty w sklepach z butami dla dzieci.
To teraz kiedy kupić buty ? Buty kupujemy wtedy, kiedy zamierzamy z dzieckiem wyjść na pierwszy samodzielny spacer. Nie ma sensu kupowanie butów dziecku, które na spacerze siedzi tylko w wózku, ponieważ buty nie są tanie, a dziecku bardzo szybko rośnie stopa. Takie zakładanie butów dziecku niczemu nie służy, a nawet nie jest wskazane. W większym stopniu jest to kwestia wizualna rodzica - dziecko ładnie ubrane od stóp do głów wydaje się większe i „doroślejsze”.
Dziecko w domu musi najczęściej przebywać boso albo w skarpetkach antypoślizgowych. Wtedy jego stopa pracuje aktywnie i ma szansę się wzmocnić i przygotować do chodzenia. A co z dziećmi, które za wcześnie zaczęły wstawać albo nie przygotowały sobie stóp do przeniesienia ciężaru ciała na stopy i mocno je koślawią ? Wtedy tym bardziej nie zakładamy butów ? To, że stopa wtedy będzie ładnie wyglądać nie spowoduje, że mięśnie zaczną lepiej pracować albo, że stopa w butach pracuje i będzie prawidłowo się układać. W takiej sytuacji musimy tym bardziej dać dziecku czas, które jak najwięcej powinno doświadczać różnorakiego podłoża bez butów. Tylko wtedy damy możliwość stopie wypracowania mechanizmów i wzmocnienia."
5. Zimny chów – znasz to określenie?
Nie noś, bo przyzwyczaisz. Zostaw niech się wypłacze. Słyszałaś to? Dzieci potrzebują bliskości rodzica. Nie tylko wtedy gdy płaczą, mają się źle czy są chore. Ząbkują, mają kolki. Potrzebują naszego ciepła zawsze, nawet gdy się złoszczą, źle zachowują czy mają atak histerii. Poprzez czułość dajemy im poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że mogą na nas polegać, że kochamy je pomimo tego jakie są. Dobre słowo czyni więcej niż Ci się wydaje.Mam nadzieję, że dzisiaj rozwiałam Ci pewne wątpliwości czy też nieco zmieniłam wspólnie z Panią Moniką, pogląd na ważne aspekty bezpiecznego rozwoju Twojego malucha.
_____________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :) "W dzisiejszych czasach żywność nas zabija" - tak usłyszałam z odbiornika telewizyjnego dzisiejszego ranka. Od razu do głowy przyszło mi to, jak nie zwraca się uwagi na dietę naszych dzieci. Gdy nasze niemowlę wkracza w magiczny czas rozszerzania diety, niemal 80% matek sięga bo schematy otrzymane od pediatry lub te które znajdzie w internecie, dokładnie kreując dietę dla swojego dziecka. Inne natomiast lecą z czym popadnie, nie czytając składu, tylko jak twierdzą "ja jem i mi nic nie jest, więc dziecku też nie zaszkodzi". Zapominając o tym, że gdy dziecko przychodzi na świat jego żołądek jest wielkości, jego zaciśniętej piąstki, dlatego też dzieci jadają tak często w małych ilościach. Ale i tu jak chodzi nawet o samo mleko, robią eksperymenty i poszerzają żołądek swojego dziecka. Bo w ich rozumowaniu, dziecko płacze to jest głodne.
Gdy byłam w ciąży z Juniorem wiedziałam, że będzie jadł zdrowo. Moje założenie było takie, aby do ukończenia trzeciego roku życia nie znał smaku słodyczy, soli i przypraw. Robiłam wielką wojnę w rodzinę gdy chcieli podać mu ciasteczko, którego moje dziecko nigdy nie miało w ustach. Trzymałam się swoich zasad, dopóki życie ich nie zweryfikowało. Popełniłam jedyny błąd, który popełniają rodzice w znacznej części, ale o tym będzie w dalszym tekście.
