okna gorzówokna pcv gorzów
Facebook Instagram Google+

Strony

  • Strona główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt

Mama ♥ Dwójki |

  • Strona Główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Macierzyństwo
  • Lifestyle
  • Kulinarnie
  • Porady
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Mąż i ojciec jest też ważny. Nie bądź samolubna mamo!



Na wielu blogach znajdziesz wpisy o tym, jak faceci nas matek nie doceniają. Narzekają, że nic nie robimy. Wydaje się im, że wychowanie dzieci to łatwa sprawa. Ale zastanowiłaś się Ty nad tym co czuje, taki mąż czyli ojciec Twojego dziecka? Na pewno spotkam się z hejtem, ale będę bronić pewną część tatusiów.

Nie bądź samolubna


Jestem matką dwójki dzieci, między nimi jest 20 miesięcy różnicy. Dni bywają na prawdę ciężkie. Nie mam czasu i to dość często, aby ugotować obiad. Przywitać męża z uśmiechem na twarzy. Często od progu słyszał, jak wyzywam dzieci. Jak w biegu rzucam, że mam dość. Moje zachowanie, udzielało się jemu, mojemu mężowi. To podkręcało negatywną atmosferę w domu. Nigdy nie postawiłam się na jego miejscu. Nie pomyślałam o tym, czego ja bym chciała po powrocie do domu. Jak chciałabym  być przywitana, przez swojego męża i dzieci. Gdy kończymy pracę , zazwyczaj lecimy do domu jak na szpilkach. Z myślą co dziś ugotuje, lub co będzie na obiad. Co robiły dzisiaj dzieci. A tu od progu zamiast uśmiechniętej żony, wita go wściekła zołza. Tak kochana, postrzegają nas nasi Panowie - Wiecznie nie zadowolona. Ty o nim mówisz tak samo, my o nich narzekamy w taki sam sposób jak oni o nas.

Niech się przekona


Wiesz, że zazwyczaj dopóki facet nie odczuje na własnej skórze, czym jest opieka nad dziećmi. Nie zrozumie twojej frustracji i złości. Wymagań jakie mu stawiasz. Odbiera to jako atak. Myśli, że jak pracuje, to należy mu się odpoczynek, ciepły obiad i uśmiechnięta żona. Ma rację, oczywiście ten, który wykonuje pracę fizyczną. Panowie za biurkiem, wybaczcie, ale papierkowa robota fizycznie nie męczy. Tak jak nas męczy ogarnianie dzieci, mieszkania i robienie zakupów, tak samo praca męczy męża. Tym bardziej jeżeli pracuje on na dworze. Tak jak mój. W okresie zimowym, nie ma możliwości zjedzenia nawet ciepłego posiłku. Niekiedy nie ma się gdzie ogrzać, jak tylko w samochodzie roboczym. Przez długi czas niby to rozumiałam, ale narzekałam, że jest w  domu a przy dzieciach mi nie pomoże. Że wszystko spoczywa na moich barkach. 
Mu wydawało się, że opieka nad dziećmi i domem, to nic wielkiego. Siedzę w ciepłym mieszkaniu, lodówkę mam pod nosem. Dziwił się kiedy mówiłam, że pierwszy posiłek zjadłam dopiero o godzinie 14. Pytając co ja takiego robiłam, że nie miałam czasu zjeść. Moje tłumaczenia były dla niego niczym jak tylko wymówką. Do czasu, kiedy zaczął zostawać z nimi sam, choćby na chwilę. Gdy byłam zajęta i zajmował się dzieciakami, aby mi nie przeszkadzały. Pamiętam jak wyszedł z pokoju z córką na rękach z synem za rękę, wołając POMOCY, bo oboje wyli jak syrena. Było kilka zdarzeń, które dały mu w kość. Odpuścił z obiadem, gdy wiem, że babcia mi pomoże i zajmie się wnukami. Zrobię obiad. Gdy jestem sama z myszami, nie zawsze mi się to udaję. Chyba, że mąż wraca o 15 do domu, to wtedy łączymy siły i działamy. Do dzisiaj coś tam pod nosem syczy, bo kto z nas tego nie robi?
Suma sumarum - postaw go na swoim miejscu, a Ty spróbuj postawić się na jego. 

