okna gorzówokna pcv gorzów
Facebook Instagram Google+

Strony

  • Strona główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt

Mama ♥ Dwójki |

  • Strona Główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Macierzyństwo
  • Lifestyle
  • Kulinarnie
  • Porady
Obsługiwane przez usługę Blogger.
dobra chusta na lato

Ten kto mnie czyta od pewnego czasu wie, że moje serce jest bliskie noszeniu dzieci w chuście. Że moje serce się kraje kiedy widzę, jak rodzice nieświadomie pod wpływem mody czy trendu, noszą swoje dzieci niepoprawnie, nie mając o tym pojęcia, że do tego trzeba się przygotować. Odpowiednio przygotować i posiadać jakąś wiedzę na ten temat, aby nie szkodzić maluchowi. O tym jak nie nosić dziecka w nosidle i chuście oraz parę słów w tym temacie znajdziecie w tym wpisie - > klik.
Share
Tweet
Pin
Share
7Komentarzy komentarze

Witajcie! Ostatnio żyje w innym świecie. Świecie powieści After. Tak, gdy już mnie jakaś książka lub jej seria wciągnie, jestem nie obecna w świecie wirtualnym. I też poniekąd realnym, bo tak właśnie zapomniałam o tym, że miałam się wstawić na bezrobocie. Poza tym dzisiaj jest dla mnie dość ważny dzień i dla mojego syna, bo dowiemy się czy dostał się do przedszkola. Jestem strasznie poddenerwowana.
Share
Tweet
Pin
Share
4Komentarzy komentarze


"Owsiki masz w tyłku, że nie umiesz usiedzieć na miejscu? ". Napewno słyszałaś /eś to chociaż raz. Nie bez powodu, wzięło się takie powiedzenie. Otóż napisało je samo życie, albo sam problem.

Dopóki ten problem nie dotyczył mojego dziecka, nie miałam o nim pojęcia, poza tym, że to robaki, które wychodzą z kupą. Jednak jakiś rok temu, gdy opisałam objawy, który mnie niepokoiły, innej mamie, pytając czy jej syn też tak miewa, odpowiedziała mi - Aneta, to prawie pewnie, że Dawid ma owsiki...
- owsiki? Niemożliwe, bo jak? Skąd? I gdzie?

W google wpisałam tylko frazę "zgrzytanie zębami" ( młody tak na nich grał wieczorem, jakby mu się łamały), wyskoczył mi temat, złego zgryzu i owsica. Czytałam, czytałam, czytałam.

Co to są owsiki?


To pasożyty, nicienie, które zamieszkują jelita, atakują wyłącznie ludzi. Samica żyje około czterech tygodni, samiec ginie po zaplemnieniu. Rozmnażają się w dziesiątkach tysięcy, w ciągu kilku godzin. Widoczne w kale są dopiero wtedy kiedy osiągają stadium końcowe, czyli jest ich ogromna ilość. Samica wychodzi na zewnątrz po tym jak zarażony zapadnie w sen. Dlatego wywołuje to świąd i zakłuca spokojny sen.

Objawy owsicy

  • Jednym szczególnym, który zwrócił moją uwagę, pomijając wiek syna, było zgrzytanie zębami. Tak silne, każdego wieczora, a nawet w dzień, że nie szło tego słuchać. 
  • Płacz przez sen. Budzenie się w nocy. Stękanie. 
  • Czerwony odbyt, podrażniony, ciągłe drapanie się w tym miejscu.!
  • Brak apetytu na jedzenie 
  • Domaganie się słodkiego (czego moje dziecko wtedy nie robiło) owsiki żywią się słodyczami. Dlatego też mówi się dzieciom, że gdy będą jeść tyle słodyczy, będą mieć robaki w pupie. 
  • Podkrążone oczy. 
  • Spadek masy ciała. 
  • Osłabiony organizm, czyli słabsza odporność. 
  • W stadium końcowym, inaczej zaawansowanym - pasożyty w kale widoczne gołym okiem. 


Źródło zarażenia - najbardziej podatne są dzieci


Powszechnie, najczęściej w przedszkolu panuje owsica. Można nią zarazić się bardzo łatwo, toteż łatwo i szybko się ją przenosi. Potocznie mówi się o niej "choroba brudnych rąk". Dzieci często biorą ręce do buzi, dotykają tych samych rzeczy, a nawet jedzą po sobie. Bawią się w tym samym pomieszczeniu. Nie myją często rąk. Dziecko, które jest nosicielem owsicy, drapiąc się po pupie, przenosi jaja na dłonie, a dokładnie dostają się pod paznokcie, stamtąd do buzi i lądują w organizmie. Przenoszą jaja na wszystko z czym mają do czynienia. Zabawki, jedzenie, pościel, ręczniki, bielizna. Jaja owsika, które opadły na pościel, ubranie, zabawki, wysychają i unoszą się w powietrzu. Osiadając np. na firankach. Dlatego pozbycie się tego problemu jest uciążliwe i niekiedy trudne.

Leczenie owsicy


Badanie kału najczęściej rozwiewa wątpliwości, ale niestety nie zawsze, owsiki są w nim wykrywane za pierwszym razem. Jeżeli jest możliwość, najlepiej udać się do specjalistycznego laboratorium w tej dziedzinie. Jednak gdy udasz się bez badań, do lekarza rodzinnego z dzieckiem czy sam ze sobą, opisując objawy, a tym samym sugerując, że to mogą być owsiki, odeślą Cię z kwitkiem. Żeby zrobić badania. Przynajmniej takie podejście ma pediatra moich dzieci, dlatego z punktu powiedziałam, że syn ma owsiki. Byłam trzecią matkom z tym problemem, w tym samym dniu. Wiedząc, że leczenie powinni przejść wszyscy w domu, nie dostałam dla nas leku. "Jeżeli nie ma ich w kale, to znaczy, że państwo ich nie mają" - padło z ust lekarza. Tak więc wróciłam do niej po kilku dniach, mówiąc, że fruwają owsiki w mojej kupie ;)

Leki dostępne są wyłącznie na receptę. Dzieci dostają lek o nazwie PYRANTELUM w zawiesinie. Dawkuje się odpowiednią ilość, według wieku i masy ciała, którą oblicza lekarz lub farmaceuta. Podanie leku powtarza się co dwa tygodnie, w trzech dawkach. Osoby dorosłe dostają ten sam lek, ale w formie tabletek, na tej samej zasadzie dawkowania. Jeżeli u dorosłego ten lek nie pomaga, zaleca się ZENTEL oraz VERMOX.
Poza lekami trzeba dbać o higienę, sumiennie! Obciąć paznokcie sobie i dziecku na krótko. Często myć ręce, szczególnie przed posiłkiem. Rano i wieczorem myłam dodatkowo Juniorowi odbyt, od razu po przebudzeniu. Wyparzyć wszystkie zabawki. Uprać wszystko to z czym dziecko miało kontakt. Prasować w wysokiej temperaturze, bieliznę, pościel itp. Wspomagająco przy leczeniu, jada się kiszoną kapustę, kiszone ogórki i czosnek.
Przynajmniej raz w roku powinno się odrobaczać dzieci, szczególnie po sezonie letnim.

Leczenie powinna przejść cała rodzina. Choć z tego co mi opowiadała mama, za jej czasów nie robiono wobec owsików tyle szumu. Moja babcia dała jej tylko leki i po sprawie. Ale ja jednak dostałam małej obsesji, przez to czego się naczytałam ;)


______________________________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)


Share
Tweet
Pin
Share
14Komentarzy komentarze


Nigdy nie pomyślałam o tym, żeby zrobić krzywdę, mojej małej dziewczynce. A jestem dumną jej mamą, już dziewiętnaście miesięcy.

Odkąd wzięłam ją w ramiona, nie przyszło mi do głowy, że "trzeba" jej przebić uszy. Zapomniałam, że robi się takie rzeczy dziewczynkom, a tym bardziej niemowlakom. Przypomniałam sobie o tej panującej modzie, gdy zobaczyłam, że rowieśniczka mojej córki, starsza tylko o dwa tygodnie jako niemowlę wtedy, ma kolczyki! Pomyślałam sobie w duchu "na co jej metal w uszach?". 

