okna gorzówokna pcv gorzów
Facebook Instagram Google+

Strony

  • Strona główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt

Mama ♥ Dwójki |

  • Strona Główna
  • O Autorce
  • Współpraca
  • Kontakt
  • Macierzyństwo
  • Lifestyle
  • Kulinarnie
  • Porady
Obsługiwane przez usługę Blogger.


Zapewne widziałaś tą wzruszającą reklamę, Huawei. Rozumiesz jej przesłanie? Ona idealnie pokazuje, dzisiejsze myśli i postrzeganie nas przez dzieci. Zauważyłaś to jak twoje dziecko/dzieci patrzy na Ciebie gdy masz telefon lub tablet, w ręku?

                                       Co czuje dziecko?      



Spogląda na Ciebie co jakiś czas, czy widzisz jak ładnie bawi się zabawką, albo czy zauważyłaś, że właśnie zrobiło coś samo. Spogląda na Ciebie, by widzieć twoje reakcje i zadowolenie lub dezaprobatę. Czasem zdarzy się, że zrobi coś złego, abyś zwróciła na nie uwagę. Widzi, myśli i czuje, że ten świecący ekran jest ważniejszy od niej/jego. Robi mu się smutno, czuje, że wolisz spędzać czas z tym małym przedmiotem i ten przedmiocik, ma Ci więcej do zaoferowania niż Ono, twoje dziecko.

Pisanie bloga, za bardzo mnie zabiera dzieciom. To nie tylko przelanie myśli do sieci, to też ogrom pracy nad każdym detalem. Intensywne promowanie, szukanie odbiorców, czytelników. 
Energiczna Mama, zmotywowała mnie, choć już od dawna myślę sobie, by rzucić ten blog w cholerę, bo za dużo mnie kosztuje. Energiczna Mama po 2 latach blogowania, doszła do wniosku, że są sprawy ważne i ważniejsze. Nie znam dokładniej przyczyny, ale z punktu usunęła bloga. Macierzyństwo, to jednak setka wyrzeczeń. Lubie pisać, lubię dyskutować i cieszę się na każde odwiedziny czy komentarz. Pozwala mi się to oderwać od codzienności, ale cierpi na tym moja rodzina. To UZALEŻNIENIE! Wciąga i wciąga coraz bardziej, zabierając mnie im, tym którzy mnie potrzebują. Dlatego, szczególnie w święta, odłożę na bok, wszystko to co łączy się z internetem. 
Chce by rodzina miała mnie, a nie tylko mój cień. Bycie matką jest fajne, ale nie ma w tym, czasem miejsca na inne rzeczy. Nie jestem wstanie, zarywać kolejnych nocy, przez blogowanie. Nie che by dzieci miały to poczucie, że inne rzeczy są ważniejsze. 

Bez lukru i cukru, będzie sobie na razie wisieć, jeżeli szczerze z serca ze mną jesteś, zrozumiesz, że może mnie tu nie być. Jestem też na facebook'u, być może na fanpage'u będę częściej coś wrzucać. Na razie muszę oddać się rodzinie. Tylko gdzie ja będę teraz zaglądać? - widzisz to zbyt uzależnia, ciągnie mnie i muszę iść na odwyk :)   


Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze

Miał być bombowy wpis, ale jak zawsze życie weryfikuje moje plany. Miałam pisać o tym jaką, jestem chujową matką swoich dzieci. Nie napisze o tym na razie, bo obecnie siedzę w szpitalu z synem, dlaczego?  Już Ci opowiadam.

Cała ta masakra zaczęła, się ode mnie. W godzinach nocnych, z czwartku na piątek, potwornie bolał mnie brzuch. Gdy w końcu udało mi się, zrobić co trzeba, poszło to tak, że lało się ze mnie górą i dołem! Jelitówka! Ta paskudna suka dopadła mnie, pierwszy raz w życiu. Myślałam, że zdechne nad tym zlewem. I na to wszystko budzi się Masza. Z ogromnym bólem brzucha, wytargałam ją z łóżeczka i poleciałam dalej na kibel, a ona za mną. Dobrze, że jest tak mała, bo nie będzie pamiętać tego co się ze mną działo.