Pielęgnujcie wzajemne relacje


Na pewno słyszałaś o tych historiach, gdzie po narodzinach dziecka, związki zaczęły się psuć lub rozpadać. 80% związków nie wytrzymuje napięcia, które narasta między świeżo upieczonymi rodzicami. Mówi się, że to czas na przekonanie się czy związek jest budowany na silnym fundamencie. Nie każdy jest wstanie zrozumieć, kobietę po porodzie która sama siebie nie rozumie. Pamiętam jak syn miał kilka dni, a ja ryczałam, że nawet nie umiem przygotować wody o odpowiedniej temperaturze, by przygotować mleko. Wtedy mój mąż przytulił mnie, mówiąc, że to nie powód do płaczu i wcale nie jest tak źle jak mi się wydaje. Dzisiaj czasami słyszę, że jest ze mnie dumny, za to jaką jestem matką. Bo zanim zaszłam w ciąże pierwszą, twierdził, że nie widzi mnie w roli mamy. Dlatego, trzeba też dbać o tych naszych tatusiowych. Jesteśmy nie tylko matkami, ale nadal żonami i kobietami. 

Okaż mu trochę ciepła


Pomimo, że marzy im się, iż wieczorem wskoczymy w strój policjantki z tyłkiem na wierzchu, kochając się dziko z nimi przez pół nocy. Trzeb okazać i dać im trochę kobiecego ciepła, wsparcia. Oni też są takimi naszymi dziećmi. Lubią być chwaleni. Więc witajmy ich po powrocie z uśmiechem na twarzy, zapytajmy jak minął dzień, opowiadając również o swoim. Od progu nie zasypujmy ich stertą spraw. Niech wezmą ciepłą kąpiel. Faceci to takie istoty, że jak baba na niego hyca, to on trzyma się z boku, nie chcąc wkurzać jej bardziej. Gdy go nie angażujesz, także trzyma się z boku. Panowie mają to do siebie, że trzeba im wytyczyć zadania. Jasno muszą wiedzieć co mają zrobić. Oni się tego nie domyślą, choć czasem zaskoczą. Oni nie potrafią nas zrozumieć, bo jesteśmy zbyt skomplikowane, to chociaż my próbujmy zrozumieć ich. Przecież oni są tacy przewidywalni. 



Share
Tweet
Pin
Share
29Komentarzy komentarze

Jeżeli jesteś przed odpieluchowaniem dziecka, zapewne zastanawiasz się jak najlepiej to zrobić. Aby dziecka nie zrazić. Każdej mamie marzy się łatwe i szybkie odpieluchowanie dziecka. Ja czekałam na to długo, dlatego zapraszam Cię na wpis, gdzie dowiesz się jak ja sobie z tym poradziłam. Zaczynamy!
Share
Tweet
Pin
Share
14Komentarzy komentarze
Blog parentingowy, macierzyństwo

Cześć Mamo, jak Ci mija dzień? Jesteś w dobrym humorze, czy raczej kiepskim? Bez względu na to jaki masz humor, chce Ci powiedzieć, że nie jesteś sama. Każda matka jest taka sama, no dobrze, różnimy się pewnymi aspektami. Ale jesteśmy takie same. Tak samo kochamy nasze dzieci, tak samo chcemy dla nich jak najlepiej. I jak to na matkę i kobietę przystało, narzekamy. Każda z nas narzeka, a ja wiem, że Ty także pod nosem coś rzucisz. Obrazisz się na cały świat. A potem nagle Ci przechodzi. I nie zrzucaj tego tylko na hormony, jak to fajnie opisała Iza z kobiecastronamamy.pl.
Bo to nie tylko one są winne. My jesteśmy przemęczone, przepracowane i przeładowane dziećmi, sprzątaniem, wieszaniem prania i gotowaniem. Ścieraniem papek, wycieraniem resztek kupy z dywanu. I tym ciągłym płaczem, marudzeniem, krzykiem....