Po co przebija się uszy kilku miesięcznym dzieciom? 


Myślałam swoje dalej. W głowie latały mi różne wizję. Pierwsza to ta, że gdy dzieci ząbkują, targają się za uszy. W takim przypadku łatwo o wypadek, lub ból przebitego ucha. Dziecko może je naderwać, zerwać, szarpać. Doskonale wiem, jak moja córka by na ciało obce, zareagowała w swoich uszkach. Ale też wiem, jedną bardzo ważną rzecz - do niczego jej kolczyki w uszach. Nie muszę jej wsadzić w uszy, diamenciku, by była piękną księżniczką. Kocham ją taką jaką jest. Dbam o jej zdrowie i całą resztę, dlatego uszu jej nie przebije, dopóki sama mnie świadomie o to nie poprosi. Bo nadal w głowach wielu matek, widnieje myśl, że dziewczynka musi mieć kolczyki, bo bez nich jest wybrakowana. Im jest taka dziewczynka młodsza, tym bardziej nie zdaje sobie sprawy z faktu, że klejnoty w jej uszach do niczego jej się nie przydadzą, a tylko cieszą oko rodzica, który zapomina o niebezpieczeństwie i bólu na który narażone jest dziecko.

Źródło - smyki.pl


Nie przebijaj uszu swojej córce 


Gabinety kosmetyczne powinny wyjść na przód i każdego potencjalnego rodzica czy ciocie, informować o tym, że przebijanie uszu dzieciom w wieku 0-5 lat, jest nie zdrowe, wiąże się z ryzykiem i niebezpieczeństwem.

A swoją drogą pracując po sąsiedzku czyli we fryzjerstwie wiem, że nie we wszystkich gabinetach dba się szczegółowo o higienę narzędzi, prawidłową sterylizacje i dezynfekcje. Przebijanie uszu jest ingerencją w ciało, w której powstaje rana. Przez którą może dojść do zakażenia. Brzmi strasznie, ale takie są realia. Dlatego do przebijania uszu dziecku, trzeba podejść z głową i rozsądkiem. Pomyśleć o swojej córce, nie o tym, że tak w tych kolczykach będzie jej ładnie. Bo można tylko zaszkodzić i ściągnąć na dziecko np. Alergie na nikiel, który zawarty jest w kolczykach, a niestety nie masz pewności jakie kolczyki dostaje twoje dziecko przy przebiciu uszu, chyba, że sama kupisz te ze stali chirurgicznej. Gdy organizm dziecka zareaguje na zawartość niklu, wywoła to u niego alergie. W przyszłości nie będzie mogła Twoja córka nosić biżuterii, która będzie zawierać ten metal.
I teraz podam Ci pewien przykład.

Pewna ciocia, tak bardzo chciała zastąpić mamę, że bez wiedzy rodziców zabrała dziewczynkę do kosmetyczki, aby przebić jej uszy. Dziewczynka miała kilka miesięcy. Po jakimś czasie, mama zauważyła u niej wiecznie czerwone policzki, które wywoływały świąd. Gdy dziewczynka miała kilka lat, mama zabrała ją na badania, myśląc, że ma alergie na mleko etc. Jednak odstawienie potencjalnych, szkodliwych produktów spożywczych nie pomogło. Dziewczynka do dzisiaj ma takie polika, bo nikt nie pomyślał, że to od kolczyków. Skąd jestem pewna? Testy alergologiczne niczego nie wykazały, kolczyki nosi odkąd miała przebijane uszy, czyli już kilka lat.

Podsumowując - jestem świadoma tego co niesie ze sobą, przebijanie uszu u małych dzieci. Nie uważam tego, za must have, a raczej zachcianke mamusi. Nie chcę nikogo urazić, choć to temat burzliwy. Ale jeżeli jesteś ze mną dłużej, wiesz, że piszę to co myślę, z własnego poglądu na macierzyństwo, z lekkim pryzmatem miłości, bo wszystko przed czym chronie swoje dzieci jest z rozsądku i miłości. Kieruje się wyłącznie ich dobrem, nie swoim. Dlatego, będę twardo stać przy tym, że przebijanie uszu, tym bardziej niemowlakom jest rzeczą złą, niewłaściwą. Możecie się na mnie fochać, nie rozmawiać ze mną, lub przestać lubić. Nie będę wciskać kitów. Ten blog pisany jest właśnie po to, abym mogła wyrazić swoje "inne" zdanie, na wiele tematów w macierzyństwie, bo ja obserwuje, wyciągam wnioski i z dnia na dzień, staje się lepszą mamą, uczę się nie tylko na swoich, ale i cudzych błędach.

źródło zdjęcia otwierającego post - osesek.pl

_______________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)
Share
Tweet
Pin
Share
18Komentarzy komentarze


Przed każdym świętami ogarnia nas szał świąteczny. Zakupy różnego rodzaju, jedzenie, prezenty, ozdoby. Sprzątamy zakamarki mieszkań. Odwiedzamy rodziny, znajomych. I zamiast dać na luz, tak jak obiecujemy sobie co roku, dokładamy sobie więcej zajęć, więcej potraw. Bierzemy na barki więcej niż jesteśmy wstanie zrobić. A dni świąteczne mijają jeden po drugim, jak z bicza strzelił. Czujemy się wypompowane.

Dałam na luz 


Może tak nie do końca, bo w wielki czwartek malowałam kuchnie, jakoś wielce dużo do malowania nie miałam, bo większą część zrobiłam przed świętami Bożego Narodzenia. Ale skakałam po meblach, wyginałam się i zakwasy wczoraj mi wyszły.



No cóż, robota w domu sama się nie zrobi, ale dałam na luz. Miałam takiego lenia, że w wielki piątek poszłam tylko po zakupy. Odwiedziłam centrum handlowe, z nadzieją kupienia sobie coś nowego do ubrania, bo w lany poniedziałek jedziemy do rodziny i chce dobrze się czuć, dobrze wyglądać. Choć robota nie paliła mi się w rękach, zrobiłam tylko to co musiałam. Wiecie, normalne porządki. Ogarnięcie łazienki, kurze i podłogi. No, jeszcze pranie wszystkie zrobiłam, a w sumie to pralka. Ja ograniczyłam się do powieszenia, gdzie córka mi dzielnie pomagała :)

Owszem gotowała moja mama, za co jej dziękuję. Choć ugotowała tylko żurek i zrobiła sałatkę. Ja za to miałam urwanie głowy z dziećmi. Maja jest w okresie buntu. Jest ciężko, ale trzymam rękę na pulsie. Przejdziemy przez to bez rozpieszczania :). Wracając do gotowania, robimy tylko to co będziemy jeść i na co mamy ochotę. Wszystko na luzie.


Dosyć o mnie, teraz trochę o social mediach 


Szaleństwo panuje nie tylko w sklepach i w domach, ale też w sieci. Setki zdjęć z życzeniami, z prezentami, koszyczkiem do święconki itp. Okres świąt na facebook'u jest nudny i wkurzający. Ile możemy oglądać te zachwyty nad prezentami? Posty o tym co się od kogo dostało, gdzie było i z kim było. Od razu widać kto żyje światem wirtualnym, zamiast skupić się na tym realnym.

Dlatego my... 


... Wielkanoc spędzamy w domu. Na luzie. Marzy mi się fajny, rodzinny film. Czas z rodziną bez telefonu, bez Facebooka. Naładowanie akumulatorów, rozkoszowanie się jedzeniem. Totalna laba, by w poniedziałek z uśmiechem i radością odwiedzić rodzinę. Bo święta to czas, kiedy znajdujemy chwilę by odwiedzić najbliższych czy znajomych.

Dłużej nie będę Was męczyć.

Na koniec chce życzyć Wam, spokojnych, radosnych świąt Wielkanocnych, na luzie ;) Mama Dwójki z rodziną :) 


____________________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)


Share
Tweet
Pin
Share
2Komentarzy komentarze

To co dzisiaj napisze, wielu z pewnością się nie spodoba. Dlatego, że niemal prawie 80% rodziców, szczególnie tych pierworodnych popełnia te błędy i nie widzi w nich nic złego, choć skutki wyjdą dopiero po czasie. Jeżeli jesteś ze mną od jakiegoś czasu, to wiesz, że nie owijam w bawełnę i nie dmucham na swoje dzieci. Jako pierworódka też popełniłam, nie które z tych błędów. Ale gdy tylko doszło do mnie, że źle robię, przestałam. I przy drugim dziecku tego nie robiłam.