Gotuj sama, nie kupuj gotowca
Nie przekona mnie twierdzenie, że wolisz podać słoiczek na pierwsze rozszerzanie diety, niż gotować małą ilość, bo nawet tak się nie da. Lepiej i zdrowiej oraz bardziej świadomie jest kupić warzywa u znanego sprzedawcy czy z wiarygodnego źródła, a nawet z własnej ogrodowej uprawy niż podać gotowy produkt ze słoika. One mają atesty, ale nie możesz być pewna co w nich tak naprawdę się znajduje, ale jak czytasz skład to pewnie wiesz, że niektóre nawet posiadają mleko czy śmietanę. Gotować możesz na parze większą ilość, a resztę zamrozić na porcje. Ja tak robiłam przy moich dzieciach. Miałam zawsze dla nich obiadek gotowy, dostosowany do ich wieku i potrzeb. Nie dodawałam soli i Tobie tego nie polecam, bo dziecko jej nie potrzebuje do smaku, tak samo jak innych przypraw. Jedynie dodawałam koperek.
Zdrowie na talerzu - ważne składniki diety
Nie muszę chyba wyjaśniać dosadnie, że są to warzywa i owoce. Ale mówiąc o warzywach warto wymienić te, które są często pomijane, a mają duże wartości odżywcze.
Dynia zwyczajna - ponoć jest lepszą opcją od której rozpoczyna się rozszerzanie diety niemowlaka, porównując z marchewką. Ma w swoim składzie takie witaminy jak: A, B1, B2, B6, C, E, K, niacyne, kwas foliowy i kwas pantotenowy. Zawiera błonnik, który wspomaga trawienie, oraz liczne pierwiastki.
Cukinia - inaczej kabaczek, to odmiana dyni zwyczajnej. Bardzo dobrze tolerowana jest przez osoby z wrażliwym układem pokarmowym, dlatego też jest właściwa dla niemowląt i dzieci. Bogata jest w cenne składniki mineralne takie jak, magnez, potas czy żelazo. Zawiera witaminy: A, B1, B3, C, K.
Natomiast jeśli chodzi o owoce, nie muszę wypisywać jak ważne są dla zdrowia człowieka, a tym bardziej dziecka. Wspomnę tylko, bo większość pewnie nie wie, że podając niemowlakowi jabłko, podczas rozszerzania diety, należy je wcześniej ugotować, oczywiście bez dodatku cukru. Dlatego, że zawiera mniej naturalnego kwasu, który może podrażnić żołądek dziecka i rozluźnić stolce. Natomiast banana nie podajemy gdy dziecko ma zaparcie oraz w dużych ilościach, bo banan ma właściwości zapierające.
Jajko - podczas rozszerzania diety, zaczynamy od żółtka, ugotowanego na twardo, podając co drugi dzień. Kiedy dziecko może dostać już całe jajo, warto pamiętać o tym, aby nadal znajdowało się w diecie dziecka. Ponieważ jajko jest bardzo pożywne. Zawiera m.in kwasy tłuszczowe omega-3.
Kasza jaglana - numer jeden ze wszystkich kasz. Jest cennym źródłem białka, witaminy E i witamin z grupy B, lecytyny, krzemu, magnezu, fosforu, potasu, żelaza i wapnia.
Ma delikatne działanie, dlatego można podać ją dziecku, już po 6 miesiącu życia. Posiada właściwości wspomagające organizm. Uważa się nawet, że jest dobrym lekarstwem przy przeziębieniach. Zmniejsza katar i kaszel oraz rozgrzewa organizm. Jaglanka wspomaga trawienie.
Kasza jaglana - numer jeden ze wszystkich kasz. Jest cennym źródłem białka, witaminy E i witamin z grupy B, lecytyny, krzemu, magnezu, fosforu, potasu, żelaza i wapnia.
Ma delikatne działanie, dlatego można podać ją dziecku, już po 6 miesiącu życia. Posiada właściwości wspomagające organizm. Uważa się nawet, że jest dobrym lekarstwem przy przeziębieniach. Zmniejsza katar i kaszel oraz rozgrzewa organizm. Jaglanka wspomaga trawienie.