 STOP! Zapłaczesz, zatęsknisz


Pamiętasz ten pierwszy krzyk, który wydobył się z piersi tego małego, słodkiego człowieka? Czułaś, że nic więcej w życiu już się nie liczy. Jesteś Ty i dziecko. Kochasz je najbardziej na świecie i jesteś wstanie zrobić dla niego wszystko. Choć dopiero się urodziło. A teraz spójrz na tego samego człowieczka. Zmienił się prawda? Czasem masz ochotę mu przywalić, wystawić za okno. Ja też tak mam, wczoraj właśnie był taki dzień. Masz wrażenie, że ten stan trwa wiecznie i czekasz jak na zbawienie by się skończyło już to ząbkowanie (swoją drogą czemu nie rodzimy się z zębami? Byłoby nam wszystkim łatwiej), raczkowanie, nabijanie guzów. Marudzenie, buntowanie a nawet rządzenie. Teraz powiem Ci, że zapłaczesz i zatęsknisz za tym okresem życia. Wiem, myślisz, że Mama Dwójki zwariowała, masz tak dość, że nawet więcej dzieci już nie chcesz. 


Nadejdzie koniec, szybciej niż myślisz


To co teraz Ci się dłuży, a mnie się cholernie dłużyło. Pewnego dnia się skończy. Wtedy usiądziesz, spojrzysz na swoje dziecko/dzieci i przyznasz mi rację. Będziesz tęsknić, za tym małym, słodkim i wymagającym człowieczkiem, który powoli staje się własną osobowością z własnym zdaniem. Zapłaczesz wspominając, pierwszy krzyk, spokojne ssanie twej piersi. Pierwszy uśmiech, który wywołał tyle radości. A ten świadomy buziak, spowoduje, że z twoich oczu, wypłynie morze łez. No i to magiczne, nie wyraźne MAMA. Przyznasz mi rację, prawda? 


Czerp radość z każdego dnia


Na koniec powiem Ci, abyś czerpała radość z każdego dnia. Pomimo wielu emocji, których doświadczasz na co dzień i masz dość. Macierzyństwo jest cholernie fajne, a ten magiczny, wyjątkowy czas szybko mija. Jeżeli się wzruszyłaś tak jak ja, serdecznie Cię przytulam. Trzymaj się kochana.



Share
Tweet
Pin
Share
18Komentarzy komentarze









Kochani w te święta chce Wam życzyć wszystkiego co najlepsze! Spokoju, radości w rodzinny gronie. Ciepła rodzinnego, dobrego słowa i miłości. Zdrowia, bo ono jednak jest ważne :) 

Jeżeli macie chęć, oddaje Wam nastrojowe fotografie, mojego autorstwa. Jeżeli chcesz wykorzystać na potrzeby wpisu, czy udostępnienia, obowiązkowo podaj źródło i autora, czyli Aneta - bezlukruicukru.pl. Oraz powiadom mnie o tym. Będzie mi cieplej na serduchu <3 

WESOŁYCH ŚWIĄT! 🎅🎄🎁



Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze
kawa świeżo palona, relacja z testu, MK Cafe gresh


Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z moją relacją, odnośnie kawy #MKCafeFresh. Moje wrażenia są pozytywne. Ponadto, gdy będziecie czytać na stronie mkcafefresh.pl moją relacje, do Waszego koszyka wskoczy rabat w kwocie 15 zł, przy zakupach za minimum 80 zł. No cóż, coś za coś.