Nie mal cały dzień, spałam i leżałam. Nie miałam siły się ruszyć. Wszystko zmieniło się, gdy syn zaczął wymiotować. Ledwo trzymałam się na nogach, ale musiałam działać. Gdy przez dwie godziny wymiotował, nie mal co 5 minut. Wezwałam karetkę, bo nie było co czekać. Za każdym razem gdy napił się wody lub elektrolitów, wymiotował. Nie było go jak nawodnić. Ale zanim karetka została wysłana, musiałam się prosić, aby przyjechała. Kazali mi przyjechać tramwajem. Skłamałam, że nie mamy auta. Wszystko po to, aby przyjechali i moje dziecko szybko otrzymało pomoc. Bo jak wiesz, im dziecko mniejsze tym szybciej się odwadnia. W takiej sytuacji nie ma na co czekać. Gdy karetka przyjechała, widziałam, że myślą sobie iż nie było potrzeby przyjeżdżać. Junior jak na swój stan wyglądał dobrze. Ale gdy zajechał do szpitala, na badaniu usg brzuszka, po wątrobie było widać już lekkie odwodnienie. 30 minut, a mój syn zaczął się odwadniać.

Nie mogłam z nim jechać. Nie mogłam, bo nie byłam wstanie, a poza tym lekarka w szpitalu nie pozwoliła mi. W dokumentacji syna odnotowali, że ja matka jestem chora i mam zakaz z nim kontaktu. Junior został przewieziony do innego szpitala, na oddział zakaźny. Dzielnie był z nim cały czas tata. Który miał okazję zobaczyć, jak dziecko cierpi, co musi przejść. Zawsze przy synu byłam ja. Nie mogło być inaczej i tym razem. Dziecka cierpienie, dało mi takiego kopa, że postawiłam się na nogi. Pomimo zmęczenia, głodu i ciężkiej głowy, jestem przy nim teraz. Mąż odpoczywa w domu, zbiera siły na noc.

Jestem dumna ze swojego syna. Lekarze i pielęgniarki chwalą go, że jest dzielny i grzeczny. Cieszę się, że w porę zadzwoniłam i dzisiaj Junior czuje się lepiej.
Mieliśmy iść właśnie dzisiaj, na chrzciny do rodziny. Czasem los decyduje za nas, a czasem ułatwia nam wyjście z pewnych sytuacji.

Mała rada ode mnie - gdy Twoje dziecko wymiotuje często, nawet po tym jak napije się wody, a nóż ma do tego jeszcze rozwolnienie nie czekaj, bierz dziecko do szpitala i walcz o pomoc. W takich sytuacjach liczy się każda minuta!





Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze
Karmienie piersią w chorobie, czyni cuda

Rok temu ostatni raz moje dzieci chorowały, po drodze, jakoś nie dawno Junior miał tylko trzy dniówkę. Znalazłam ten wpis, na swoim starym blogu.

Dość prozaicznie tatuś nas zaraził, zwyczajnie opróżniał nos w naszej obecności, pal licho ze mną, rade sobie dam, ale dzieciaki beze mnie już nie!


Wczorajszy ranek na wariata się rozpoczął, czułam pismo nosem już nocą, że dzieciaki się rozchorują do rana, jak zawsze moja cholerna intuicja mnie nie zawodzi, szlak! Junior nocą sobie stękał, mruczał, popłakiwał przez sen, Misiula od dwóch dni nosek charczący, a wieczorem niedzielnym doszedł brzydki kaszel. Tak więc rano, jak wspomniałam na wariata, dzwoniłam do przychodni się umówić z doktorową, w godzinę musiałam przebić się przez miasto do poradni, ale przed wyjściem jak zawsze, całuję sobie juniora, macam po czole, rękach, GORĄCZKA! I to 38 stopni! Alarm załączyłam, w biegu dałam lek i wyszłam.