Co do picia - co najlepiej podawać dziecku
Nie zdziwi Cię gdy powiem, że to woda? Ona najlepiej gasi pragnienie. Jest bez dodatku cukru, wzmacniaczy smaku i konserwantów. Jest podstawą żywieniową i nie zbędna do życia. Gdy na świat przychodzi dziecko, jest czyste jak łza. Nie zna żadnego innego smaku, poza smakiem mleka. Rozszerzając dietę, uczymy je poznawania i zapamiętywania smaku. Dlatego gdy podasz mu wodę, nie będzie czuło, że coś go omija. Ugasić pragnienie, napije się tyle ile potrzebuje. Natomiast podając sok, herbatkę itp. Poznaje słodki smak, w każdy razie smak, którego nie ma woda. Dlatego chętnie napije się soczku, który w składzie zawiera cukier, a ten powoduje rozdrażnienie, nadpobudliwość i nie zawsze gasi pragnienie a tylko je wzmaga. Bo sok czy herbatka smakuje i dziecko pije nie tyle co z pragnienia, ale dla smaku. A co za tym idzie? Pełen brzuszek, dziecko czuje się syte i obiadku nie chce. Piszę Ci to z własnego doświadczenia. To właśnie ten błąd o którym wcześniej wspomniałam. Podawałam Juniorowi herbatki, soczki, pomimo, że rozcieńczałam wodą, zbierałam tego konsekwencje. Gorzej sypiał, był wszędzie. Nie potrafił usiedzieć na miejscu. Widziałam, że jest bardziej żywy, rozpiera go energia. Potrafił cały dzień co chwila o coś płakać, bo nie umiał się wyciszyć. I wiesz co? Odstawiłam soki, herbaty, podałam wodę, czystą wodę. Moje dziecko się uspokoiło. Zrobiłam ten manewr dwa razy, bo nie chciało mi się wierzyć, tak jak Tobie, że ma to wpływ na zachowanie dziecka. Wiedziałam, że to błąd i córce od urodzenia podaję wodę. Jeżeli sok co zdarza się rzadko, zawsze dolewam wody.
___________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)Dzieci różnią się od siebie czasem niesamowicie. Gdy na świat przyszedł Junior, nie zdawałam sobie sprawy, z czym tak naprawdę wiąże się kolka niemowlęca. Pomijając, że jego sen był totalnie do dupy i w nocy nie spał po nawet trzy godziny, ale nie płakał. Nigdy na tyle bym mogła powiedzieć, że kolka to zmora. Owszem zdarzały się one, ale były delikatne. Gdy nie mógł zasnąć i popłakiwał, w końcu puścił bąka i w sekundzie spał. Tak wiem, takie kolki to jak marzenie.
Ale dostałam dopiero w kość, tak naprawdę gdy na świecie pojawiła się Maja. Od początku była delikatna na niemal wszystko. Karmiona mą piersią, a kolki potrafiły się jej złapać mocno i ostro. W końcu, żyłam na ryżu z białym sosem, kawie ince i jałowym jedzeniu, lekkim, nie wzdymającym. Mleka miałam ogrom, co doprowadzało mnie do furii. Przyszedł moment gdzie, nawet magiczny cycek nie dawał sobie rady. Musiałam sięgnąć po domowe sposoby i specyfiki.
Jak radzić sobie z kolką niemowlęcą?
Ta to potrafi złapać bez żadnego uprzedzenia. Jeżeli jest silna, nie odpuści bez pomocy leków. Ale po kolei. Gdy moje dzieci męczyły się z kolką niemowlęcą, mniej lub bardziej. Zawsze robiłam masaż brzuszka. Potem delikatnie uginałam kolana, też do brzuszka, po parę razy. Uginałam nogi, następnie je prostując, powtarzając średnio do pięciu razy. Widziałam, że sprawia im to ulgę. Oczywiście każdego dnia leżeli sobie na brzuchach, tyle ile mieli na to ochotę, choć Maja leżała częściej niż Junior, bo rehabilitacja tego wymagała. Z pomocą szły także, pieluchy tetrowe nagrzane, lub po prostu tetrówki namoczone ciepłą wodą. Poza tym podczas każdej kąpieli, tetrówka spoczywała na brzuchatce Mai.