Dzisiaj we wpisie znajdziecie odpowiedzi specjalisty. Ale wpierw kilka słów o Pani Monice.

mgr Monika Młoda – Terapeuta NDT-Bobath
Jest absolwentką studiów magisterskich Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Od kilku lat zajmuje się rozwojem oraz rehabilitacją noworodków, niemowląt i dzieci. Oprócz rehabilitacji dzieci zajmuje się również integracją sensoryczną.

Stronę, którą prowadzi Pani Monika na facebook’u BabyFizjo zaczęłam obserwować jakiś czas temu. Można znaleźć tam, informacje o rozwoju dziecku, czego nie powinno się robić i jak to wpływa na rozwój malucha. Bardzo wiele pożytecznych informacji! Babyfizjo ma także swoją osobistą stronę internetową (link) na której możecie dowiedzieć się czym dokładnie zajmuje się Pani Monika, jak pomaga dzieciom i ich rodzicom. A także więcej informacji o niej samej. Wypowiedzi Pani Moniki będą zawarte jako cytat.

Na początek od Pani Moniki:

"Z punktu widzenia fizjoterapeuty najważniejszy jest rozwój ruchowy dziecka. Dla niektórych to co teraz napisze może być zaskoczeniem, a dla niektórych oczywistością. Mam namyśli, że rozwój mowy, intelektualny zawsze idzie w parze z rozwojem ruchowym. Nie może następować rozwój ruchowy bez rozwoju intelektualnego i odwrotnie.
W każdym domu niezbędna jest przestrzeń dla dziecka. Dlatego każde dziecko powinno mieć matę, dywan albo puzzle piankowe na których będzie mogło uczyć się nowych umiejętności. Zabawy podłogowe to prosta i najlepsza stymulacja rozwojowa dla dziecka i jednocześnie fajna aktywność ruchowa – również dla rodziców."

5 błędów, które popełniasz w opiece nad swoim dzieckiem:

1. Sadzasz dziecko, które jeszcze samo nie siedzi. 

Widok dwumiesięczniaka czy trzymiesięcznego dziecka podpartego poduszkami, w krzesełku lub huśtawce, jest porażający. Dziecko samo wie kiedy jest wstanie, usiąść samodzielnie. Do tego wyczynu musi się wpierw przygotować. Wzmocnić swoje mięśnie, które trenuje gdy leży na brzuszku. I tylko ta pozycja jest właściwa przez pierwsze miesiące, poza leżeniem plackiem.

"Kiedy dziecko usiądzie samodzielnie ? Te pytanie nurtuje większość rodziców. Wiadomo, że każde dziecko jest inne i podchodzimy do każdego dziecka indywidualnie. Jeżeli dziecko będzie gotowe to samo usiądzie. Najczęściej z pozycji czworaczej albo z pozycji amfibii. Dlatego Wasze dziecko będzie siadać wtedy kiedy osiągnie najpierw te umiejętności. Zazwyczaj średnio dzieje się to około 8 miesiąca życia.
Zapamiętajcie….Po pierwsze - nie podpieramy dziecka poduszkami, żeby siedziało. Po drugie, nie wolno trzymając dziecko za rączki ciągnąć je do pozycji siedzącej. I po trzecie, nie sadzamy dziecka na swoich kolanach opierając jego plecy o swój brzuch i w krzesełkach. Wszystkie te przykłady to siad bierny na który dziecko nie jest jeszcze gotowe. Rodzice często tłumaczą sadzanie dziecka na nogach tym, że ono to lubi bo się uspokaja i obserwuje otoczenie. Tak, to prawda dziecko uwielbia pozycje wyższe i pozycja siedząca jest dla niego bardzo atrakcyjna, ale możemy wyrządzić mu wiele szkody jeżeli będziemy sadzać je za wcześnie, ponieważ jego układ mięśniowo-kostno-stawowy nie będzie gotowy."

2. Przyspieszasz naukę chodzenia. 

Czy za ręce czy w chodziku. Mylną opinią jest fakt, że nie każde dziecko musi raczkować. Jest to etap rozwoju, który przygotowuje dziecko do samodzielnej nauki chodzenia. Wzmacnia mięśnie pleców oraz nóg na których twoje dziecko później stanie. Wcześniejsze wymuszenie chodu na dziecku, powoduje pominięcie czworakowania lub znacznie je opóźnia.


"Dziecko najpierw wstaje w łóżeczku albo przy meblach, potem chodzi przy nich bokiem, czasami chodzi i trzyma się jedną ręką następnie puszcza się i stoi w miejscu, a na koniec robi samodzielnie pierwsze kroki. Okres między momentem kiedy dziecko spionizuje się a chwilą kiedy zacznie w pełni samodzielnie chodzić jest na ogół spory. Oczekuje się, że do 18 miesiąca życia każde dziecko powinno zacząć samodzielnie chodzić. "



3. Zbyt często korzystasz z leżaczka. 

Jest to gadżet, który ma matkom pomóc. Jak wszystkie inne, ale także szkodzi. Dziecko w nim przyjmuje złą pozycje. Kręgosłup zamiast być w prawidłowym ułożeniu jest wygięty w łuk. Co powoduje zaokrąglone plecy u malucha. Dlatego w żadnym wypadku nie wolno zostawiać dziecka w leżaku podczas snu. Jeżeli musisz z niego korzystać, to korzystaj, ale z głową. Tym bardziej, że maluch który nie siedzi, nie potrzebuje siedzieć, by się czymś zainteresować. Lepszą opcją jest, aby leżał we wózku na płasko, gdy ty jesteś zajęta. Tym sposobem, maluch nie będzie zmęczony pozycją pionową i ograniczeniem ruchu.

4. Zakładasz buty na wyjście a także w domu. 

Wybacz moją szczerość, ale dwumiesięczne niemowlę nie potrzebuje butów! Do momentu, aż nie zacznie samodzielne chodzić, są zbędne. Hamują naturalny rozwój stopy i jej swobodny ruch.

"Większość rodziców śpieszy się do zakupu butów jeżeli dziecko podejmuje pierwsze próby wstawania w łóżeczku. A to jest jeszcze daleka droga do wizyty w sklepach z butami dla dzieci.
To teraz kiedy kupić buty ? Buty kupujemy wtedy, kiedy zamierzamy z dzieckiem wyjść na pierwszy samodzielny spacer. Nie ma sensu kupowanie butów dziecku, które na spacerze siedzi tylko w wózku, ponieważ buty nie są tanie, a dziecku bardzo szybko rośnie stopa. Takie zakładanie butów dziecku niczemu nie służy, a nawet nie jest wskazane. W większym stopniu jest to kwestia wizualna rodzica - dziecko ładnie ubrane od stóp do głów wydaje się większe i „doroślejsze”.
Dziecko w domu musi najczęściej przebywać boso albo w skarpetkach antypoślizgowych. Wtedy jego stopa pracuje aktywnie i ma szansę się wzmocnić i przygotować do chodzenia. A co z dziećmi, które za wcześnie zaczęły wstawać albo nie przygotowały sobie stóp do przeniesienia ciężaru ciała na stopy i mocno je koślawią ? Wtedy tym bardziej nie zakładamy butów ? To, że stopa wtedy będzie ładnie wyglądać nie spowoduje, że mięśnie zaczną lepiej pracować albo, że stopa w butach pracuje i będzie prawidłowo się układać. W takiej sytuacji musimy tym bardziej dać dziecku czas, które jak najwięcej powinno doświadczać różnorakiego podłoża bez butów. Tylko wtedy damy możliwość stopie wypracowania mechanizmów i wzmocnienia
."

5. Zimny chów – znasz to określenie? 

Nie noś, bo przyzwyczaisz. Zostaw niech się wypłacze. Słyszałaś to? Dzieci potrzebują bliskości rodzica. Nie tylko wtedy gdy płaczą, mają się źle czy są chore. Ząbkują, mają kolki. Potrzebują naszego ciepła zawsze, nawet gdy się złoszczą, źle zachowują czy mają atak histerii. Poprzez czułość dajemy im poczucie bezpieczeństwa. Wiedzą, że mogą na nas polegać, że kochamy je pomimo tego jakie są. Dobre słowo czyni więcej niż Ci się wydaje.