Strona oferuje dopasowanie kawy pod Wasze upodobania. A co najważniejsze, jest palona zaraz po zamówieniu! Dla mnie wybrali taką, moje podniebienie jest im wdzięczne ;)

Kawa nadaje się również na prezent, dzięki ładnym plakietką dołączonym do opakowania. Szkoda tylko, że tak późno mi się przypomniało o tym teście. Mielibyście więcej czasu, na zamówienie. Ale w opcji dostawy wchodzi też kurier :D













Teraz kliknij w baner poniżej, aby poznać moją relacje z testu :)




TestMeToo - dołącz do nas
Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze


Zapewne widziałaś tą wzruszającą reklamę, Huawei. Rozumiesz jej przesłanie? Ona idealnie pokazuje, dzisiejsze myśli i postrzeganie nas przez dzieci. Zauważyłaś to jak twoje dziecko/dzieci patrzy na Ciebie gdy masz telefon lub tablet, w ręku?

                                       Co czuje dziecko?      



Spogląda na Ciebie co jakiś czas, czy widzisz jak ładnie bawi się zabawką, albo czy zauważyłaś, że właśnie zrobiło coś samo. Spogląda na Ciebie, by widzieć twoje reakcje i zadowolenie lub dezaprobatę. Czasem zdarzy się, że zrobi coś złego, abyś zwróciła na nie uwagę. Widzi, myśli i czuje, że ten świecący ekran jest ważniejszy od niej/jego. Robi mu się smutno, czuje, że wolisz spędzać czas z tym małym przedmiotem i ten przedmiocik, ma Ci więcej do zaoferowania niż Ono, twoje dziecko.

Pisanie bloga, za bardzo mnie zabiera dzieciom. To nie tylko przelanie myśli do sieci, to też ogrom pracy nad każdym detalem. Intensywne promowanie, szukanie odbiorców, czytelników. 
Energiczna Mama, zmotywowała mnie, choć już od dawna myślę sobie, by rzucić ten blog w cholerę, bo za dużo mnie kosztuje. Energiczna Mama po 2 latach blogowania, doszła do wniosku, że są sprawy ważne i ważniejsze. Nie znam dokładniej przyczyny, ale z punktu usunęła bloga. Macierzyństwo, to jednak setka wyrzeczeń. Lubie pisać, lubię dyskutować i cieszę się na każde odwiedziny czy komentarz. Pozwala mi się to oderwać od codzienności, ale cierpi na tym moja rodzina. To UZALEŻNIENIE! Wciąga i wciąga coraz bardziej, zabierając mnie im, tym którzy mnie potrzebują. Dlatego, szczególnie w święta, odłożę na bok, wszystko to co łączy się z internetem. 
Chce by rodzina miała mnie, a nie tylko mój cień. Bycie matką jest fajne, ale nie ma w tym, czasem miejsca na inne rzeczy. Nie jestem wstanie, zarywać kolejnych nocy, przez blogowanie. Nie che by dzieci miały to poczucie, że inne rzeczy są ważniejsze. 

Bez lukru i cukru, będzie sobie na razie wisieć, jeżeli szczerze z serca ze mną jesteś, zrozumiesz, że może mnie tu nie być. Jestem też na facebook'u, być może na fanpage'u będę częściej coś wrzucać. Na razie muszę oddać się rodzinie. Tylko gdzie ja będę teraz zaglądać? - widzisz to zbyt uzależnia, ciągnie mnie i muszę iść na odwyk :)   


Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze

Miał być bombowy wpis, ale jak zawsze życie weryfikuje moje plany. Miałam pisać o tym jaką, jestem chujową matką swoich dzieci. Nie napisze o tym na razie, bo obecnie siedzę w szpitalu z synem, dlaczego?  Już Ci opowiadam.

Cała ta masakra zaczęła, się ode mnie. W godzinach nocnych, z czwartku na piątek, potwornie bolał mnie brzuch. Gdy w końcu udało mi się, zrobić co trzeba, poszło to tak, że lało się ze mnie górą i dołem! Jelitówka! Ta paskudna suka dopadła mnie, pierwszy raz w życiu. Myślałam, że zdechne nad tym zlewem. I na to wszystko budzi się Masza. Z ogromnym bólem brzucha, wytargałam ją z łóżeczka i poleciałam dalej na kibel, a ona za mną. Dobrze, że jest tak mała, bo nie będzie pamiętać tego co się ze mną działo.