Jadąc sobie publicznym środkiem transportu, myślę… No tak! Tatusiowy smarkał w naszej obecności i wystarczyło by dzieciaki się rozłożyły, nosh k**** jeszcze tego mi trzeba przed świętami! Telefonicznie uspokoiłam się, że juniorowi temperatura spada, UFF!
Wchodzę lekko spóźniona do poradni, na szczęście nikogo nie ma przed nami, brutalnie budzę Misiule, która dopiero co zasnęła. Wchodzimy, doktorowa ze studentem sobie badają me dziecko i doktorowa pyta co się dzieje, zdaję relacje. Dochodzi do wniosku, że może będzie potrzebny antybiotyk, ale jeszcze poczekamy, Misiula kaszle, doktorowa stwierdza, że nie ma co czekać bo kaszel jest brzydki i przepisuje antybiotyk, coś do nosa. Wspominam o juniorze, jak się pogorszy mu także dać mam antybiotyk i przyjechać. Ubieram dziecko, dziękuję i wychodzę.
Lece pędem do domu, gadam z mamą co i jak, przypominam sobie, że nie dali mi recepty. Cofam się ile sił w nogach, bo dziecię jest niespokojne, okazuje się, że studencik jej nie wydrukował! Eh…. Kontynuuję bieg na transport miejski, zauważam z daleka busa i prawie biegnę z tym wózkiem! Myślę – spokojnie babo, zaraz będziesz w domu – stoimy na światłach, dziecie nadal niespokojne, popłakuje, na co rzucam – nie moja wina kochanie, że to idzie jak flaki z olejem.
Wysiadam, znowu w biegu pędze do apteki po leki, po za receptą kupuję kilka innych specyfików i zapominam o witaminie C! 

Dochodzę do klatki schodowej, myślę – wezmę dziecko razem z gondolą, a potem zejdę tylko po stelaż. Męczę się chyba z 10 minut by rozmontować wózek, do jasnej ciasnej przecież nie było z tym nigdy problemu, jedna strona mi się blokowała i nie mogłam wyciągnąć tej gondoli. Klnę pod nosem jak szewc, Misiula płacze, szarpie się dalej aż w końcu mi się udaję, HURRA! Targam ten ciężar na 4 piętro, wypluwam płuca i docieram! Myślę sobie, jak dobrze być w domu, ale to nie koniec mojej bieganiny, na dole został stelaż, muszę szybko dać maluszkowi leki bo nie mogę słuchać jak się męczy. Chwila…. Sytuacja opanowana, jak dobrze!

Junior grzeczny jak nigdy, przytulał się często, a w oczach markotny i ewidentnie chory. Przychodzi czas na drzemkę, zasypia. Budzi się po ok 2 h i ponownie rozpalony. Daje antybiotyk ale ten zamiast zbić gorączkę po czasie, dał ciała, wieczorem jest tak źle, że juniora wsadzam do wanny letniej wody, daje inny lek i stopniowo gorączka spada!
Walcze dalej z maleństwem, kończy się tak, że magiczna bliskość przy piersi działa cuda i moja choróbka która jest dzielna, odpływa a ja razem z nią, myśląc sobie – dziękuję Ci Boże, że mam CYCKI!
Share
Tweet
Pin
Share
Brak komentarze

To co u nas jest hitem i ciągle na czasie, może będzie i u Was. Nie będę zapewniać, że każde dziecko, będzie w siódmym niebie. Każde jest inne i ma inne upodobania.

Mój niespełna 3 letni syn, a razem z nim, roczna córka (Masza), lubią wszystko to, z czego idzie coś zbudować. Syn buduje, Masza psuje, taki mają układ, który nie do końca się podoba Juniorowi.

Jak już można wywnioskować z początku wpisu, te 3 pomysły na prezent są z kategorii - buduj ze mną.


Proponujemy takie zestawienie dla dzieci od UWAGA - 6 miesiąca życia, zdziwiona? 




1.  Klocki drewniane "Elefun Toys" 


100 szt, kolorowych klocków, o różnych kształtach, którego pobudzają zmysły i wyobraźnię. Zalecane są od 12 miesiąca życia. Dla niemowląt od ok 8 miesiąca.  ! Używane pod nadzorem osoby dorosłej! Można budować takiemu maluchowi, wierzę, które z pewnością i wielką radością, zepsuje. Ochoczo będzie wrzucać klocki do pudła, po to by zaraz je wysypać. Mają również świetną zaletę. W wieczku pudełka są otwory, z poszczególnymi kształtami, które dopasowujemy. Dudi bardzo to lubi, nauczył się przy tym, jak wygląda, trójkąt, koło czy kwadrat. Masza obecnie próbuje dopasować klocki, ma 14 miesięcy i nieźle jej idzie.  ! Używane pod nadzorem osoby dorosłej! 









Aktualnie od 28 listopada, można kupić je w Biedronce za 39.99 zł.



2. Klocki konstrukcyjne "Wafle"


Od 6 miesiąca. Pobudzają wyobraźnie, nie tylko dziecka, ale także rodzica. UWAGA! Budowanie wciąga! Dla maluchów budujemy kostkę, która zapewne się im spodoba. Jest wiele wersji, od standardowych układów po pojazdy, czy farmy. Wyobraźnia nie zna tu granic. Budujemy mosty, garaże, tunele do aut czy piłek ( tunel do piłek nada się już dla ok. 9 miesięcznego smyka. My swój komplet nabyliśmy, w sklepie sieci Auchan. Jak dobrze pamiętam 32 szt. za 27.89 zł.

