Mam nadzieję, że dzisiaj rozwiałam Ci pewne wątpliwości czy też nieco zmieniłam wspólnie z Panią Moniką, pogląd na ważne aspekty bezpiecznego rozwoju Twojego malucha.



_____________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)


Share
Tweet
Pin
Share
17Komentarzy komentarze

Ostatni wpis o rozszerzeniu diety, który przeczytasz TUTAJ, wspominał o kaszy jaglanej. Dzisiaj przedstawię Ci prosty przepis na placki z kaszą jaglaną. Wiek dzieci 9+ miesięcy.

Składniki:


  • Kasza jaglana 
  • Jajko
  • Mąka pszenna
  • Mleko 
  • Starte jabłko lub ugotowane warzywa dynia, cukinia, marchew
Wykonanie:

Kasze jaglaną gotujemy, ilość według uznania, ja zawsze robię na oko. Średnio kasze gotuje się 15 min. Ja Pod koniec dodaje jeszcze łyżeczkę osełki. Jeżeli jest to wersja także dla dzieci lub tylko dla dzieci nie solimy. Gdy kasza się ugotuje, odstawiamy do ostygnięcia. Następnie zabieramy się za ciasto, jak mogłaś się domyśleć jest to ciasto na naleśniki, jedni dodają do niego także wody, ja pomijam ten krok, dlatego, że tyle wersji na ciasto naleśnikowe przerobiłam, że trzymam się swojego. Do miski wlewamy mleko, jego ilość zależy od tego ile chcesz uzyskać ciasta. Następnie jajko i mąkę. Mieszamy do jednolitej konsystencji. Dodajemy kasze jaglaną, gdy ostygnie. Możemy wszystko zblendować, ale nie trzeba. Na koniec dodajemy dodatek w postaci startego jabłka lub wcześniej ugotowanych wspomnianych warzyw. Oczywiście można pominąć dodatki, wszystko według uznania :). Smarujemy patelnię odrobiną oliwy, smażymy do zarumienienia.



Smacznego!

___________________________________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)
Share
Tweet
Pin
Share
15Komentarzy komentarze


"W dzisiejszych czasach żywność nas zabija" - tak usłyszałam z odbiornika telewizyjnego dzisiejszego ranka. Od razu do głowy przyszło mi to, jak nie zwraca się uwagi na dietę naszych dzieci. Gdy nasze niemowlę wkracza w magiczny czas rozszerzania diety, niemal 80% matek sięga bo schematy otrzymane od pediatry lub te które znajdzie w internecie, dokładnie kreując dietę dla swojego dziecka. Inne natomiast lecą z czym popadnie, nie czytając składu, tylko jak twierdzą "ja jem i mi nic nie jest, więc dziecku też nie zaszkodzi". Zapominając o tym, że gdy dziecko przychodzi na świat jego żołądek jest wielkości, jego zaciśniętej piąstki, dlatego też dzieci jadają tak często w małych ilościach. Ale i tu jak chodzi nawet o samo mleko, robią eksperymenty i poszerzają żołądek swojego dziecka. Bo w ich rozumowaniu, dziecko płacze to jest głodne.

Gdy byłam w ciąży z Juniorem wiedziałam, że będzie jadł zdrowo. Moje założenie było takie, aby do ukończenia trzeciego roku życia nie znał smaku słodyczy, soli i przypraw. Robiłam wielką wojnę w rodzinę gdy chcieli podać mu ciasteczko, którego moje dziecko nigdy nie miało w ustach. Trzymałam się swoich zasad, dopóki życie ich nie zweryfikowało. Popełniłam jedyny błąd, który popełniają rodzice w znacznej części, ale o tym będzie w dalszym tekście.

Gotuj sama, nie kupuj gotowca 


Nie przekona mnie twierdzenie, że wolisz podać słoiczek na pierwsze rozszerzanie diety, niż gotować małą ilość, bo nawet tak się nie da. Lepiej i zdrowiej oraz bardziej świadomie jest kupić warzywa u znanego sprzedawcy czy z wiarygodnego źródła, a nawet z własnej ogrodowej uprawy niż podać gotowy produkt ze słoika. One mają atesty, ale nie możesz być pewna co w nich tak naprawdę się znajduje, ale jak czytasz skład to pewnie wiesz, że niektóre nawet posiadają mleko czy śmietanę. Gotować możesz na parze większą ilość, a resztę zamrozić na porcje. Ja tak robiłam przy moich dzieciach. Miałam zawsze dla nich obiadek gotowy, dostosowany do ich wieku i potrzeb. Nie dodawałam soli i Tobie tego nie polecam, bo dziecko jej nie potrzebuje do smaku, tak samo jak innych przypraw. Jedynie dodawałam koperek. 

Zdrowie na talerzu - ważne składniki diety


Nie muszę chyba wyjaśniać dosadnie, że są to warzywa i owoce. Ale mówiąc o warzywach warto wymienić te, które są często pomijane, a mają duże wartości odżywcze.

Rozszerzanie diety niemowlaka


Dynia zwyczajna - ponoć jest lepszą opcją od której rozpoczyna się rozszerzanie diety niemowlaka, porównując z marchewką. Ma w swoim składzie takie witaminy jak: A, B1, B2, B6, C, E, K, niacyne, kwas foliowy i kwas pantotenowy. Zawiera błonnik, który wspomaga trawienie, oraz liczne pierwiastki.

Rozszerzanie diety niemowlaka


Cukinia - inaczej kabaczek, to odmiana dyni zwyczajnej. Bardzo dobrze tolerowana jest przez osoby z wrażliwym układem pokarmowym, dlatego też jest właściwa dla niemowląt i dzieci. Bogata jest w cenne składniki mineralne takie jak, magnez, potas czy żelazo. Zawiera witaminy: A, B1, B3, C, K.



Natomiast jeśli chodzi o owoce, nie muszę wypisywać jak ważne są dla zdrowia człowieka, a tym bardziej dziecka. Wspomnę tylko, bo większość pewnie nie wie, że podając niemowlakowi jabłko, podczas rozszerzania diety, należy je wcześniej ugotować, oczywiście bez dodatku cukru. Dlatego, że zawiera mniej naturalnego kwasu, który może podrażnić żołądek dziecka i rozluźnić stolce. Natomiast banana nie podajemy gdy dziecko ma zaparcie oraz w dużych ilościach, bo banan ma właściwości zapierające.



Jajko - podczas rozszerzania diety, zaczynamy od żółtka, ugotowanego na twardo, podając co drugi dzień. Kiedy dziecko może dostać już całe jajo, warto pamiętać o tym, aby nadal znajdowało się w diecie dziecka. Ponieważ jajko jest bardzo pożywne. Zawiera m.in kwasy tłuszczowe omega-3.

Rozszerzanie diety niemowlaka


Kasza jaglana - numer jeden ze wszystkich kasz. Jest cennym źródłem białka, witaminy E i witamin z grupy B, lecytyny, krzemu, magnezu, fosforu, potasu, żelaza i wapnia.
Ma delikatne działanie, dlatego można podać ją dziecku, już po 6 miesiącu życia. Posiada właściwości wspomagające organizm. Uważa się nawet, że jest dobrym lekarstwem przy przeziębieniach. Zmniejsza katar i kaszel oraz rozgrzewa organizm. Jaglanka wspomaga trawienie.