Gdy jednak skręcało ją nadal, podawałam i podaje do dziś espumisan 100. Z ręką na sercu, mogę powiedzieć i polecić. To uratowało Maje od częstego bólu brzuszka, a mi pozwoliło odetchnąć z ulgą. Stosuje go do dzisiaj, bo do dzisiaj miewa kolki. Głównie jak nie tylko, nocą. Taki wrażliwy brzuszek się jej trafił ;) Potrafi wiercić się w łóżku tak długo, aż powietrze z niej zejdzie. Często mam zaszczyt, że przy moim nosie się to dzieje.
Witaj kochana. Dzisiaj chce Ci przedstawić różnice między cesarskim cięciem z konieczności a z wyboru. Cały ten wpis oparty będzie na moich własnych doświadczeniach i z mojej perspektywy. Obydwa moje porody skończyły się cięciem cesarskim. Pierwsze cięcie było z konieczności, drugie z wyboru.
Cesarskie Cięcie z konieczności
Gdy byłam w pierwszej ciąży, myśl o cesarskim cięciu była dla mnie odległa. Po tym co przeczytałam w mamusiowej gazecie. Choć strach przed porodem naturalnym był wielkim, nie dopuszczałam myśli o cięciu. Ale jak zawsze albo jak często mi się to zdarza, życie weryfikuje moje plany, czasem dość mocno. Gdy dwa dni po terminie pojechałam do szpitala na kontrolne, umówione wcześniej z lekarzem KTG, nie myślałam, że dowiem się iż rodzę. Tak jak zostałam podpięta o godz czternastej, tak dziesięć minut później lekarz poinformował mnie, że zapis będzie dłuższy bo wychodzi na to, że rodzę! Wszystko było dobrze do momentu kiedy po godzinie dziewiętnastej na USG wyszło, że Junior ma za mało wód płodowych. Lekarz zdecydował, że nie ma na co czekać. Przebijamy pęcherz i rodzimy. Bardziej szczegółowy opis możesz znaleźć w tym wpisie.
Gdy po dwunastej w nocy, poród nie postępował, a KTG wskazywało, za niskie tętno mojego syna, jedna z położnych ściągnęła mojego lekarza z domu, który o wpół do drugiej w nocy, poinformował mnie, że tętno syna spada, jest na granicy i nie możemy czekać. Trzeba ciąć. W tym całym zamieszaniu, amoku, pokiwałam tylko głową, że nie mam nic przeciwko. Z opowiadań mojej mamy wiem, że położne i lekarze biegali po oddziale. O godzinie drugiej w nocy znalazłam się na sali operacyjnej. Dostałam znieczulenie i padłam jak kłoda. Druga zero osiem, zaczęło się cięcie, a po trzech minutach byłam już mamą i słyszałam płacz swojego syna. Na całe szczęście, dzięki szybkiej reakcji mój syn nie miał poważnych zmian zdrowotnych. Dostał dziesięć na dziesięć punktów agar.
Cięcie w tej sytuacji uratowało jego zdrowie i życie. Brak wód płodowych lub z byt mała ilość może spowodować uduszenie się dziecka, dlatego tętna syna spadło. Jak widzisz, wszystko działo się nagle. Ja do końca nie byłam świadoma tego co się dzieję. Miałam wrażenie, że stoję obok i się tylko przyglądam.
Cesarskie Cięcie z wyboru
Jeżeli pierwszy poród miałaś poprzez cesarskie cięcie, masz prawo wyboru jak chcesz rodzić drugie dziecko. Przy przyjęciu na oddział, zapytają Ci się czy zgadasz się na poród naturalny. Możesz odmówić, bez podawania przyczyny. Ty decydujesz, ale zdania zmienić nie możesz po podpisaniu dokumentów, chyba, że po rozmowie z lekarzem w szpitalu.