Nie mal cały dzień, spałam i leżałam. Nie miałam siły się ruszyć. Wszystko zmieniło się, gdy syn zaczął wymiotować. Ledwo trzymałam się na nogach, ale musiałam działać. Gdy przez dwie godziny wymiotował, nie mal co 5 minut. Wezwałam karetkę, bo nie było co czekać. Za każdym razem gdy napił się wody lub elektrolitów, wymiotował. Nie było go jak nawodnić. Ale zanim karetka została wysłana, musiałam się prosić, aby przyjechała. Kazali mi przyjechać tramwajem. Skłamałam, że nie mamy auta. Wszystko po to, aby przyjechali i moje dziecko szybko otrzymało pomoc. Bo jak wiesz, im dziecko mniejsze tym szybciej się odwadnia. W takiej sytuacji nie ma na co czekać. Gdy karetka przyjechała, widziałam, że myślą sobie iż nie było potrzeby przyjeżdżać. Junior jak na swój stan wyglądał dobrze. Ale gdy zajechał do szpitala, na badaniu usg brzuszka, po wątrobie było widać już lekkie odwodnienie. 30 minut, a mój syn zaczął się odwadniać.

Nie mogłam z nim jechać. Nie mogłam, bo nie byłam wstanie, a poza tym lekarka w szpitalu nie pozwoliła mi. W dokumentacji syna odnotowali, że ja matka jestem chora i mam zakaz z nim kontaktu. Junior został przewieziony do innego szpitala, na oddział zakaźny. Dzielnie był z nim cały czas tata. Który miał okazję zobaczyć, jak dziecko cierpi, co musi przejść. Zawsze przy synu byłam ja. Nie mogło być inaczej i tym razem. Dziecka cierpienie, dało mi takiego kopa, że postawiłam się na nogi. Pomimo zmęczenia, głodu i ciężkiej głowy, jestem przy nim teraz. Mąż odpoczywa w domu, zbiera siły na noc.

Jestem dumna ze swojego syna. Lekarze i pielęgniarki chwalą go, że jest dzielny i grzeczny. Cieszę się, że w porę zadzwoniłam i dzisiaj Junior czuje się lepiej.
Mieliśmy iść właśnie dzisiaj, na chrzciny do rodziny. Czasem los decyduje za nas, a czasem ułatwia nam wyjście z pewnych sytuacji.

Mała rada ode mnie - gdy Twoje dziecko wymiotuje często, nawet po tym jak napije się wody, a nóż ma do tego jeszcze rozwolnienie nie czekaj, bierz dziecko do szpitala i walcz o pomoc. W takich sytuacjach liczy się każda minuta!





Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze
Karmienie piersią w chorobie, czyni cuda

Rok temu ostatni raz moje dzieci chorowały, po drodze, jakoś nie dawno Junior miał tylko trzy dniówkę. Znalazłam ten wpis, na swoim starym blogu.

Dość prozaicznie tatuś nas zaraził, zwyczajnie opróżniał nos w naszej obecności, pal licho ze mną, rade sobie dam, ale dzieciaki beze mnie już nie!


Wczorajszy ranek na wariata się rozpoczął, czułam pismo nosem już nocą, że dzieciaki się rozchorują do rana, jak zawsze moja cholerna intuicja mnie nie zawodzi, szlak! Junior nocą sobie stękał, mruczał, popłakiwał przez sen, Misiula od dwóch dni nosek charczący, a wieczorem niedzielnym doszedł brzydki kaszel. Tak więc rano, jak wspomniałam na wariata, dzwoniłam do przychodni się umówić z doktorową, w godzinę musiałam przebić się przez miasto do poradni, ale przed wyjściem jak zawsze, całuję sobie juniora, macam po czole, rękach, GORĄCZKA! I to 38 stopni! Alarm załączyłam, w biegu dałam lek i wyszłam.