Co do picia - co najlepiej podawać dziecku


Nie zdziwi Cię gdy powiem, że to woda? Ona najlepiej gasi pragnienie. Jest bez dodatku cukru, wzmacniaczy smaku i konserwantów. Jest podstawą żywieniową i nie zbędna do życia. Gdy na świat przychodzi dziecko, jest czyste jak łza. Nie zna żadnego innego smaku, poza smakiem mleka. Rozszerzając dietę, uczymy je poznawania i zapamiętywania smaku. Dlatego gdy podasz mu wodę, nie będzie czuło, że coś go omija. Ugasić pragnienie, napije się tyle ile potrzebuje. Natomiast podając sok, herbatkę itp. Poznaje słodki smak, w każdy razie smak, którego nie ma woda. Dlatego chętnie napije się soczku, który w składzie zawiera cukier, a ten powoduje rozdrażnienie, nadpobudliwość i nie zawsze gasi pragnienie a tylko je wzmaga. Bo sok czy herbatka smakuje i dziecko pije nie tyle co z pragnienia, ale dla smaku. A co za tym idzie? Pełen brzuszek, dziecko czuje się syte i obiadku nie chce. Piszę Ci to z własnego doświadczenia. To właśnie ten błąd o którym wcześniej wspomniałam. Podawałam Juniorowi herbatki, soczki, pomimo, że rozcieńczałam wodą, zbierałam tego konsekwencje. Gorzej sypiał, był wszędzie. Nie potrafił usiedzieć na miejscu. Widziałam, że jest bardziej żywy, rozpiera go energia. Potrafił cały dzień co chwila o coś płakać, bo nie umiał się wyciszyć. I wiesz co? Odstawiłam soki, herbaty, podałam wodę, czystą wodę. Moje dziecko się uspokoiło. Zrobiłam ten manewr dwa razy, bo nie chciało mi się wierzyć, tak jak Tobie, że ma to wpływ na zachowanie dziecka. Wiedziałam, że to błąd i córce od urodzenia podaję wodę. Jeżeli sok co zdarza się rzadko, zawsze dolewam wody.

___________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)


Share
Tweet
Pin
Share
13Komentarzy komentarze
Kupisz go w pepco. Wspieranie motoryki małej

















Choć na dworze robi się już powoli prawdziwa wiosna, a pod koniec tygodnia temperatura maksymalna ma sięgać 20 stopni Celsjusza i nie będzie już tak czasu na siedzenie w domu i domowe zabawy. Ale dopiero parę dni temu, kupiłam dla dzieci właśnie ten piasek. Dlaczego tak późno? A to właśnie dlatego, że nie chciałam wydawać dużych pieniędzy, gdyby moje dzieci nie były nim zainteresowane. A uwierz mi, że ciężko je czasem zadowolić. Trafić w gust zabawkowy.

Będąc na zakupach w pepco, udało mi się dostać piasek kinetyczny za 29.99 zł. Głównie do zakupu skusił mnie fakt, że zabawa piaskiem kinetycznym wspiera rozwój motoryki małej. Z którą mój syn ma mały problem.

Piasek jak jego nazwa wskazuje "kinetyczny" lepi się do siebie bezproblemowo, łatwo zbiera czy sprząta. Nie wiem kto jest jego pomysłodawcą, ale należą mu się brawa!

Dzieci ku mojemu zdziwieniu, były zafascynowane. Junior nie bał się dusić go w dłoniach, ugniatać, budować, jak w przypadku ciastoliny, która u nas się nie sprawdziła do końca. Maja, która ma osiemnaście miesięcy, również bawiła się dobrze, choć nie długo. Ale to o co mi najbardziej chodziło w zabawie piaskiem kinetycznym, to rozwijanie motoryki małej, która u młodej rozwija się w dobrym kierunku. Piasek przeznaczony jest dla dzieci 3+, ale i tak nie zostawiam ich bez kontroli, bo przekonałam się, że dzieciom przychodzą do głowy rożne pomysły w rożnym wieku.
Piasek kinetyczny jest też fajną formą zabawy dla całej rodziny. Bo kto z nas rodziców kiedyś nie uwielbiał robić babek z piasku, zamków, mostów? No właśnie chyba każdy z nas czerpał z tego przyjemność i pobudzał fantazje. Teraz możecie w domowym zaciszu bawić się razem z dziećmi. Przyznam, że jak usiądę z dzieciakami, to siedzę i siedzę, tak mnie uspokaja i wycisza wzajemne budowanie.



Żałuje tylko, że nie mam zdjęcia opakowania, bo w pepco dostępne są dwa rodzaje. Dwu kolorowy z foremkami, który posiadamy my i kolor neutralny piasku bez żadnych dodatków w postaci foremek. A jego cena wynosi 19.99 zł.

____________________________________________

Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :)


Share
Tweet
Pin
Share
6Komentarzy komentarze
Mama w domu nie leży i nie pachnie, tylko pracuje


"Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje!" to tytuł akcji, której pomysłodawcą jestem Ja - Mama Dwójki. Powstała ona, po tym jak przeczytałam wpis na blogu u Beaty z bloga www.arbuziaki.pl 

DZIEŃ Z ŻYCIA BLOGERKI PARENTINGOWEJ- O TYM JAK LEŻĘ I PACHNĘ.SERIO!

Ten wpis stał się dla mnie inspiracją. Pomyślałam, że fajnie będzie przeczytać o tym jak inne matki, zmagają się z codziennością. Poczuć, że inne mają podobnie, a tym samym uświadomić całej reszcie społeczeństwa, że my mamy, które siedzimy w domu, także wykonujemy pewny rodzaj pracy. Pracy za którą nam nikt nie płaci. Tylko postrzega przez pryzmat powiedzenia " Leżę i pachnę". 



14.03.2014 Wtorek

6:33 - Słyszę, jak Junior pakuje się nam do łóżka. Obok śpi jeszcze Majka, która na szturchnięcie brata się budzi. Maja wstaje, wychodzi z łóżka, po czym puka mnie, abym wstała i zrobiła mleko. Widzę, że Junior kima dalej. Uciszam entuzjazm córki, aby go nie obudziła i daje jej mleko. Parę razy czuje jak butelka wypada mi z ręki, bo zapadam w sen.

7:01 - Maja budzi mnie, bo chcę ciasteczko. Wstaje daje jej biszkopta, sama zjadłam jednego i dalej idę drzemać. Taka ze mnie zła matka, że nie wstanę od razu, bo nie mam siły, a sen przybija mnie do łóżka. Jednym okiem co jakiś czas kontroluje gdzie znajduje się Maja. Jak zawsze buszuje na ławie, oglądając kwiatki na parapecie. Ściągam ją, kładę się obok Juniora, walcząc z opadającymi powiekami.

7:34 - Junior się budzi, więc postanawiam ruszyć dupsko.

7:40 - Szykuje rzeczy dla dzieci, w co je ubrać. Biorę w obroty Majkę, pieluchy i te sprawy. Czasem idzie gładko, czasem toczę z nią walkę. Zabieram się za Juniora, ten już bez pieluch. Dzisiaj dał się ubrać od razu. Ale ma swoje fochy, gdzie protestuje i ubieram go po śniadaniu.

8:00 - Z ciężką głową wychodzę z Mają do kuchni. Junior zostaje w pokoju i tańczy. Zabieram się za zrobienie kakaa dla niego. Majka wręcza mi piloty, daje buziaka i czeka na swoją bajkę. Włączam tv. Mogę w spokoju robić śniadanie. Dokładnie 3 śniadania. Dla siebie, Mai i Juniora oddzielnie.

8:15 - Maja zjada swoje śniadanie bez problemu. Dawid z wielkimi oporami siada do płatków, które zjada tylko w połowie.

8:30 - Wynoszę łóżeczko Mai do innego pokoju. Wieszam huśtawkę, o którą prosi Junior. Sadzam go w niej, na co Majka reaguje płaczem. Uspokajam ją z jakieś 5 minut. Proponuję mycie zębów i reszty. Zadowolona myje je sama, nie mam szans, abym to, ja jej umyła kiełki, w międzyczasie bujam Dawida. Biorę się za mycie włosów, Majka zajmuje się umywalką, puszcza sobie wodę z wielką radością. Ja zwisam nad wanną, szybko i energicznie kończę mycie głowy.

9:00 - Proszę Juniora, aby ustąpił miejsca siostrze na huśtawce. Sadzam Majkę. Mam chwilę by ogarnąć pokój. Robię łóżko, lecę zrobić sobie jeszcze kanapkę. Majka zasypia. Biorę ja w ramiona, ściągam huśtawkę, odkładam na miejsce. Chodzę jeszcze chwilę i bujam się z nią. Odkładam, na palcach wychodzę z pokoju.