3. Puzzlo Pianki


To chyba najpopularniejsza rzecz wśród niemowląt, zapewne Twój maluch taką ma, prawda? Przeważnie używane są jako mata, do zabawy, czyż nie?
A budowaliście już z nich bazy?
Ważne jest by nie kupić puzzli, złej jakości, które ponoć "śmierdzą" plastikiem. Nasze zakupiłam na wakacjach, w małym sklepie, w małym miasteczku. Ceny są różne, ja wydałam na nie około 40 zł, za 10 sztuk. Natomiast puzzle z motywem Disneya, zapłaciłam mniej więcej tyle samo, ale tych mamy tylko 8 sztuk. Na zdjęciu pianki, z motywem pojazdów, które możemy wypełnić. Dodatkowa opcja kreatywna, niestety nie zrobiłam zdjęć z wypełnieniem. Uzupełnię wpis o te zdjęcia jak najszybciej.















To taka moja subiektywna, krótka lista. Na podstawie obserwacji, swoich dzieci.

A u Was co jest zabawkowym, kreatywnym hitem?




Share
Tweet
Pin
Share
25Komentarzy komentarze

Dzisiaj napiszę o tym jak to na obiad dla dzieci postanowiłam zrobić kotleta mielonego z dynią i marchewką, który wyszedł przepysznie, jest to alternatywa obiadu dla całej rodziny, myślę że jeżeli smakuje mi, a ciężka jestem w temacie jedzenia, to zasmakuje raczej każdemu.

Przygotowanie:
Mięso mielone wrzucam do miski, dodaję jajko, bułkę tartą, następnie ugotowane wcześniej wspomniane warzywa (marchew rozduszam widelcem) dodaję trochę ziarenek smaku, szczyptę przyprawy do mielonego i mieszam. Formuje kuleczkę, rozbijam na dłoni (mniejsze dla syna) obtaczam w półce tartej

PicsArt_1429881060249

Następnie smażę na osełce masła bądź na margarynie, na małym ogniu by mięso dobrze się usmażyło, do pożądanego zarumienienia (dla siebie można bardziej przypiec). GOTOWE!

PicsArt_1429881116945
Prawda że proste? Mam nadzieje że Wam także i dzieciom będzie smakować! SMACZNEGO!
Share
Tweet
Pin
Share
6Komentarzy komentarze


Zastanawiałyście się może kiedyś, dlaczego większość ubrań typu body do dzieci, mają zakładki na ramionach i czym się różnią od tych zapinanych z tyłu, czy na ramieniu?


Otóż odpowiedź jest banalna z pierwszego punktu widzenia i zastosowania. Odpowiecie, że takie łatwiej się dziecku zakłada i ściąga, z czym się absolutnie zgadzam. 


A wiecie, że zakładkowe body są świetne gdy twój maluch, zrobi kupę po pas? Zdziwiona pytasz w myślach, dlaczego, co w nich takiego innego?

Zapewne nie raz zdarzyło Ci się, ściągać ubranie umazane w kupie, przez głowę dziecka. Ja nie raz obierałam plan jak to zdjąć, by zawartość pieluchy nie rozmazała się na dziecku
.



I tu zakładkowe body są wybawieniem! 


Rozciągasz lekko ramiona, wyjmujesz ręce i ściągasz ubranie przez pupę, nie głowę. Proste? Proste!




Gdybym wcześniej wpadła na wpis od mamasy.pl na fb z krótkim filmem, o wiele sprawniej by mi szło przebierania dzieci :D

A dodatkowo zobaczcie, jak w prosty sposób można poskładać body, aby zajmowały mniej miejsca.






Share
Tweet
Pin
Share
19Komentarzy komentarze

Panicznie bałam się porodu. Gdy lekarz oznajmił, że rodzę bo skurcze są regularne, przeszłam na porodówkę. Wszyscy myśleli, że książę wyjdzie wcześniej niż raczył nas zaszczycić swoją obecnością. Niestety po godzinie musiałam przejść na tymczasową salę, ponieważ akcja się wstrzymała. 