Jadąc sobie publicznym środkiem transportu, myślę… No tak! Tatusiowy smarkał w naszej obecności i wystarczyło by dzieciaki się rozłożyły, nosh k**** jeszcze tego mi trzeba przed świętami! Telefonicznie uspokoiłam się, że juniorowi temperatura spada, UFF!
Wchodzę lekko spóźniona do poradni, na szczęście nikogo nie ma przed nami, brutalnie budzę Misiule, która dopiero co zasnęła. Wchodzimy, doktorowa ze studentem sobie badają me dziecko i doktorowa pyta co się dzieje, zdaję relacje. Dochodzi do wniosku, że może będzie potrzebny antybiotyk, ale jeszcze poczekamy, Misiula kaszle, doktorowa stwierdza, że nie ma co czekać bo kaszel jest brzydki i przepisuje antybiotyk, coś do nosa. Wspominam o juniorze, jak się pogorszy mu także dać mam antybiotyk i przyjechać. Ubieram dziecko, dziękuję i wychodzę.
Lece pędem do domu, gadam z mamą co i jak, przypominam sobie, że nie dali mi recepty. Cofam się ile sił w nogach, bo dziecię jest niespokojne, okazuje się, że studencik jej nie wydrukował! Eh…. Kontynuuję bieg na transport miejski, zauważam z daleka busa i prawie biegnę z tym wózkiem! Myślę – spokojnie babo, zaraz będziesz w domu – stoimy na światłach, dziecie nadal niespokojne, popłakuje, na co rzucam – nie moja wina kochanie, że to idzie jak flaki z olejem.
Wysiadam, znowu w biegu pędze do apteki po leki, po za receptą kupuję kilka innych specyfików i zapominam o witaminie C! 

Dochodzę do klatki schodowej, myślę – wezmę dziecko razem z gondolą, a potem zejdę tylko po stelaż. Męczę się chyba z 10 minut by rozmontować wózek, do jasnej ciasnej przecież nie było z tym nigdy problemu, jedna strona mi się blokowała i nie mogłam wyciągnąć tej gondoli. Klnę pod nosem jak szewc, Misiula płacze, szarpie się dalej aż w końcu mi się udaję, HURRA! Targam ten ciężar na 4 piętro, wypluwam płuca i docieram! Myślę sobie, jak dobrze być w domu, ale to nie koniec mojej bieganiny, na dole został stelaż, muszę szybko dać maluszkowi leki bo nie mogę słuchać jak się męczy. Chwila…. Sytuacja opanowana, jak dobrze!

Junior grzeczny jak nigdy, przytulał się często, a w oczach markotny i ewidentnie chory. Przychodzi czas na drzemkę, zasypia. Budzi się po ok 2 h i ponownie rozpalony. Daje antybiotyk ale ten zamiast zbić gorączkę po czasie, dał ciała, wieczorem jest tak źle, że juniora wsadzam do wanny letniej wody, daje inny lek i stopniowo gorączka spada!
Walcze dalej z maleństwem, kończy się tak, że magiczna bliskość przy piersi działa cuda i moja choróbka która jest dzielna, odpływa a ja razem z nią, myśląc sobie – dziękuję Ci Boże, że mam CYCKI!
Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze

To co u nas jest hitem i ciągle na czasie, może będzie i u Was. Nie będę zapewniać, że każde dziecko, będzie w siódmym niebie. Każde jest inne i ma inne upodobania.

Mój niespełna 3 letni syn, a razem z nim, roczna córka (Masza), lubią wszystko to, z czego idzie coś zbudować. Syn buduje, Masza psuje, taki mają układ, który nie do końca się podoba Juniorowi.

Jak już można wywnioskować z początku wpisu, te 3 pomysły na prezent są z kategorii - buduj ze mną.