9:40 - Ściągam pranie z suszarki. Daje Dawidowi kaszkę, bo wcześniej pogardził śniadaniem. Przerywam ściąganie, bo znudziło mu się jedzenie i muszę go karmić. Słyszę chyba 15 razy mama zanim skończy jeść. Kończę zwijanie prania. Przygotowuje obiad dla dzieci, czasem też dla nas. Włączam pranie. Sprawdzam kilka razy, czemu Dawid marudzi. Pomagam mu jak tego potrzebuje. Uspokajam kiedy wpada w histerie. Budzi się Majka. Przewijam, robię mleko, podaję. Upomina i ściągam ją ze stołu. Biegam z Dawidem do WC. Proszę ciągle by czegoś nie robili. Zabieram kubek z piciem, który Majka znalazła. Przedstawiam kuchnie Mai w inne miejsce, bo notorycznie na nią wchodzi i sięga TV. Młody rzuca zabawkami, bo coś mu nie gra. Biją się o sok w kartoniku, każde dostało swój, ale Maja zapomniała gdzie go zostawiła. Podaję jej. Rozlewają soki na ławie. Wycieram ten bajzel.

13:15 - Składam pranie. Kilka razy rozwala je Junior, który udaje, że się pod nim chowa. Majka kilka razy chce mi pomóc i odłożyć pranie do szafki, po czym je rozwala i składam je za każdym razem. Dziękując w końcu za pomoc. Udaje mi się je schować.

13:30 - Robię obiad dla dzieci. W międzyczasie wyciągam naczynia ze zmywarki, przerywam. Zamykam wszystkie szafki, które otwiera Maja. Chowam to co zdążyła wyciągnąć. Włączam im bajki lub muzykę, by mieć chwilowy spokój. Podaję Mai obiad, która sama je, ale Juniora muszę karmić. Dzieci kończą jeść. Ja zbieram się za obiad dla siebie, coś na szybko. Wychodzę do sklepu, gdy babcia idzie na popołudniu, rano załatwiam zakupy.

15:00 - Wracam. Atakuje mnie Maja, a raczej zawartość siatek. Biegnie Dawid. Wspólnie wypakowują zakupy. Chowam towar do lodówki. Resztę tam gdzie ich miejsce. Upominam po raz enty, aby Junior nie wyżywał się na Mai. Ocieram jej lub jego łzy. Interweniuje kiedy trzeba. Bawię się z nimi. Wygłupiam. Sprzątam zabawki. Jadę odkurzaczem podłogi. Latam z mopem. Upominam dzieci, aby nie chodziły po mokrym. Nie zaglądały do wiadra z wodą, ani nie wkładały tam rąk, zafascynowane pianą.

17:00 - Czas na deser. Ten akurat dzieci jedzą same. Robię sobie kawę. Biorę do mycia Majkę. Pakuje naczynia do zmywarki, wpierw wyciągając to czego nie zdążyłam zrobić wcześniej. Ogarniam pokój, sprzątam zabawki. Wieszam pranie.

18:00 - Szykuje dzieci do kąpieli. Czasem robię to później, gdy mojej mamie myje i układam włosy. Kąpiel dzieci mają razem. Myje obu. Wyciągam Maje, ubieram. Wracam po Dawida.

19:00 - Zabieram się za robienie łóżek. Kolacje.

20:00 - Zgarniam dzieciaki do pokoju. Daje witaminy. Robię Juniorowi kakao, choć częściej robi to za mnie tata. Robię mleko dla Mai. Zamykam pokój. Daje jej mleko. Gasze światło, dzieciaki się kładą. Czekam aż zasną.

21:15 - Przy dobrych wiatrach, wychodzę z całym bagażem do mycia. Butelki, kubki itp. Ogarniam kuchnie. Myje bagaż dziecięcych naczyń. Szykuje wodę na mleko do podgrzewacza. Robię picie na rano dla obu. Zanim pójdę spać, robię coś dla siebie. Piszę post na bloga, czytam książkę. Zaglądam na fb. Robię sobie jeszcze jeść.

Około 23 czasem później, kładę się spać. Ale to nie koniec mojej pracy. W nocy wstaje do Mai. Gdy smoczek nie daje rady, biorę do siebie do łóżka. Kilka razy potem uspokajam ją swoim dotykiem. Wstaje gdy Junior chce siku, albo wstaje by go przebrać bo zrobił pod siebie. Ogarniam wtedy jego łóżko także. Gdy ma złe sny, wyskakuje by go uspokoić, podać pieluszkę.

Do takiego dziennego rozkładu dochodzi morze łez, histerii, próśb. Spełnianie zachcianek. Pójście na kompromis. Okiełzanie buntu. Wyjście na spacer gdy mąż jest wcześniej w domu lub w weekend. Załatwienie pewnych spraw, wizyty u lekarza.

***

Postanowiłam zaprosić do akcji wraz z Beatą, kilka mam blogerek, aby każda z nich napisała swoją " kartkę z kalendarza". Oto autorki i ich blogi, które podjęły się udziału w akcji.

 Mama Migotka 
 Młoda mama pisze 
 Beztroska Mama
Mama po 30tce
Mamatywna 
Jaśkowe Klimaty 
Kobieca myślodsiewnia 
Tosi mama
Pani Domowa 
Matka bez kitu 
Lady Mamma 
Nowa w wielkim mieście 
Mama Balbinka
Kiedy Mama nie śpi
Oli Loli New life 


Jeżeli podoba Ci się pomysł akcji, będziemy bardzo wdzięczne za udostępnienie naszych "kartek w kalendarza". Pragniemy uświadomić wszystkim, że siedzenie w domu z dzieckiem /dziećmi, jest także formą pracy. Pracy na więcej niż cały etat bo 24 na dobę, siedem dni w  tygodniu. Chcemy, aby nikt nam już nie mówił, że nam się nudzi. Że macierzyństwo to sama radość. Przyjemność siedzenia w domu, bez wysiłku fizycznego czy psychicznego. Odwalamy kawał wielkiej roboty i pragniemy tylko, aby postrzegać nas za to co robimy siedząc w domu. Wbrew pozorom, nie leżymy, nie pachniemy. Jesteśmy w biegu i często zamiast pachnieć, pachniemy, ale nieprzyjemnie, nie mówiąc, że brzydko ;) Padamy ze zmęczenia, ale rano wstajemy. Choć może się walić i palić, my działamy. Każdego dnia, od rana do nocy.




Przedstawiamy łącznie, siedemnaście  matek, siedemnaście historii z dnia codziennego. Siedemnaście modeli zajmowania się domem i dziećmi. Siedemnaście różnych myśli i spostrzeżeń. Wielkie dzięki Dziewczyny! Dla każdej z Was, za zaangażowanie się w akcje. Jestem pod wielkim wrażeniem! 
Beata dziękuję za współpracę! 
_________________________________________

Jeżeli wpis Ci się podobał, podzielasz moje zdanie, a może Cię rozbawiłam? Będzie mi ogromnie miło jeżeli udostępnisz post na fb, polubisz wpis, a jeszcze milej jak polubisz fanpage bloga na facebook'u.


Share
Tweet
Pin
Share
20Komentarzy komentarze


Jeżeli nie masz poczucia humoru, nie czytaj mego Dekalogu, który pisany jest z przymrużeniem oka. Nie będę zanudzać, przejdę do rzeczy. O to kilka przykazań matki z bagażem Dwójki.

1. Ledwo otwierasz jedno oko, bo twoja latorośl postanowiła, wstać bladym świtem. Daj jej mleko, wpuść do pokoju trochę światła. Zapewni jakieś zajęcie i idź dalej kimać. Wcześniej usuń potencjalne szkodliwe przedmioty.

2. Razem ze swoimi dziećmi masz dobry humor. Olej wszystko, ciesz się chwilą, że jest tak radośnie i przyjemnie. Nadrobisz straty, gdy dopadnie ich histeria. A z Ciebie będzie kipiał gniew. 

3. Cały wasz pokój jest w zabawkach. Poraz kolejny miałaś przyjemność, przejechać się na samochodziku, omal nie upadając. Weź miotłę, zamieć cały bajzel pod dziecka łóżko. Ono i tak sobie poradzi wyciągając tą całą zawartość. Ale zajmie mu trochę czasu, a ty przynajmniej przejdziesz przez pokój, bez baw połamania nóg i rąk. 