Po czterech godzinach, z minuty na minutę myślałam, że nie wstanę z łóżka. Powiadomiłam lekarza i czekałam na badanie. Z racji, że gabinet był zajęty jakiś młody lekarz wziął nas na USG, na którym okazało się, że syn ma za mało wód płodowych, przyszedł mój lekarz i podjął decyzję.
- nie ma na co czekać, wywołujemy poród!

Przerażona słysząc, że moje dziecko nie ma w czym pływać, czułam, że zaczyna dziać się coś nie dobrego. Przeszłam na sale porodową, która już na mnie czekała.


Lekarz przebił pęcherz płodowy, czułam, że wód było nie wiele. Na ból nie pomagało mi nic, męczyłam się parę godzin bez postępu, nie czując ruchów syna. Dostałam lek, który spowolnił całą akcję, ale na godzinę mogłam zamknąć oczy. W międzyczasie KTG wydawało jakieś nie znane mi dźwięki. Położna przychodziła, patrzyła chwilę i odchodziła, aż w końcu przyszedł ten młody lekarz od USG, informując, że podadzą mi okscytocyne, aby poród ruszył. 


Gdy powoli podłączali mi ten bolesny specyfik, na wywołanie silnych skurczy, zjawił się mój lekarz, pytając czy już zaczęli podawać mi panią oxy ( gdyby tak było cięcie nie było by możliwe). On już wiedział, że KTG pokazuję nieprawidłowości w tętnie syna. Patrzył na mnie jak wije się z bólu, pomyślał i powiedział.

- nie nie czekamy, zrobimy cięcie cesarskie.

Pokiwałam tylko potwierdzająco głową, wtedy nie potrafiłam myśleć, miałam pustkę w głowie.


Przewieźli mnie na sale operacyjną, widziałam w oddali mamę i swojego męża na ciemnym korytarzu, to była noc. Wiedziałam tyle, że mojemu dziecku grozi niedotlenienie i musi się urodził jak najszybciej.

Lekarze robili co mogli i tak w 3 minuty, mój syn pojawił się na świecie, cały i zdrowy. A ja nie mogłam oderwać od Niego wzroku.

Chyba każda przyszła mama, ma świadomość czym grozi niedotlenienie dziecko i jak istotną rolę, grają wody płodowe. Gdybym wtedy nie miała swojego lekarza na oddziale, który mnie przyjmował i po którego, zadzwonili w nocy, że z moim dzieckiem coś się dzieje, prawdopodobnie męczyłabym się dalej w bólach, a mój syn byłby zapewne kaleką.





Share
Tweet
Pin
Share
10Komentarzy komentarze


W sumie mogłabym napisać, że matką zaczęłam być od momentu pojawienia się dwóch krasek na teście ciążowym, ale dobrze wiemy, że mamą zostaje się dopiero po porodzie, po drodze do tego szczęśliwego dnia może wydarzyć się wszystko, albo nic.
4 lata czekałam na to, aż test wyjdzie pozytywny, stało się to w momencie kiedy zmieniłam mieszkanie i odpuściłam sobie to parcie na bycie matką. Powszechnie twierdzą, że dużo leży w naszej psychice i tu muszę przyznać rację, ponieważ dopóki zbyt mocno chciałam, testy wychodziły negatywne.
Gdy już pojawiły się dwie kreski, czerwone i mocne, poczułam strach, panikę nie wiedząc dlaczego, przecież tak bardzo chciałam mieć dziecko. Emocje opadły po chwili, bo musiałam przekazać nowinę potencjalnemu tatusiowi i tu już nie było kolorowo. Jego reakcja mnie dobiła, nie było skoków do sufitu, nie było ochów i achów, za to był szok, zdenerwowanie i zwątpienie, oraz tekst „nie jestem na to gotowy, nie chce jeszcze teraz dziecka”.
Zamiast płakać z radości, płakałam ze smutku, ale nigdy nie pomyślałam, by moje dziecko miało się nie narodzić, bo facet się wystraszył, co to to nie! Zmienił zdanie, gdy jego emocje opadły, poszliśmy na spacer do lasu, pogadaliśmy jak to teraz będzie i zamiast smutku pojawiła się radość i euforia. Ciąża miedzy nami zmieniła wiele i postawiła mojego faceta na ziemi, zamiast ciągłych kłótni o bzdury jak bywało do tego czasu, zagościła harmonia w naszym związku, choć jeszcze wiele kłótni było przed nami i będzie.
Miesiące mijały, ja rosłam razem z synem aż pewnego dnia na wizycie kontrolnej usłyszałam, że moja szyjka się skraca i muszę leżeć, tylko leżeć, wolno mi było tylko kupkę lub siusiu. Rozbeczałam się dziecko, bo groził nam poród przed czasem, bardzo wczesny bo był to dopiero 26 tc. Trzy tygodnie później było jeszcze gorzej bo miewałam skurcze, a mój synowaty napierał na moja Panią szyjkowską zbyt mocno, co powodowało dalsze jej skracanie. Nic innego jak przywitałam szpital, dostaliśmy sterydy na rozwój płuc i kazano mi leżeć w dalszym ciągu plackiem. Po tygodniu nas wypuścili – zalecenia te same, wizyty już co dwa tygodnie.
Dobiliśmy do końca ciąży, z takim skutkiem, że miałam już ustalony termin zjawienia się na poród, gdyby młody nie zechciał sam wyjść, dostałam także termin na kontrolne ktg dwa dni po wypadającym terminie z OM. Mój lekarz albo był jasnowidzem, albo miał szczęście, gdy podpiął mnie pod ktg, okazało się, że rodzę a ja nie czułam nic prócz silnych napięć brzucha czyli skurczy w pierwszej fazie.
Dzisiaj to by było na tyle, jak jesteś ciekawa przebiegu porodu i jak wszystko finalnie się skończyło to rozumiem, że widzimy się jutro?