Ja wybrałam świadomy poród poprzez cesarskie cięcie. Wytłumaczę Ci dlaczego.
W pewnym momencie mojej drugiej ciąży, kiedy brzuszek robił się pokaźny, lekarz prowadzący oznajmij mi, że blizna po cesarskim cięciu jest cienka. Pytając co dalej, co się z tym wiąże jakie mogą być skutki. Dowiedziałam się, że podczas porodu naturalnego, w momencie silnych skurczy macicy, blizna może pęknąć. A to niosło za sobą poważne skutki. Po tej informacji wiedziałam, że nie ma innej opcji jak następne cesarskie cięcie. W 37 tygodniu ciąży, zostałam skierowana do szpitala, z podejrzeniem hipotrofii płodu. Lekarz zapewnił mnie, że nie wyjdę już ze szpitala bez dziecka, tak twierdził prowadzący moją ciąże. Jednak gdy już na oddziale zostałam zbadana i monitorowana, wcale nie wyglądało na to, że szybko ujrzę swoją wymarzoną córkę. Minęło pięć dni, długich dni zanim zostałam ponownie cięta. Dlaczego tak długo? Cesarski nie wykonuje się na życzenie. Nie zaleca się jej wykonywać na widzimisię, dlatego iż jest ona niebezpieczna dla matki i dziecka. Dlatego musiałam tyle czekać, czekać na jakąkolwiek czynność skurczową mojej macicy. Nie mogli wykonać u mnie indukcji porodu. Pozostawało tylko czekać i monitorować stan dziecka i skurczy. Po trzech dniach wykonano mi masaż szyjki, cholera jakie to jest naprawdę nie przyjemne i bolesne uczucie. Ale to dało nie wielki rezultat, czop tylko delikatnie zaczął mi odchodzić. W czwartym dniu usłyszałam, że nic się nie dzieję więc planują puścić mnie do domu. Wtedy moje nerwy i emocje wzięły górę. Nie jadłam nic mają nadzieję, ze dnia następnego coś się zmieni, że mój organizm ruszy i będzie możliwe wykonanie cięcia cesarskiego. Rano dnia następnego, czyli piąty dzień pobytu w szpitalu. Poszłam na badanie. Lekarka badając nas, zastanawiała się co robić dalej. Czy puścić nas do domu czy zostawić. Wtedy przytoczyłam jej słowa, lekarza który badał mnie w szpitalu jako pierwszy po przyjęciu. Obiecał mi, że gdy skończę 38 tydzień ciąży, który przypadał na dzień następny. Wykonają cięcie. Wręcz ubłagałam lekarkę, mówiąc, że poprzednie KTG zarejestrowało mocne skurcze i mam nawet zdjęcie w telefonie. Zdziwiła się, że nie widziała tego zapisu. Po badaniu odesłała mnie do pokoju, zlecając jeszcze jedno KTG, Na którym skurcze były już bardziej regularne, Po tym zapisie, zawiedziona zabrałam się za śniadanie. Na to wpadła położna mówiąc
- Pani K...... jadła coś Pani? odpowiedziałam, że właśnie się zabieram, bo nie jadłam nic od wczoraj. Wykrzyknęła - Niech Pani nie je, będzie dzisiaj Pani cięta. Czekamy na telefon z porodówki. Pójdzie Pani po skończonych operacjach, po piętnastej godzinie.
Moja radość nie miała granic. Zadzwoniłam i poinformowałam męża i mamę. Spakowałam się.