4. Będzie trzeba wyszkolić latorośle do pomocy w sprzątaniu. Daj odkurzacz, przynajmniej jedno miejsce w twoim domu będzie nieskazitelnie czyste. 

5. W pralce czeka starta prania do powieszenia. Jak masz córkę, postaw przed nią kosz z praniem. Jeżeli wiekiem jest nie duża, pranie znajdzie się na podłodze. Nie masz innego wyjścia jak wyprać je ponownie. Po tym czasie mąż będzie już w domu. On je powiesi, bo to o jego gacie chodzi. 

6. Przychodzi czas kąpieli z dziećmi. Z utęsknieniem myślisz o tym kiedy sama się wykąpiesz. Jak masz wannę, nie żałuj sobie, kąp się razem z nimi. Prysznic? Nic straconego, uwierz mi! Przerabiałam i tą wersję. 

7. Kiedy masz jedno dziecko, a ono śpi. Poczytaj dobrą książkę, nie o dzieciach. Jakieś romansidło, kryminał, co lubisz. Daj się wciągnąć inny świat niż twój. Kiedy masz dwoje, jedno śpi to z drugim trzeba coś zrobić. Włącz bajki, daj edukacyjną grę na tablecie. Naprawdę nic się Wam nie stanie, gdy każde zajmie się sobą. Jak dzieci jest więcej, sama coś wymyśl, potrafisz. 

8. Nic więcej do głowy mi nie przychodzi. 

9. Wieczorem podasz już z nóg, ale w łóżku czeka na Ciebie mąż. Choć masz ochotę, nie masz siły. Poproś o masaż, który ma cię pobudzić do życia. Gdy już cię tak będzie miział po tych plecach. Idź spać. I po sprawie ;) 


Oczywiście cały ten mój "dekalog" jest z przymrużeniem oka. Nie traktuj go aż nadto poważnie. Choć niektóre zawarte w nim rady, nie są głupie, a konkretne. Gdy potrzebujesz trochę luzu. Bo ja potrzebuje zwolnić. Nikt nie jest wstanie harować cały dzień ;) A i poprawa humoru też wskazana.


________________________________
Podoba Ci się wpis? Poprawił humor, a może rozbawił? Zdenerwował? - niemożliwe! W każdym razie, polub wpis, podziel się z innymi jego treścią. I zalajkuj mój fanpage na fejsie! Dziękować Ci dobry człowieku :) 



Share
Tweet
Pin
Share
16Komentarzy komentarze


Wybacz moją nieobecność. Wybacz moje milczenie. Wybacz, że jestem duchem gdzie indziej, że mnie tu nie ma. Ale dostaje pewne małe kopniaki, które mówią do mnie - babo, pisz ten blog. Są osoby, które lubią czytać Ciebie, Ciebie które porusza tematy tabu, wkłada serce w to co robi, choć czasem zdarzy Ci się być gdzieś w innej teraźniejszości. Ty i te twoje bujanie w obłokach. Zejdź na ziemię, choć na chwilę, daj im coś od siebie...


***

I tak dzisiaj chce uchylić Wam trochę mojej codzienności. Codzienności w byciu mamą dwójki. Dwójki, która jest tak różna i tak nie wiele jest między nimi różnicy. Ich wychowanie daje mi takiego  kopa w dupe, że nie raz mam dość. Nie raz chce wyjść by uwolnić się od tego płaczu, marudzenia, bójek. Nie raz nerwy mi puszczają.

Zdaje sobie sprawę, że nie jestem jedyna. Nie użalam się nad sobą, choć dobrze mi robi, gdy sobie marudzę pod nosem. Jestem typem, który musi wyrzucić z siebie emocje. I choć bym chciała zatrzymać je dla siebie nie potrafię. Czasem też płacze, z bezsilności. To takie naturalne i nie widzę w tym nic złego. Każdy musi rozładować napięcie, szczególnie taka matka jak ja, która wzrusza się byle czym (to przenośna).

Zazdrość 


Gdy na świecie jest tylko jedno dziecko, rodzice poświęcają mu całą swoją uwagę. Wiadomo, że im dzieci więcej tym każde z nich musi dzielić się rodzicem częściej jak nie więcej. Wtedy poznają uczucie zazdrości i rywalizacji. Pomimo, że siebie kochają wzajemnie, nie zdają sobie z tego sprawy. I czasem odnoszę wrażenie, że ten stan nigdy się nie zmieni. Pamiętam, jak wróciłam z Mają do domu ze szpitala. Junior był nią tak zachwycony i oczarowany, że nie zauważył iż jego mamusia po dziewięciu dniach wróciła do domu, do niego. Wtedy usiadłam na fotelu i płakałam. Płakałam, że Junior mnie zapomniał. Że nie byłam już jego centrum zainteresowania. Ale rolę się odwróciły, gdy widział, że to On nie jest już tylko moim centrum zainteresowania, ale także ta mała istota, którą przykrył swoim kocykiem, gdy ujrzał ją poraz pierwszy. Miał dwadzieścia miesięcy. Coś rozumiał, czegoś nie, ale uczucia wzięły górę. I od tamtego momentu było ciężko. Aż za ciężko.

***

Pierwszy wspólny rok moich dzieci, nie był jakoś tragicznie trudny, ale ciężki. Przez miesiące kiedy Majka wisiała na piersi, Junior dostawał nie raz szału. Nie mogłam zrobić czy pomóc mu w czymś od razu. Nie mogłam już być tylko na jego potrzeby. A on nie zawsze to rozumiał, a ja już tak. Choć dwoiłam się i troiłam, nie do końca mogłam być pewna, że zazdrość zeszła na drugi plan. I dzisiaj wiem, że zawsze będzie. Owszem Junior jest w okresie buntu. Buntu, którym wybaczcie, żygam. Czasem ciężko mi go zrozumieć, on sam siebie nie rozumie, ale wiem, że główny powód pewnych zachowań jest wynikiem zazdrości  i złości. Proszę mi tu nie mówić, że dziecko trzyletnie nie robi niczego po złości, bo codziennie mam na to dowód.

***

Majka jest inna. Jest wrażliwa, spokojniejsza i ma tak miękkie serducho  jak jej mama. Pomimo, że Junior jej coś zrobi, dostanie za to reprymende, ona biegnie do niego by go przytulić, rozweselić. A on ją odpycha. Dba o niego częściej niż on o nią. Wiem, to dziewczynka, to zapisane w jej genach. Jednak trudno wychowywać jest dwoje dzieci tak różnych od siebie. Junior to buntownik, Majka też walczy o swoje, ale umie odpuścić. Junior już nie. Musi być tak jak on chce. I to jest trudne. Trudno mu pojąć, że takie zachowanie nie odnosi skutków na które on liczy. Nie pomaga nic, czasem ujażmie go przytulaniem, ale nie na długo. Ma trudny charakter. I proszę, nie mówcie, że to nasza wina, że to od nas zależy. Nie przeskoczymy genów, cech charakteru czy tego zasranego buntu dodając zazdrość. Musimy czekać, aż ten okres minie i choć jest ciężko wiem, że będzie jeszcze trudniej i ciężej. Liczę tylko na to, że Maja nie będzie w takim stopniu przechodzić buntu, ale czasem mam wrażenie, że będzie gorzej. Ma też swój wojowniczy charakter. I wiem, że mój syn nie jest aż tak zły. Że są dzieci, które dają bardziej popalić rodzicom. Ale wiem, również to, że w takich okresach buntu, nie można się poddać, trzeba stać twardo na ziemi i pokazać dziecku, że nie może ono nami rządzić. Że nie ma ostatniego zdania. I dlatego właśnie moje macierzyństwo jest trudne. Każdego dnia walczę z dziećmi o to, by wiedziały, że mają prawo do własnego zdania i własnej woli, ale nie mogą mi wejść na głowę i zdominować.