Share
Tweet
Pin
Share
13Komentarzy komentarze



Gdy mój syn był jeszcze niemowlakiem, dostaliśmy w spadku po jego kuzynce, małą bibliotekę książek " Obrazki dla maluchów"- wydawnictwo Olesiejuk. Zanim je dostaliśmy, miałam w planach zakupienie tej serii, bo według mnie są fajne, kolorowe, przyciągają uwagę malucha. 



Seria książek pokazuje m.in :


  • Świat w ruchu - czyli pojazdy, którymi możemy się poruszać
  • Ciało - jak sama nazwa wskazuje, dziecko poznaje, gdzie ma nosek, oczy itd.
  • Owoce - tu opis jest niepotrzebny ;)
  • Dzikie zwięrzęta - jak żyrafa, krokodyl, zebra
  • Warzywa
  • Kolory 
  • Przyroda




Często przeglądając książki, zadajemy synowi pytania:
- gdzie jest wóz strażacki? 
- gdzie jest cytryna
Na początku pokazywał palcem, bo o to przecież chodziło, ale ostatnio zamiast pokazać, przynosi dany przedmiot zadowolony, że ma taki sam.

Jeżeli przypadkiem macie w domu, zestaw zabawkowy warzyw i/lub owoców, może wykorzystać je do odnajdywania poszczególnych warzyw w książce, co u nas jest właśnie na czasie. 


Jak posiadacie Świeżaki z biedronki - też je wykorzystajcie ;)






Na końcu każdej książki są zagadki:




Czasem nie potrzeba drogich zestawów, czy zabawek edukacyjnych, aby umilić dziecku czas poprzez, zabawę z edukacją, a co najważniejsze - czas z rodzicem.

Masz podobne pomysły na kreatywne zabawy?

Pozdrawiam!
Share
Tweet
Pin
Share
15Komentarzy komentarze
Nowsze Posty
Starsze posty

Lubisz już?

Mama Dwójki

Social Media

  • Facebook
  • Google+
  • Instagram
  • RSS

Popularne posty

  • Przestań krzywdzić swoje dziecko! 5 błędów których dopuszczają się rodzice.
  • Piasek kinetyczny - kupisz go w PEPCO, za małe pieniądze!
  • Mama w domu - nie leży i nie pachnie, tylko pracuje! Czyli blogerki parentingowe w akcji.
  • Rozszerzanie diety niemowlaka - zdrowie na talerzu twojego dziecka.
  • Nie rób tego swojemu dziecku! Nie przebijaj uszu!

Nowości na blogu

Etykiety

Konkursy Kulinarnie Lifestyle Macierzyństwo Porady Rodziecielstwo Zabawa

Obserwatorzy

Archiwum

  • maja (2)
  • kwietnia (4)
  • marca (8)
  • lutego (6)
  • stycznia (9)
  • grudnia (6)
  • listopada (6)
  • października (2)
zBLOGowani.pl
Facebook Instagram Google+
OBSERWUJ @INSTAGRAM

Created with by BeautyTemplates | Distributed By Gooyaabi Templates