Przyszła położna, zabierając mnie na badania EKG. Następnie założono mi wenflon. Położna mnie ogoliła. Dała zielony fartuszek i kazała wziąć prysznic. Potem przyszła założyć mi cewnik. Podłączyła kroplówkę nawadniającą. W tym czasie przyszła położna z oddziału noworodkowego, aby wypisać ze mną, książeczkę zdrowia mojej córki. Po tym wszystkich leżałam, na sali czekając aż po mnie przyjdą. Usłyszałam telefon na oddziale. Wpadła położna ze słowami - Kotuś, to już, jedziemy. W locie zadzwoniłam do rodziny, że już jadę na salę operacyjną. Wcześniej niż planowano. Gdy położyłam się na łóżku, na którym zostałam zawieziona na sale operacyjną, trzęsłam się cała z nerwów. Nie mogłam tego powstrzymać. Strach był ogromny. Na samo wspomnienie, mam łzy w oczach. Wspomnienia wracają, jednak czas nie spowodował, że podchodzę do tych wspomnień inaczej. Nadal oczy robią się mokre.
Serce miałam wrażenie, że mi wyskoczy. Świadomość, że za około godzinę ujrzę córkę i zakończy się ten wspaniały stan ciążowy, powodowała tak silne emocje, że ukradkiem łzy ciekły po mojej twarzy. Jechałam windą w dół, przekazały mnie położne przed wejściem na sale. Nagle zostałam sama, bez tych ciepłych i serdecznych kobiet. Poczułam przerażające zimno na sali operacyjnej. Przenieśli mnie na łóżko na którym wykonywali operację. Leżałam chwile, która była dla mnie wiecznością. Widziałam w odbiciu lampy swoje gołe ciało, od brzucha w dół. Wszyscy mogli oglądać moją pochwę i wystający z niej cewnik. Czułam się tak strasznie jak nigdy. Na sali było sporo osób, dwóch ginekologów wykonujących cięcie, asysta, położne, anestezjolog i Bóg wie kto jeszcze. Jednemu z lekarzy się śpieszyło, dopytywał anestezjolog czy już mogą ciąć. Ona jednak skwitowała go, że to nie jest nagłe cięcie i mają czas. Nie wiem ile dokładnie trwało zanim przestałam mieć czucie od pasa w dół. Dla mnie wtedy każda chwila była bardzo długa. Do palca podłączyli mi ciśnieniomierz. Dotykając swoje uda, czułam nie przyjemne uczucie obcego ciała.
Ten niecierpliwy lekarz na rozpoczęcie operacji, rzekł - ta to jeszcze taka chuda... Poród się rozpoczął.
Stała obok mnie kobieta, na wysokości mojej głowy, która widziała mnie i to co robią lekarze. Ciepłym spokojnym głosem mnie uspokajała, mówiąc, że za chwile będzie po wszystkim. Padły słowa jednego z lekarzy, wyciągamy go. Wystraszyłam się, że to jest syn, ale określenie lekarza tyczyło się nie do płci, ale do płodu. Poczułam ucisk pod mostkiem. A za chwile najpiękniejszy krzyk mojej córeczki, po nim krzyki lekarzy. Jaka płeć? Żeńska, jaka? Żeńska! Godzina? (...)
Płakałam razem z Maszką. Moje ciśnienie skakało. Kobieta stojąca obok, zapewniła mnie, że za chwile pokarzą mi córkę i będę mogła ją pocałować. Po czym zabiorą ja na badania. Tak też się stało, ją zabrali a mnie zszywali. Poniekąd czułam się jak we filmie. Sala, ta cała atmosfera, łudząco przypominały scenę z filmu. Operacja się zakończyła, a mnie w lekkim szoku odwieziono na sale pooperacyjną, gdzie w drodze złapała mnie mama, która radośnie mówiła, że widziała Majuszke jak ją wiozą na oddział. Mąż był z synem w domu. Mama zdążyła dopiec do szpitala w momencie kiedy operacja już trwała.
Wszystko skończyło się dla nas dobrze. Pewnie widzisz znaczącą różnice miedzy tymi dwoma cięciami. Rodziłam w innych szpitalach, dlatego tez pewne przygotowania i procedury po operacyjne się różnią. Dla większej jasności wypisze je kolejno.