Proponujemy takie zestawienie dla dzieci od UWAGA - 6 miesiąca życia, zdziwiona? 




1.  Klocki drewniane "Elefun Toys" 


100 szt, kolorowych klocków, o różnych kształtach, którego pobudzają zmysły i wyobraźnię. Zalecane są od 12 miesiąca życia. Dla niemowląt od ok 8 miesiąca.  ! Używane pod nadzorem osoby dorosłej! Można budować takiemu maluchowi, wierzę, które z pewnością i wielką radością, zepsuje. Ochoczo będzie wrzucać klocki do pudła, po to by zaraz je wysypać. Mają również świetną zaletę. W wieczku pudełka są otwory, z poszczególnymi kształtami, które dopasowujemy. Dudi bardzo to lubi, nauczył się przy tym, jak wygląda, trójkąt, koło czy kwadrat. Masza obecnie próbuje dopasować klocki, ma 14 miesięcy i nieźle jej idzie.  ! Używane pod nadzorem osoby dorosłej! 









Aktualnie od 28 listopada, można kupić je w Biedronce za 39.99 zł.



2. Klocki konstrukcyjne "Wafle"


Od 6 miesiąca. Pobudzają wyobraźnie, nie tylko dziecka, ale także rodzica. UWAGA! Budowanie wciąga! Dla maluchów budujemy kostkę, która zapewne się im spodoba. Jest wiele wersji, od standardowych układów po pojazdy, czy farmy. Wyobraźnia nie zna tu granic. Budujemy mosty, garaże, tunele do aut czy piłek ( tunel do piłek nada się już dla ok. 9 miesięcznego smyka. My swój komplet nabyliśmy, w sklepie sieci Auchan. Jak dobrze pamiętam 32 szt. za 27.89 zł.

























3. Puzzlo Pianki


To chyba najpopularniejsza rzecz wśród niemowląt, zapewne Twój maluch taką ma, prawda? Przeważnie używane są jako mata, do zabawy, czyż nie?
A budowaliście już z nich bazy?
Ważne jest by nie kupić puzzli, złej jakości, które ponoć "śmierdzą" plastikiem. Nasze zakupiłam na wakacjach, w małym sklepie, w małym miasteczku. Ceny są różne, ja wydałam na nie około 40 zł, za 10 sztuk. Natomiast puzzle z motywem Disneya, zapłaciłam mniej więcej tyle samo, ale tych mamy tylko 8 sztuk. Na zdjęciu pianki, z motywem pojazdów, które możemy wypełnić. Dodatkowa opcja kreatywna, niestety nie zrobiłam zdjęć z wypełnieniem. Uzupełnię wpis o te zdjęcia jak najszybciej.















To taka moja subiektywna, krótka lista. Na podstawie obserwacji, swoich dzieci.

A u Was co jest zabawkowym, kreatywnym hitem?




Share
Tweet
Pin
Share
25Komentarzy komentarze
Nowsze Posty
Starsze posty

Lubisz już?

Mama Dwójki

Social Media

  • Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • RSS

Popularne posty

  • Przestań krzywdzić swoje dziecko! 5 błędów których dopuszczają się rodzice.
  • Piasek kinetyczny - kupisz go w PEPCO, za małe pieniądze!
  • Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje! Czyli blogerki parentingowe w akcji.
  • Rozszerzanie diety niemowlaka - zdrowie na talerzu twojego dziecka.
  • Nie rób tego swojemu dziecku! Nie przebijaj uszu!

Nowości na blogu

Etykiety

Konkursy Kulinarnie Lifestyle Macierzyństwo Porady Rodziecielstwo Zabawa

Obserwatorzy

Archiwum

  • maja (2)
  • kwietnia (4)
  • marca (8)
  • lutego (6)
  • stycznia (9)
  • grudnia (6)
  • listopada (6)
  • października (2)
zBLOGowani.pl
Facebook Instagram Google+
OBSERWUJ @INSTAGRAM

Created with by BeautyTemplates | Distributed By Gooyaabi Templates