***

Maja poniekąd uznaje mnie za swoją własność. W tej kwestii gra nie fair wobec Juniora. Gdy tylko widzi, że tuli się do mnie, siedzi na kolanach, marudzi z dezaprobatą i leci do nas, bo ona także musi być u mamusi, braciszek musi wiedzieć, że mama jest także jej, w większości jej. Majka różni się tym, od Dawida, że często przychodzi i się tuli. Chcę być ze mną wszędzie. Próbuję ustawiać Juniora i nie pozwala nam na chwilę samotnych tulisiów. Jest zazdrosna i dobitnie to okazuje. Ale inaczej niż Junior. Są jak ogień i woda. Gdzie ogniem jest Junior, a Majka wodą. Każdego dnia uczę się ich, uczę być matką i kobietą. Coś co jeszcze nie dawno wydawało mi się nie możliwe, dzisiaj jest już zrealizowane i uczę się godzić jedno z drugim. Każdy dzień jest dla mnie nauką. Nauką życia.

***

Kocham patrzeć na to jak wspólnie się bawią, gonią i wygłupiają. Wtedy wiem, że każdy trudny dzień z nimi ma sens. Daje mi to siłę i motywację by dalej twardo stąpać po ścieżce, którą jest macierzyństwo.



Share
Tweet
Pin
Share
12Komentarzy komentarze

Canpol babies wygraj zestaw

Zapraszam Was serdecznie do wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania są 2 zestawy "krówka" od Canpol Babies widoczny na zdjęciu. Z pewnością twojemu maluchowi spodoba się urocza krówka, z której chętniej zje swój posiłek, a kubek nie kapek przykuje jego uwagę i zgasi pragnienie.


Regulamin KONKURSU:


!!! KONKURS !!!
Wygraj uroczy zestaw "krówka" od Canpol Babies!

Zasady:
- Konkurs organizowany  jest na blogu www.mama-dwojki.pl oraz dla fanów Mama Dwójki na Facebook’u (przez fanów rozumie się osoby, które polubiły profil)

- w komentarzu pod postem na Facebooku lub przesyłając zgłoszenie na meila mamadwojki2@gmail.com, przedstaw zdjęcie, na którym dziecko coś je lub pije, z butelki lub innego kubeczka wraz z opisem, wierszyki lub rymowanką.
Będzie mi miło, jeśli:
- udostępnisz plakat konkursowy na Facebooku
- zaprosisz do zabawy znajomych

Regulamin konkursu!

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Mama Dwójki. www.mama-dwojki.pl
2. Sponsorem nagrody jest Canpol Babies.
3. Konkurs trwa od 07.03.2017 r. do 20.03.2017 r. do północy.
4. Zwycięzca zostanie wybrany według najciekawszej pracy przez organizatora konkursu.
5. Wyniki zostaną ogłoszone najpóźniej do dnia 23.03.2017 r.
6. Wyniki zostaną ogłoszone na fanpage'u Mama Dwójki oraz na blogu we wpisie informującym o konkursie, z umieszczonymi pracami.
7. Zwycięzca konkursu ma obowiązek w ciągu dwóch dni od ogłoszenia wyników, przesłać do Mama Dwójki poprzez facebook lub na meila mamadwojki2@gmail.com swoje dane adresowe w celu wysłania nagrody, które zostaną przekazane do sponsora nagrody czyli Canpol Babies.
8. W przypadku niezgłoszenia się po odbiór nagrody w przewidzianym terminie (tj. do 26 marca br. ) na jego miejsce zostanie wybrana kolejna osoba.
9. Konkurs odbywa się na terenie Polski.
10. Konkurs jest kierowany do osób pełnoletnich.
11. Konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związany.
12. Facebook nie ponosi odpowiedzialności za przeprowadzenie konkursu.
13. Biorąc udział w konkursie, akceptujesz regulamin.
14. Organizator nie ponosi, żadnej odpowiedzialności za dostarczenie  nagrody do zwycięzcy lub jej brak.


Nadesłane prace konkursowe

Basia Radoła - 




Chcesz być silny i zdrowy? Pij mleko od krowy.
Czy z łaciatej czy brązowej zawsze dobre jest i zdrowe !















Magda Bereza -


My parówki juz wcinamy,
Lecz z talerza (jeszcze) mamy.
Wiec o zestaw ten prosimy.
I się w krówki pobawimy.
CHCE talerzyk mieć i kubek
W słodkie latki jak u krowek :)












Sylwia Antkowicz -

Udowadniamy, że roczne dziecko może samo jeść nie tylko stałe pokarmy, ale także... zupkę. Co prawda na ostatnim zdjęciu widać efekty tej nauki (oraz mojego zaufania do córki, bo ostatecznie dałam jej przejąć miseczkę, która szybko wylądowała do góry dnem), ale czy jedzenie nie powinno sprawiać dziecku frajdy? Tylko nasz talerzyk dość smutny, bo bez obrazków. Z zestawem z krówką Ala z pewnością jadłaby jeszcze chętniej. W końcu zawsze trzeba byłoby szybko opróżnić miseczkę, by sprawdzić czy z jej dna nie uciekła jeszcze krówka.





Ryszard Krakowiak -

Duży brzuszek mam bo sama wcinam,by pomóc
mamie jem żeby nie przemęczała się.Miseczke jednego koloru mam bo krówki uciekły nam, więc o zestaw prosimy bo smutno mi jest, że krówki nie chcą ze mną jeść 😃😃

Karolina Panasiuk - 

Kto nie lubi brokuła?

Nazywam się Helenka i to moja pierwsza wiosna
Pora niezwykle radosna
Bo dotąd tylko mleczko piłam
Ale już 5 miesięcy skończyłam
Mama mi zupkę ugotowała
Ale mi ta marchewka i dynia smakowała
Potem po pomidorach w kropki buzię miałam
Choć też tą zupką się zajadałam
A dziś na talerzu jak na podwórku się zazieleniło
Jakieś drzewo się pojawiło
Braciszek podskoczył przerażony
"toż to brokuł znienawidzony"!
No nie wiem mi tam smakuje
Aż paluszki oblizuję
A braciszek pobiegł ucieszony
Dziś jego obiad ulubiony
Zupa krem zielona prosto od kosmitów sprowadzona
A mi się wydaje, że to mama taką zupkę gotowała
I wielkiego brokuła do niej wrzucała...




Weronika Klewek - 


My dietę rozszerzać dopiero zaczynamy
Więc chętnie do konkursu się zgłaszamy. 👍
Za nami pierwsze smaki
Smak dyni czy ziemniaczka nie byle jaki 🍅
Z uśmiechem chętnie smaki próbujemy
Często się przy tym obie napracujemy. 
Wika maluch dzielny smaki poznaje i kształty rączkami
Nie zajadamy się jeszcze pączkami. 
Tata dzielnie po Wice posprząta
Gdy mama po kuchni się krząta. 
Dynia pychota a burak jest beee
Może krówka Wikę przekona do buraka?
Może Wika będzie miała wreszcie na zdrowego buraka smaka? 
Bo choć zdrowy i bordowy
Przez Wikę niewielbiony. 
Za miseczkę tam śliniak póki co służy
Bo więcej tam ląduje niż w malutkiej buzi!😊
Chomikuje tam mała jedzenie pyszne
Łatwo się z niego łyżeczką wyciąga i w buzi znowu ląduje. 🍼





Share
Tweet
Pin
Share
10Komentarzy komentarze
Nowsze Posty
Starsze posty

Lubisz już?

Mama Dwójki

Social Media

  • Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • RSS

Popularne posty

  • Przestań krzywdzić swoje dziecko! 5 błędów których dopuszczają się rodzice.
  • Piasek kinetyczny - kupisz go w PEPCO, za małe pieniądze!
  • Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje! Czyli blogerki parentingowe w akcji.
  • Rozszerzanie diety niemowlaka - zdrowie na talerzu twojego dziecka.
  • Nie rób tego swojemu dziecku! Nie przebijaj uszu!

Nowości na blogu

Etykiety

Konkursy Kulinarnie Lifestyle Macierzyństwo Porady Rodziecielstwo Zabawa

Obserwatorzy

Archiwum

  • maja (2)
  • kwietnia (4)
  • marca (8)
  • lutego (6)
  • stycznia (9)
  • grudnia (6)
  • listopada (6)
  • października (2)
zBLOGowani.pl
Facebook Instagram Google+
OBSERWUJ @INSTAGRAM

Created with by BeautyTemplates | Distributed By Gooyaabi Templates