Serce miałam wrażenie, że mi wyskoczy. Świadomość, że za około godzinę ujrzę córkę i zakończy się ten wspaniały stan ciążowy, powodowała tak silne emocje, że ukradkiem łzy ciekły po mojej twarzy. Jechałam windą w dół, przekazały mnie położne przed wejściem na sale. Nagle zostałam sama, bez tych ciepłych i serdecznych kobiet. Poczułam przerażające zimno na sali operacyjnej. Przenieśli mnie na łóżko na którym wykonywali operację. Leżałam chwile, która była dla mnie wiecznością. Widziałam w odbiciu lampy swoje gołe ciało, od brzucha w dół. Wszyscy mogli oglądać moją pochwę i wystający z niej cewnik. Czułam się tak strasznie jak nigdy. Na sali było sporo osób, dwóch ginekologów wykonujących cięcie, asysta, położne, anestezjolog i Bóg wie kto jeszcze. Jednemu z lekarzy się śpieszyło, dopytywał anestezjolog czy już mogą ciąć. Ona jednak skwitowała go, że to nie jest nagłe cięcie i mają czas. Nie wiem ile dokładnie trwało zanim przestałam mieć czucie od pasa w dół. Dla mnie wtedy każda chwila była bardzo długa. Do palca podłączyli mi ciśnieniomierz. Dotykając swoje uda, czułam nie przyjemne uczucie obcego ciała.
Ten niecierpliwy lekarz na rozpoczęcie operacji, rzekł - ta to jeszcze taka chuda... Poród się rozpoczął.
Stała obok mnie kobieta, na wysokości mojej głowy, która widziała mnie i to co robią lekarze. Ciepłym spokojnym głosem mnie uspokajała, mówiąc, że za chwile będzie po wszystkim. Padły słowa jednego z lekarzy, wyciągamy go. Wystraszyłam się, że to jest syn, ale określenie lekarza tyczyło się nie do płci, ale do płodu. Poczułam ucisk pod mostkiem. A za chwile najpiękniejszy krzyk mojej córeczki, po nim krzyki lekarzy. Jaka płeć? Żeńska, jaka? Żeńska! Godzina? (...)
Płakałam razem z Maszką. Moje ciśnienie skakało. Kobieta stojąca obok, zapewniła mnie, że za chwile pokarzą mi córkę i będę mogła ją pocałować. Po czym zabiorą ja na badania. Tak też się stało, ją zabrali a mnie zszywali. Poniekąd czułam się jak we filmie. Sala, ta cała atmosfera, łudząco przypominały scenę z filmu. Operacja się zakończyła, a mnie w lekkim szoku odwieziono na sale pooperacyjną, gdzie w drodze złapała mnie mama, która radośnie mówiła, że widziała Majuszke jak ją wiozą na oddział. Mąż był z synem w domu. Mama zdążyła dopiec do szpitala w momencie kiedy operacja już trwała.
Wszystko skończyło się dla nas dobrze. Pewnie widzisz znaczącą różnice miedzy tymi dwoma cięciami. Rodziłam w innych szpitalach, dlatego tez pewne przygotowania i procedury po operacyjne się różnią. Dla większej jasności wypisze je kolejno.
Procedury szpitalne, zależne od danej placówki
Szpital w którym rodziłam Juniora, będę oznaczać jako A, szpital w którym rodziłam Maszke, jako B.
a) Cewnik założono mi tuż przed operacją, ale wyciągnęli go od razu po operacji.
b) Cewnik założono mi, gdy już byłam nawadniania i praktycznie gotowa do operacji. Po porodzie
cewnik miałam jeszcze przez kilkanaście godzin, do momentu kiedy nie przeszłam na zwykłą sale.
a) Po operacji dostawałam morfinę i paracetamol. Po morfinie nie czułam bólu obkurczania macicy. Ogólnie ból był umiarkowany. Dostawałam leki na wyciszenie by móc spać spokojniej.
b) Dostawałam tylko ketonal w kroplówce na zmianę z paracetamolem. Czułam ból, cholerny chwilami. Gorzej zniosłam pierwsze 2 doby.
a) Dziecko dostałam tylko na własną prośbę w obecności kogoś z odwiedzających. Na stałe dziecko dostałam po tym jak przeniesiono mnie na zwykłą salę. Na jedną noc, mogłam oddać je na oddział noworodkowy. Tak też zrobiłam, bo nie czułam się na siłach by wstawać. Musiałam zebrać siły.
b) Dziecko dostałam po 5 godzinach od operacji na karmienie i tulenie. Mogłam mieć ją tak długo jak chciałam. Łóżka były zabezpieczone barierkami. Córka mogła ze mną być na zwykłej sali przez cały pobyt obok mnie w łóżku.
a) Wypuszczono nas do domu po 3 dobach.
b) Wypuszczono nas do domu po 4 dobach, dlatego, że wcześniej byłam na patologii ciąży. Normalnie leży się 6 dób po cesarskim cięciu.
Cesarskie Cięcie na życzenie jest nie wskazane
Jak widzisz moja druga cesarka przebiegła zupełnie inaczej niż pierwsza. Nie mogła zostać wykonana dopóki macica nie podjęła czynności skurczowej, na tyle silnej i regularnej, aby dziecko dostało sygnał, że już czas do przyjścia na świat. Dlatego nie wykonuje się, a raczej nie powinno się wykonywać cięcia. Poród ma za zadanie w pierwszej i w drugiej fazie przygotować do tego dziecko. Dać mu sygnał, że to już czas, aby zacząć żyć poza organizmem matki. W momencie wykonania cięcia bez jakiejkolwiek czynności skurczowej, dziecko nie ma pojęcia o tym, że za chwile opuści ciepły maminy domek. Nie jest na to przygotowane. Zostaje nagle wyrwane z bezpiecznego ciepłego miejsca. Może nie podjąć od razu czynności życiowych poza łonem matki. Możesz myśleć sobie co za bzdura. Opowiem Ci krótką historie.
Małżeństwo ginekologów spodziewało się pierwszego dziecka. Żona nie chciała rodzić naturalnie, wolała mieć wykonane cesarskie cięcie. Mąż przystąpił na jej prośbę. W dniu kiedy termin ciąży dobijał końca, wykonali cesarskie cięcie, bez wcześniejsze indukcji porodu. Dziecko urodziło się bez, funkcji życiowych, bo nie zaczerpnęło pierwszego wdechu powietrza, który rozszerza płuca i powoduje, że dziecko wydaje swój pierwszy dźwięk, czyli głośno płacze.
W pierwszej ciąży słyszałam, że kobiety masowo chcą rodzić przez cesarskie cięcie. Ja sama żałuje, że tak się stało. Gdyby nie te wszystkie komplikacje, zdecydowałabym się na poród naturalny. Teraz miałabym szanse na kolejne dziecko bez obaw, a tak nie mogę mieć więcej dzieci w najbliższym czasie i nie wiadomo czy później będę mogła. Mam zrosty na macicy, blizna jest ponoć jeszcze cieńsza. Gdybym teraz zaszła w kolejną ciąże, nie ma szans, że bym ją donosiła. Od drugiego cięcia mija nie długo 17 miesięcy, a ja nadal mam wrażenie jakby blizna byłą jeszcze świeża. Nie tylko podczas miesiączki, ale za każdym razem gdy robię siusiu. Pęcherz się kurczy co wywołuje dziwne wrażenie, do którego już się przyzwyczaiłam.
Jeżeli masz możliwość, spróbuj urodzić naturalnie. Nie wybieraj pochopnie cesarskiego cięcia. Ten tekst nie powstał po to aby nastraszyć Was ciężarówki, ale po to byście wiedziały, że każda operacja cesarskiego cięcia przebiega inaczej i to wcale nie jest lepszy poród niż poród naturalny. Cesarka z konieczności nie jest tak świadomym doświadczeniem jak tak z wyboru. Na mnie odbiło się. Długo dochodziłam do siebie. Wspomnienia powodują wzruszenie, ale też poczucie tego obnażenia się przed osobami obcymi. Ten poród mnie zmienił. (...)













